Informacja o kradzieży napisu „Arbeit macht frei" z bramy obozu w Auschwitz wywołała w Internecie nieprawdopodobną falę nienawiści do Żydów i Izraela.

Warto przytoczyć kilka komentarzy z rzędu, nie przebierając:

— żyd żydowi i nie tylko zorganizował cały holokaust, obozy, rzeźnie.
— Pamiętam artykul „Żydzi nie chcieli opuścić Majdanka, bo byli w transie" moze w transie niechcaco odrecili napis.
— Wyraźna kradzież na zlecenie, pewnie tablica jest juz w jednym banku w Szwajcarii.
— W całej historii żydzi nigdy się z nikim nie przyjaźnili a dostawali lanie za podłości i knowania przeciw innym narodom. Nikt ich przecież nie bił z miłości.

Tego rodzaju reakcje na każdą wiadomość w ten lub inny sposób kojarzącą się z Żydami nie są typowe wyłącznie dla Polski. Gwałtowny wzrost antysemityzmu obserwujemy w wielu krajach i nie sądzę, aby ktokolwiek mógł rzetelnie wyjaśnić genezę tego zjawiska. W pierwszych dziesięcioleciach po drugiej wojnie światowej publicznie nie wypadało popisywać się antysemityzmem, ale trwał przez cały czas, a dziś po prostu przestano się go wstydzić.

Zdaniem biskupa Adama Lepy, członka Rady ds. Środków Społecznego Przekazu Konferencji Episkopatu Polski, „...dziś już tylko Polakom można bezkarnie wmawiać antysemityzm". Moglibyśmy w tym miejscu przedstawić liczne cytaty księży i osób z tytułami profesorskimi, ale jak sądzę znają je zarówno ci, którzy antysemityzmem się brzydzą, ci, którzy powiadają, że broń boże nie są antysemitami tylko antysyjonistami, i ci, którzy niczego nie owijając w bawełnę powiadają, że są antysemitami i są z tego dumni.

Tak zwani antysyjoniści to ludzie przepełnieni empatią, „obiektywnie" krytykujący Izrael i rzekomo solidaryzujący się z Palestyńczykami. Większość ich argumentów możemy przeczytać w oryginale w prasie arabskiej. Islam jest religią pokoju, a propaganda tej religii pokoju przenika wyjątkowo dobrze do niektórych chrześcijańskich umysłów.

Ta symbioza ma zresztą długą historię i możemy podziwiać jak na przykład wyprodukowane przez carską Ochranę Protokoły mędrców Syjonu żyją nadal i wpływają na umysły współczesnych mieszkańców Syrii.

W syryjskiej gazecie rządowej „Al-Thawra" publicysta Alexander Luqa, (były pracownik biura prezydenta) pisał:

Na początku roku 1869, a dokładnie 1 stycznia 1869 r. przywódcy ruchu syjonistycznego spotkali się w Pradze, niedaleko grobu ich świętego Szymona Ben Jehudy, znanego jako Wielki i Święty Nauczyciel. Na tym spotkaniu rabin Riszon, jeden z przywódców globalnego syjonizmu, powiedział: "Przez stulecia nasi mędrcy walczyli mężnie z Krzyżem. Teraz nasz naród stopniowo zbliża się do szczytu i jego siła rośnie.

Rabin Riszon wytłumaczył miejsce ruchu syjonistycznego w tym planie, który ma na celu światową dominację, mówiąc: "Dzisiaj staliśmy się bogami tego wieku — bogiem, który biblijny Aaron stworzył dla nas na pustyni. Będziemy jedynymi posiadaczami złotego cielca, którego czciliśmy wtedy i którego teraz cały świat uważa za boga. Musimy być jedynymi posiadaczami całego złota na świecie. (...)"

My, jako arabski naród walczący ze syjonistycznym wrogiem, wiemy, że ideologia syjonistyczna nie ustała nawet na jeden dzień w swoich wysiłkach położenia rąk na złocie świata. (...)

Przy pomocy ideologii, która jest osadzona w umysłach jego przywódców, ruch syjonistyczny przejął nowoczesne media włącznie z prasą, telewizją i radiem, a poprzez nie udaje mu się kontrolować światową opinię publiczną (...) Mając te skuteczne narzędzia wyraźnie zagraża wielu wartościom moralnym, szczególnie wartości rodzinnych w społeczeństwach arabskich i nie-arabskich(...) Niezbędne jest dzisiaj ponowne przebadanie tych syjonistycznych poleceń, nawet jeśli wydają się być niczym więcej, jak teoretycznymi ideami pojawiającymi się w Protokołach mędrców Syjonu, ponieważ, jak pokazano w punktach wspomnianych powyżej, są one w coraz większym stopniu wprowadzane w życie. [ 1 ]

Protokoły mędrców Syjonu straszą również nowożytnych Egipcjan. Znana dziennikarka Ilhamy Sharshara pisała 1 października br. (w rządowej gazecie „Al-Ahram") o potrzebie głębokich studiów nad tą książką. Stwierdza ona m.in.:

Przez stulecia syjoniści mieli tajny plan obalenia rządów wszystkich krajów i zastąpienia ich własnym, tyrańskim reżimem. Używają wszystkich środków, by obalić rządy, przede wszystkim monarchie. Kuszą monarchie by działały tyrańsko wobec swoich narodów, a potem popychają naród do rebelii przeciwko monarchom z hasłem szerzenia wolności i równości (...)

W tym kontekście rewelacja ojca Rydzyka informującego, że: "Francja domaga się korytarza dla Rosji w Polsce. Gdzie my mamy Polaków w rządzie, nikt nie protestuje.(...) Najgorsze to jest współdziałanie niemiecko — żydowsko - rosyjskie." (RM, lipiec 2002r.) wydają się być niemal ścisłe, rzeczowe i wyważone.

Inny muzułmański antysyjonista, publicysta z Kuwejtu Fakhir Hashem Al-Sayed Rajab, 11 grudnia 2009 r. opublikował felieton zatytułowany „Syjonistyczne karaluchy". Autor szerzy wiedzę o entomologii. Rozpoczyna swój felieton od opisu karaluchów:

Są różne rodzaje karaluchów: bez skrzydeł, ze skrzydłami, niemieckie, amerykańskie, azjatyckie. Karaluchy należą do najbardziej pierwotnych stworzeń na ziemi; mogą wytrzymać surowsze warunki niż jakiekolwiek inne stworzenie i szybko przystosowują się do środowiska. Mówi się, że jest 4 tysiące rodzajów karaluchów. Karaluch może przeżyć tydzień lub dwa pozbawiony głowy i miesiąc bez jedzenia. Może przetrwać wielokrotnie wyższe promieniowanie niż człowiek i będzie walczył o przeżycie.

Porównuję syjonistę do karalucha: przez tysiące lat syjonista wszelkimi możliwymi środkami walczył, by pozostać przy życiu: grabieżą, wyzyskiem, oszustwem, zabójstwem i „składaniem jaj" na całym świecie, tak, żeby jego potomstwo istniało aż do dnia Sądu Ostatecznego.

Syjonistom udało się po cichu przejąć świat, niewzruszenie (...) i teraz są najpotężniejszą siłą na świecie — nie w sensie siły fizycznej i zapasów broni, ale siłą myśli, ekonomii i planowania we wszystkich krajach, tak że [te kraje] są im posłuszne, a ktokolwiek im się sprzeciwia, musi uważać. Proste oświadczenie przeciwko nim oznacza okrutny atak z ich strony — antysemici strzeżcie się!

Ich moc i ich macki rozgałęziają się na południe, północ, zachód i wschód, i dowiedziano się niedawno, że syjonistyczne lobby przeniknęło do brytyjskiego rządu. Prowadzi się teraz dochodzenie, żeby odkryć, skąd pochodzą ich fundusze i jakie grupy dostarczają im poparcia.

Niestety, u nas, Arabów, wszystko pozostaje w sercu, także nasze żarliwe reakcje.

Słyszymy o stanowisku Szwajcarii dotyczącym zakazu budowania nowych minaretów i nie słyszymy o wspólnej postawie arabskiej potępiającej tę akcję. Nikt z nas nie neguje, że za każdą sprawą, która powstaje i jest sfabrykowana przeciwko Arabom, szczególnie muzułmanom, kryje się syjonistyczny karaluch. To są plany syjonistów; uczynienie, by zagraniczny świat nienawidził istnienia Arabów i muzułmanów; okupowanie Palestyny, Wzgórz Golan, Synaju i Libanu; od 11 września i aż do zakazu minaretów w Szwajcarii. Być może w przyszłości zabronią nam wjazdu do ich krajów.

Naszą przebiegłością jest taniec i ruletka; patrzcie, co syjoniści osiągnęli przebiegłością w nauce i polityce, a co my osiągnęliśmy uciskiem i dominacją!

O narodzie, którego ignorancja uczyniła cię pośmiewiskiem wszystkich innych narodów!

Intensywność tego rodzaju informacji, zarówno w prasie, jak i w elektronicznych środkach przekazu najwyraźniej przynosi rezultaty. Można się jednak zastanawiać, czy zmienia również jakość życia muzułmańskich antysyjonistów, czy też antysyjonizm jest sensem życia przynoszącym wyłącznie pogorszenie jakości życia? Nie tylko Protokoły mędrców Syjonu ale i Mein Kampf należy dziś do bestsellerów w muzułmańskim świecie i co rusz widzimy informacje o nowych nakładach. Głosy domagające sie nieco bardziej racjonalnych sposobów wydobywania się muzułmańskiego świata z nędzy i kompleksów niższości są nieliczne, ale są.

Pod koniec czerwca 2009 r. egipskie ministerstwo kultury przyznało nagrodę Sayyedowi Al-Qimni’emu, filozofowi i historykowi islamu. Wydarzenie to wywołało trwające do dziś spory oraz oskarżenia tego pisarza o herezję, apostazję i zdradę islamskich wartości. Dar Al-Ifta, specjalna instytucja w rodzaju naszego episkopatu, wydała fatwę potępiającą przyznanie tej nagrody, w której stwierdzano m.in.:

"Muzułmanie wierzą jednogłośnie, że ktokolwiek przeklina Proroka lub zniesławia islam, usuwa się z objęć islamu i ze społeczności muzułmanów, i zasługuje na karę na tym świecie oraz na męczarnie w świecie następnym (...) Twierdzenia Al-Qimni’ego, cytowane przez tego, który poprosił o fatwę, są heretyckie, niezależnie od tego, kto je napisał; usuwają one autora z objęć islamu (...) a także stanowią przestępstwo zgodnie z artykułem 98 egipskiego Kodeksu Karnego. Jeśli te zdeprawowane, wstrętne i bezpodstawne twierdzenia faktycznie wygłosił konkretny człowiek, powinien on zostać skazany, nie zaś otrzymywać nagrodę, i to zostać skazany z całą mocą prawa (...)"

Nawiasem mówiąc, warto tu zwrócić uwagę, że szacownej instytucji religijnej, wydającej islamskie ekskomuniki, nawet nie chciało się sprawdzić prawdziwości cytatów podanych przez donosiciela.

Sam pisarz na łamach arabskiego wydania „Newsweeka" oświadczył, że przypisywane mu cytaty nie pochodzą z jego książek ani artykułów, zażądał przedstawienia dowodów i publicznej debaty. Oczywiście dowodów nie przedstawiono, a do debaty nie doszło.

Czym zatem pisarz tak bardzo rozsierdził swoich przeciwników? W wywiadzie dla egipskiego tygodnika „Roz Al-Yousef" Al-Qimni powiedział:

"Jestem przeciwko tym, którzy zamieniają religię w platformę polityczną, z wszystkimi kłamstwami, oszustwami i spiskami nieodłącznymi od polityki. Sądzę, że ci ludzie szkodzą religii. Jestem także przeciwko tym, którzy chcą nie dopuścić, by ludzie myśleli (...) To oni stanowią bezpośrednie zagrożenie — nie zaś prawdziwa demokracja oparta na wolności, prawach człowieka i autentycznej nauce. Naszym zadaniem jako intelektualistów, jest obudzenie społeczeństwa i pomoc, abyśmy wsiedli do pociągu postępu, zanim odjedzie (...)

Inny egipski intelektualista, dramaturg, Ali Salem jest bojkotowany od piętnastu lat za to, że zdecydował się na podróż do Izraela i obejrzenie tego kraju na własne oczy.

Do czasu tej podróży i publikacji książki My Drive to Israel, Salem był uznawany za czołowego dramaturga egipskiego. Od tej wizyty żaden teatr nie wystawia jego sztuk, nie współpracują z nim wytwórnie filmowe, wyrzucono go ze stowarzyszenia filmowców, a następnie ze stowarzyszenia pisarzy, nadal jednak publikuje artykuły w prasie.

Mający dziś 73 lata Ali Salem nie tylko nie zmienił swoich poglądów, ale nadal twierdzi, że Egipt i inne kraje arabskie muszą uporać się ze swoimi problemami. Jak mówi, pojechał do Izraela, ponieważ był ciekawy:

Jest taki film z lat sześćdziesiątych pod tytułem „Rosjanie nadchodzą". Chodzi tam o zimną wojnę i ośmiesza on polityków po obu stronach. Myślę, że ten film przyniósł koniec zimnej wojny. Na początku filmu rosyjska łódź podwodna zbliża się do brzegów Ameryki i utyka w błocie. Kapitan i marynarze patrzą na brzeg przez peryskop i zdumiewają się. Kiedy zastępca dowódcy pyta: „Dlaczego podchodzimy tak blisko?" dowódca odpowiada: „Chcę zobaczyć Amerykę".

Czy umiemy sobie wyobrazić panujący w Egipcie psychologiczny terror, jeśli podróż jednego pisarza do sąsiedniego kraju wywołuje trwającą przez lata burzę?

Jak mamy traktować to małe społeczeństwo obok nas — pyta Ali Salem. - Rzeczywistość zmusiła nas do wkroczenia w kampanię pokojową ze społeczeństwem, które bezwzględnie nas pokonało w 1967 roku. Moje pokolenie nie może przezwyciężyć rany 1967 roku.

Dla Ali Salama pokój jest wartością, z niechęcią cytuje ludzi, którzy zdają się tylko czekać na okazję do nowej wojny, traktując każde porozumienie pokojowe jako niepotrzebne ustępstwo. Dla niego porozumienie z Oslo jest nadal krokiem naprzód. Stwierdza:

Sprowadza się to do jednego: wyboru między wojną i pokojem. Każda próba manewru między nimi jest ryzykownym przedsięwzięciem, które musi zakończyć się porażką Egiptu. Opozycja wobec normalizacji i opóźnianie jej zaszkodziła Egiptowi i sprawie palestyńskiej...

Podobne stanowisko prezentuje iracki pisarz Nijm Wali, który pisze, że normalizacja stosunków z Izraelem jest historyczną koniecznością.

Odwieczny konflikt z Izraelem nie przyniósł nam niczego, poza stratami materialnymi, stratami ludzkimi, jak również chronicznym poczuciem porażki. Zwykły obywatel arabski czuje, że pokonuje go to maleńkie państwo, Izrael, które liczy sześć lub siedem milionów mieszkańców, podczas gdy świat arabski liczy 300 milionów.(...)

Z przykrością muszę jednak powiedzieć, że w publicznych debatach panuje pogląd, iż normalizacja jest dla nas pułapką, oszustwem. Ten pogląd doprowadzi nas to dalszych porażek i bitew i jeszcze większych ofiar w ludziach. (...) Ten problem nieustannie mnie zastanawiał, także kiedy byłem małym chłopcem: Dlaczego to maleńkie państwo jest w stanie nas zwyciężyć, chociaż jest nas 300 milionów? Problem jest w nas. My musimy myśleć samodzielnie i budować...

Nijim Wali mówi wprost, apelując do społeczeństw arabskich:

...odłóżmy na bok kwestię syjonizmu… Żydzi nie są tutaj obcokrajowcami. Żyli w tym regionie przez wiele lat, przez całą historię islamu. Także w kategoriach rasy, przynależności etnicznej i historii - oni są naszymi kuzynami. Przez wiele lat żyli na Półwyspie Arabskim, w Iraku i wszędzie. Musimy skorzystać z ich doświadczenia w budowaniu państwa.

Czy taka postawa jest możliwa, czy też uprzedzenia i nienawiść okażą się silniejsze? Ciekawe informacje napływają z Zachodniego Brzegu. Zgodnie z informacją Międzynarodowego Funduszu Walutowego Autonomia Palestyńska na Zachodnim Brzegu po raz pierwszy od ostatniej intifady odnotowała wzrost gospodarczy i to nie byle jaki, bo aż o 7 procent. Statystyki sprzedaży samochodów, budowy nowych domów, dróg, eksportu — wszystko to zdaje się świadczyć o jakościowej zmianie. Radykalnie wzrosło również poczucie bezpieczeństwa.

Jak długo potrwa ta dobra passa i czym można ją wyjaśnić? Dziennikarz „New York Timesa", Ethan Bonner jest przekonany, że rywalizacja między Al Fatahem i Hamasem skłoniła Al Fatah do zmiany priorytetów, mniej antyizraelskiej propagandy, więcej nacisku na porządek prawny i ekonomię, nowe formy szkolenia policji, a wreszcie przyzwolenie na kooperację z firmami izraelskimi.

Premier Izraela wielokrotnie podkreślał, że chciałby „ekonomicznego pokoju" z Palestyńczykami. Niezależnie czy nazwiemy to tylko polityczną grą, czy strategią, czy dążeniem, które obecne było od początku istnienia Izraela, wydaje się, że po obu stronach jest dziś wola polityczna, aby ten ekonomiczny pokój działał.

Antysyjonizm jest po staremu obecny w wystąpieniach polityków i kazaniach mułłów, a przez cześć zagorzałych przeciwników jakiejkolwiek współpracy „cud ekonomiczny" określany jest jako propagandowa zagrywka. Jednak to gospodarcze ożywienie widoczne jest gołym okiem.

Trudno mieć nadzieję, aby to co dzieje się na Zachodnim Brzegu, uznać za światełko w tunelu. Od 1 września 2001 roku islamska działalność terrorystyczna systematycznie wzrasta. W wyniku zamachów terrorystycznych zginęło niemal 70 tysięcy osób z tego większość to muzułmanie. Antysyjonizm i antyamerykanizm są samym fundamentem ruchów terrorystycznych, których propaganda znajduje szeroki oddźwięk tak w Europie, jak i w Ameryce. Nasilenie się europejskiego antysemityzmu jest silnie sprzężone z antyamerykanizmem, co zresztą bardzo wyraźnie widać w wypowiedziach naszych rodzimych antysemitów. Jak bardzo irracjonalna jest ta fala widać najwyraźniej po reakcjach internautów na kradzież napisu z nad bramy w Auschwitz. Jednak szeregi miłośników antysemickiej ideologii wyraźnie rosną i najprawdopodobniej wzrośnie również liczba polityków chcących zbić na tej tendencji swój polityczny kapitał.

Chciałoby się powiedzieć, że lekceważenie Żydów pozwala zająć się własnymi sprawami, może nawet prowadzić do sukcesów. Dla wielu rozstanie z obsesją jest jednak zbyt trudne, a płynące z muzułmańskiego świata wzory nazbyt atrakcyjne. Czy koło historii się obróciło i znów jesteśmy w atmosferze, jaka panowała u progu lat trzydziestych? Tego przewidzieć się nie da, gdyż w rozwój historii zaangażowanych jest zbyt wiele czynników, ale chętnych do budowy nowego Auschwitz najwyraźniej nie brakuje.


 Przypisy:
[ 1 ] "Al-Thawra" (Syria), 16 września 2009.