Od czasu kiedy w roku 1787 podpisano konstytucję Stanów Zjednoczonych, w Polsce zdołaliśmy wyprodukować dziewięć konstytucji i obawiam się, iż szykuje się następna. Brzmi to troszkę jak Polish joke o polskim kamikadze, który ma za sobą czterdzieści dwie udane misje.

Czytając niedawno The New York Times on-line zwróciłem uwagę na wyeksponowany link do „Kampanii na rzecz obrony konstytucji". Kampania ma trzy proste cele:

  • Zwrócenie uwagi opinii publicznej na zagrożenia i niebezpieczeństwa ze strony narastającego wpływu religijnego fundamentalizmu.
  • Tworzenie i mobilizacja internetowej społeczności zaniepokojonych Amerykanów i gotowych zabrać głos w tej sprawie.
  • Mobilizacja uczonych, polityków i teologów, aby pomogli Amerykanom zrozumieć charakter i rozmiary zagrożenia.

Poprzez ruch, jego uczestnicy chcą działać na rzecz tego, aby rozum, prawa człowieka i praworządność stanowiły nadal podstawy amerykańskiego społeczeństwa.

Organizatorzy zwracają się do różnych grup religijnych i tych przywódców społeczności religijnych, którzy podzielają wartości stanowiące fundament Stanów Zjednoczonych.

Te wartości to przede wszystkim: separacja kościoła i państwa jako podstawowa zasada w prawie i w życiu publicznym oraz niezależność wymiaru sprawiedliwości, strzegąca sądy przed ultrakonserwatystami, którzy zmierzają do zakwestionowania Karty Praw Człowieka (The Bill of Rights)

Największe zaniepokojenie budzi to, co dzieje się w amerykańskim szkolnictwie i sądownictwie, i co zdaniem wielu stanowi już dziś naruszenie pierwszej poprawki do Konstytucji.

Pierwsza poprawka do Konstytucji brzmi: ,,Kongres nie może stanowić ustaw wprowadzających religię albo zabraniających praktykowania jakiejś religii; ani też stanowić praw ograniczających wolność słowa albo prasy, jak również ograniczających prawo do spokojnego odbywania zebrań i wnoszenia do rządu petycji o naprawę krzywd."

W języku angielskim ma ona zaledwie 45 słów, ale uważana jest za kamień węgielny praw chroniących swobody obywatelskie. Jak w 1943 roku pisał w motywacji wyroku sędzia Robert Jackson: „...jeśli jest jakaś stała gwiazda na naszym politycznym firmamencie, to jest nią zasada, iż żaden urzędnik, wielki czy mały, nie może orzekać co ma być ortodoksją w polityce, w życiu społecznym, czy w religii, nie może też zmuszać obywateli, aby w słowach czy czynach deklarowali swoją wiarę."

O ile istnieje dość powszechna zgoda na to, że wolność słowa musi mieć swoje ograniczenia, to debata na temat definicji granic wolności słowa jest bardzo trudna. Pornografia, wzywanie do nienawiści, pomówienia, niektóre reklamy towarów zagrażających zdrowiu, to pola, na których wolność słowa jest ograniczana prawem, ale uzyskanie jakiegoś konsensusu w sprawie granic wolności słowa wydaje się być niemożliwe. Często dochodzi tu również do konfliktu wartości. Prawo do informacji prasowej może być w konflikcie z prawem do sprawiedliwego i bezstronnego procesu. Przejrzystość nie zawsze musi oznaczać, iż negocjacje, czy posiedzenia komisji mają się odbywać w świetle reflektorów i przed kamerami telewizji. Wolność słowa nie jest bynajmniej pojęciem łatwym i może być zagrożona zarówno przez broniących tabloidalnych wolności liberałów, jak i przez ultrakonserwatystów.

Te spory, jak czytamy w artykule programowym opisywanego ruchu, są ceną wolności słowa i religii w każdym społeczeństwie otwartym.

Informacja o tym ruchu w największym amerykańskim dzienniku związana była z poniższym apelem do mieszkańców USA:

"Jeśli bokiem ci już wychodzi religijna prawica, to nie jesteś w tym sam.

Przyłącz się do koalicji wybitnych uczonych, wybranych polityków, działaczy i teologów zdecydowanych na działanie przeciwko niebezpiecznym i wzrastającym wpływom religijnej prawicy.

Prawica religijna dąży do podminowania rozdziału kościoła i państwa i do powstrzymania rozwoju nauki.

Coraz silniej wkracza do klas szkolnych.

Zatrzymaj inwazję pseudonauki na lekcjach, na których dzieci mają się zapoznawać z nauką.

Jeszcze dziś wyślij poniższy list do gubernatora twojego stanu:

Szanowny Panie,

Piszę, aby wyrazić zaniepokojenie edukacją moich dzieci. Szczególnie zaniepokojony jestem próbami uzupełnienie lub zastąpienia w szkołach publicznych nauczania o ewolucji dogmatami religijnymi i jakimiś pseudonaukowymi spekulacjami.

Badania wykazują, że amerykańskie dzieci w dziedzinie poznawania i zrozumienia nauki pozostają w tyle za dziećmi z innych krajów. Nie będziemy w stanie wyrównać tych różnic, jeśli w naszych szkołach zastąpimy fakty ideologią.

Ze względu na dobro naszych dzieci oraz konkurencyjność naszego kraju, zwracamy się do pana/pani o zapewnienie aby:

  • programy nauczania o nauce odpowiadały naukowym standardom, a nauczyciele kładli nacisk na nauczanie ewolucji w stopniu odpowiadającym jej wadze jako teorii jednoczącej różne dziedziny nauki, i będącej szczególnie ważną dla zrozumienia otaczającej nasz rzeczywistości.
  • Nie ma powodu, aby nauczać w szkołach, „nauki o stworzeniu" czy spokrewnionego z nimi „inteligentnego projektu", czy „nauki o kontrowersjach" — które zakładają, że istnieje prawomocna naukowa debata wokół ewolucji.
  • Od wydawców podręczników szkolnych nie wolno wymagać, ani nie powinni oni dobrowolnie, zamieszczać uwag, które zniekształcają, lub podszywają się pod metodologię naukową i kwestionują znajdująca się poza wątpliwościami wiedzę na temat charakteru i badań nad ewolucją.

Przyszłość naszego narodu spoczywa w rękach naszych dzieci. Mam nadzieję, że będzie pan/pani czuł się zobowiązany do zapewnienia, aby nasze szkoły zapoznawały młodzież z nauką, a nie z ideologią i że będą przygotowywały następne generacje do wyzwań jakie niesie kolejne stulecie.

"

Ciekaw jestem jak szerokie kręgi zatoczy ta akcja w Stanach Zjednoczonych. Jeszcze bardziej jestem ciekaw, kiedy rodzice w Polsce zainteresują się na poważnie czego dzieci uczą się w naszych szkołach? Na początek potrzebny jest raport o tym, czego dzieci dowiadują się o ewolucji w przedszkolu, w szkole podstawowej, w gimnazjum. Jak dalece wzajemnie sprzeczne są informacje przekazywane na lekcjach religii i biologii? Jak często wiadomości na lekcjach biologii podporządkowywane są oczekiwaniom proboszcza? Na ile rodzice mają i chcą mieć wpływ na to, czego ich dzieci uczą się w szkołach?

Akcja amerykańskiego ruchu na rzecz obrony konstytucji może się wydawać beznadziejna. Podchwytywanie podobnych działań u nas, może zakrawać na donkiszoterię. Lepsza jednak donkiszoteria niż inercja, dlatego ten amerykański list do gubernatorów stanów wydał mi się interesujący również dla polskich czytelników.