Z sensem życia jest tak jak z Panem Bogiem, nikt go nie widział, ale niektórzy go czują, a inni czują jego brak (jeszcze inni wcale się nad tym nie zastanawiają, a często jedna i ta sama osoba przemieszcza się z jednej grupy do drugiej). Można również sens życia porównać do zapłonu w silniku spalinowym, jak iskra podawana jest równomiernie to silnik ciągnie, ale jak przerywa to wpadamy w depresję. Napęd tego poczucia sensu życia może być religijny, ale może być i inny, a może to być silnik hybrydowy. Jednym poczucie sensu życia daje pasja poznania, innym nienawiść do sąsiada. Samobójca wysadzający się w powietrze w autobusie pełnym dzieci może mieć głębokie poczucie sensu życia. Pasja badacza wydaje się być ciekawszym sensem życia, terrorysta odpowie: jak dla kogo.

Opublikowaliśmy tu artykuł Sama Harrisa o dziesięciu mitach na temat ateizmu i ateistów. Zdaniem Harrisa, jeden z tych mitów , głosi, że ateiści uważają, iż życie jest pozbawione sensu. Czy rzeczywiście jest taki mit? Czytałem takie stwierdzenia wielokrotnie i mogę dać słowo honoru, że rzeczywiście taki mit pokutuje, jest nawet dość rozpowszechniony.

Jak się wydaje, ten punkt wzbudził więcej kontrowersji ze strony czytelników niż inne. Mity zazwyczaj opierają się na nazbyt szerokich generalizacjach, a równocześnie mają jakąś tam rzeczywistą podstawę. Dla kogoś uważającego, że jedynym źródłem sensu życia może być tylko wiara w istoty nadprzyrodzone, wątpienie w istoty nadprzyrodzone jest jednoznaczne z twierdzeniem, że życie nie ma sensu. Równocześnie takie twierdzenie może być podbudowane licznymi cytatami wypowiedzi ateistów stwierdzających, że ich zdaniem, nie ma niczego takiego jak z góry przypisany ludzkiemu życiu sens. Tak więc, ów mit trzyma się na całkiem realnych nieporozumieniach.

Harris odpowiada: Ateiści najczęściej są całkiem pewni, że życie jest drogocenne. Życie jest nasycane sensem poprzez przeżywanie go prawdziwie i w pełni. Nasze relacje z tymi, których kochamy, są już teraz pełne sensu; nie muszą trwać wiecznie, by go uzyskać. Ateiści mają skłonność do uznawania tej obawy o bezsensowność za… cóż … bezsensowną.

Warto tu zwrócić uwagę, że autor używa określenia „najczęściej” a nie określenia „wszyscy ateiści”. Łatwo to ograniczenie przeoczyć i wstąpić w szranki z okrzykiem „ateiści są różni”. A no są, i nie wydaje mi się, aby Sam Harris twierdził, że jest inaczej.

Jednym ze źródeł tego mitu jest systematyczne mylenie pojęcia „sens życia” z pojęciem „cel życia”. Pojęcie sensu jest bardzo nieokreślone. Podczas gdy dla wierzącego celem życia jest zazwyczaj zbawienie i życie wieczne, ateizm (w zasadzie) wyklucza życie pozagrobowe. (Dodałem tu w nawiasie „w zasadzie” gdyż umiem sobie wyobrazić jakiegoś ateistę bajdurzącego o jakichś formach życia pozagrobowego.) Droga do tego celu prowadzi przez miłowanie Boga i (marginalnie oraz pośrednio) życzliwość wobec bliźniego. Ateizm zakłada, iż życie jest tylko jedno (tu i teraz) i wielu ateistów powiada, że relacje z innymi są ważne same w sobie oraz mogą dostarczać nam poczucia sensu, czyli mogą nadawać treści naszemu życiu.

Odczucie „życie nie ma sensu” towarzyszy często ludziom w depresji, skłonnym do samobójstwa lub decydujących się na krok samobójczy. Badania nie wskazują na wyższą skłonność ateistów do depresji niż ludzi wierzących. Jeśli zatem będziemy definiowali ów „sens życia” jako coś bliższego zadowoleniu z życia niż „celu życia”, może okazać się, że wśród ateistów jest wyższy procent zadowolonych, co może być związane z całym szeregiem czynników. [ 1 ] (Wśród ateistów jest zdecydowanie większy odsetek zwolenników eutanazji niż wśród wierzących. Prawdą jest, że mamy w tej grupie wielu ludzi przekonanych, że w pewnych sytuacjach dalsze życie już nie ma sensu i mniej obawiających się śmierci niż nasi wierzący bliźni.) 

Co wpływa na to, że wśród ateistów jest stosunkowo wysoki procent zadowolonych z życia? Po pierwsze wszystkie badania wykazują, że im wyższe wykształcenie w danej grupie, tym wyższy procent ateistów. Ta korelacja prowadzi również do statystycznie częstszego zadowolenia z pracy, do statystycznie wyższych zarobków, do bardziej wyszukanych form spędzania czasu wolnego, do atrakcyjniejszych form kontaktów międzyludzkich. Z wykształceniem i pozycją społeczną wiąże się jednak również wzrost aspiracji, co dla odmiany może prowadzić do nasilenia frustracji.

Czy wolno stawiać znak równości między zadowoleniem z życia i sensem życia? Wielu wierzących może to skłaniać do oskarżeń o nihilizm. W niektórych religiach radość życia jest zjawiskiem wielce podejrzanym.

Ateista znajduje sobie cele, które nadają jego życiu sens. Możemy powiedzieć, że nie inaczej zachowuje się fanatyk religijny, który spełnia się w mordowaniu innych. Problem wydaje się polegać na tym, że w tym poszukiwaniu celu nadającego sens życiu, w zachowaniach ateusza możemy zaobserwować znacznie więcej własnych przemyśleń i wolnej woli, fanatyk religijny wydaje się być znacznie częściej bezwolnym narzędziem w rękach manipulatorów.

Wyłania się tu jednak inny problem: indywidualizm versus kolektywizm. Ateiści są z reguły indywidualistami, a grupowy konformizm daje całkiem sporo poczucia bezpieczeństwa i wsparcia ze strony grupy. Można się tu zastanawiać, czy ów konformizm grupowy daje poczucie sensu, czy raczej skłania do rezygnacji z pytań o sens życia i do biernej akceptacji przypisania przez los.

W sumie jednak, nieporozumienia wokół tego akurat punktu artykułu Harrisa wynikały głównie z niewłaściwego odczytania intencji autora. Częste stwierdzenia wierzących o tym, iż zdaniem ateistów życie nie ma sensu, są faktem, ale i skrótem myślowym powodującym przekłamanie, gdyż co innego znaczy „życie nie ma sensu”, a co innego „uważam, że życie nie ma żadnego z góry przypisanego sensu”.

Dwa inne punkty wzbudziły również niepokój czytelników – związek ateizmu z nauką i z moralnością. Ateizm nie musi mieć związku z nauką – pisze jeden z czytelników. Święta prawda, ale znów mamy tu do czynienia z pewnymi wielkościami statystycznymi. Większość ateistów odkrywa słabości dowodów prawd religijnych poprzez konfrontowanie ich z wiedzą dostarczoną przez naukę. Natomiast mit, z którym walczy Harris to twierdzenie: „Ateizm nie ma żadnego związku z nauką”. No cóż, twierdzenia o braku związku ateizmu z nauką podpierane są „dowodami” w postaci wierzących naukowców. Innymi słowy, przekaz ten zdaje się głosić, że akceptacja nauki nie musi prowadzić do ateizmu. Z jednej strony wielu ludzi akceptacja nauki prowadzi do ateizmu, z drugiej, u wierzących z reguły znajdujemy jakieś zastrzeżenia typu: no tak, ale ewolucją ktoś steruje, albo: jakaś wyższa inteligencja stworzyła prawa fizyki. Jednak jak się wydaje biblijne (czy inne religijne) prawdy o świecie nieodmiennie podważane są przez empirię, natomiast religia nie dostarczyła nam żadnej prawdy o otaczającym nas świecie. Ergo nauce nie jest potrzebny Bóg, chociaż inteligentni ludzie religijni nie całkiem mogą obejść się bez nauki. Można się zastanawiać nad refleksją księdza Tischnera, który uważał, że źli księża skłonili więcej ludzi do ateizmu niż nauka, ale pozostaje fakt, że religia nauki się obawia, a ateizm zgoła przeciwnie. (Co nie oznacza, że nie ma ateistów opowiadających się np. za pseudonauką.)

Problem moralności wydaje się jeszcze bardziej skomplikowany. Mit, który kwestionuje Sam Harris głosi, że ateizm nie dostarcza żadnych podstaw moralności. Takie twierdzenia wypowiadane są bardzo często. Oparte są one na dwóch założeniach, pierwszy, że wszelkie dobro pochodzi od Boga, drugi, że ateizm jest wyłącznie negacją. Jeśli założymy, że wszelkie dobro pochodzi od Boga, to człowiek odrzucający Boga automatycznie traci wszelkie podstawy moralności. Faktem jest, że ateizm nie jest żadną spójną doktryną i nie posiada katechizmu. Etyka niezależna, jaką znajdujemy już w filozofii greckiej, jest starsza od Nowego Testamentu. W dyskusjach o moralności nie ma potrzeby odwoływania się do Boga. To, co wzbudza obawy wierzących, to fakt, że o moralności mogą dyskutować wszyscy, a nie tylko teolodzy czy posiadacze święceń kapłańskich. Ateizm jako taki nie dostarcza gotowych norm moralnych, te płyną po części z biologii (ewolucyjne pochodzenie moralności), tradycji prawnej, refleksji filozoficznej, ale również tradycji religijnej.

Mity o ateistach, podobnie jak mity o innych grupach, bazują na niedostatecznej znajomości tej grupy i wynikają z nazbyt szerokich uogólnień. Tego typu pochopne uogólnienia są typowe dla naszego gatunku. Takie mity prowadzą do stereotypów i przesądów, które nieodmiennie dają nam fałszywy obraz rzeczywistości i nieodmiennie ograniczają możliwości spotkań z ciekawymi i sympatycznymi ludźmi ( a spotkania z ciekawymi i sympatycznymi ludźmi dostarczają sporo sensu życia).

Dla mnie osobiście wzorem człowieka porządnego jest katolik Władysław Bartoszewski, a człowiekiem budzącym wyjątkowe obrzydzenie jest ateusz Bronisław Wildstein. Może to i dobrze, że świat nie jest czarno-biały, bo nigdy byśmy się nie dowiedzieli, że czasem jesteśmy daltonistami.

Próba zdementowania mitów o ateistach spotkała się również z ciekawą (a zarazem dość typową) reakcją obronną jednego internautów:

Czytając temu podobne teksty żygać się chce. Mity mitami, a i tak ateiści są najinteligentniejsi, najmoralniejsi, najhumanitarniejsi i… długo, naprawdę długo by wymieniać. Poza tym mają monopol na naukę a to w dzisiejszych czasach pozwala manipulować i "oświecać" ciemnogród wzdłuż i wszerz (sic!) Afreudysta

 

Wydaje się, że część mitów o ateistach wymienionych przez Sama Harrisa, ma swoje źródło nie tylko w bardzo ograniczonej wiedzy, ale i w lęku, przed poddaniem swoich wartości krytycznemu spojrzeniu. No cóż, chciałoby sie powiedzieć: nie lękajcie się, bo strach może prowokować odruchy wymiotne i inne dolegliwości.

Jedno pewne – ateizm nie przeszkadza w cieszeniu się życiem, a religia potrafi, i to jak.


 Przypisy:
[ 1 ] Badania wykazują, że zarówno bardzo zdeklarowani ateiści jak i silnie wierzący mają mniejszą skłonność do klinicznych depresji niż osoby niepewne co do swoich przekonań.