Bogowie różnych religii lub, jak kto woli, Bóg postrzegany przez wiernych różnych religii, wydają się mieć tę samą skłonność do pogardy dla kobiet i do skazywania kobiety na gorszy los niż los mężczyzny. Pytanie, czy Bóg nienawidzi kobiet, jest w gruncie rzeczy pytaniem retorycznym. Ta nienawiść jest dobrze udokumentowana w świętych księgach, w licznych wypowiedziach najwyższych kapłanów, jest integralną i pilnie strzeżoną częścią kultur wyrosłych na fundamentach tych religii. Ophelia Benson i Jeremy Stangroom wydali już trzy wspólnie napisane książki. Why Truth Matters? The Dictionary of Fashionable Nonsense oraz Does God Hate Women? Ta ostatnia książka wyszła w 2009 roku i swego czasu publikowaliśmy jej recenzję napisaną przez Nicka Cohena, ale obejrzawszy kazanie pewnego duchownego w egipskiej telewizji państwowej postanowiłem ponownie do niej wrócić.

Narzekamy na nasze media, ale mimo wszystko nasi księża ani nie mają tak szerokiego dostępu do studiów radiowych i telewizyjnych jak kapłani w innych, nie całkiem świeckich krajach, ani też nie mają odwagi mówić prosto z serca. Powie kardynał Dziwisz, żeby nie szargać autorytetu papieża i musi się człowiek namęczyć, żeby odnaleźć powód. (Ostatnio akurat powodem był artykuł w New York Times z twierdzeniem, że Dziwisz był prawdopodobnie jedną z osób blokujących dopływ  informacji o księżach pedofilach do papieża.) Egipscy duchowni nie muszą uciekać się do niedomówień.

W swoim kazaniu telewizyjnym Mazen Al-Sarsawi wychwalał zalety kar cielesnych, by trzymać żony pod kontrolą. Podpierając się opowieściami z wczesnych dni islamu Al-Sawsawi powiedział, że kiedy występują problemy w małżeństwie „rozwiązaniem jest danie mężowi wolnej ręki w dyscyplinowaniu członków jego rodziny i kontrolowaniu ich. W żadnym wypadku kobieta nie może być głową rodziny".

Duchowy przywódca najpierw cytował uczonego z VII wieku, który dawał rady mężowi swojej córki: ów uczony powiedział zięciowi: "Jeśli irytuje cię — jeśli coś cię denerwuje lub jeśli coś podejrzewasz — zbij ją z miejsca kijem. Daj jej po głowie, jak się to mówi". Przywoławszy historyczny autorytet, duchowny przerzuca most do naszych czasów:

Takie powinno być stanowisko mężczyzn, którzy chcą chronić domy swoich córek. Dzisiaj mężczyźni, nie wychowani na prawie islamskim, sieją złe nasienie. Nie idą drogą islamu ani drogą prawdziwych mężczyzn. Zostali wychowani na filmach i serialach telewizyjnych. Szatan zagnieździł się w ich głowach. Taki mężczyzna, kiedy jego córka skarży się na męża, mówi jej: "Przywlokę tutaj twojego męża na kolanach. Czy on sobie wyobraża, że może cię tyranizować?! "W rezultacie mąż się z nią rozwodzi a ona ląduje u ojca. Innymi słowy, swoją fałszywą brawurą niszczy taki ojciec życie córki, co dowodzi wyłącznie słabości umysłowej tych ludzi.

Jeszcze w czasach mojej młodości słyszało się czasem w Polsce pół żartem pół serio rzucane hasło: „Jak mąż żony nie bije, to jej wątroba gnije", a i księża otwarciej wyrażali swoje zdanie na temat tego, jak mąż i ojciec powinien utrzymywać porządek w rodzinie.

Przemoc w rodzinie jest nadal poważną plagą w polskim społeczeństwie, nie ma już jednak tak wyraźnego przyzwolenia ze strony Kościoła. Gniewne prychania naszych kapłanów na feminizm nie dają się nawet porównać z egipską wolnością słowa.

Czy Bóg nienawidzi kobiet? Ze zrozumiałych względów książka pod tym tytułem zaczyna się scenami z świata islamu. W czerwcu 2008 roku pięć kobiet zostało zakopanych żywcem w Pakistanie. Trzy nastolatki zgrzeszyły zamiarem wyjścia za mąż za wybranych przez siebie mężczyzn, mimo iż przywódcy plemienni mieli w tej sprawie inne zdanie. Dziewczęta wraz z dwiema starszymi kobietami zostały wywiezione na pustynię, zmasakrowane i wrzucone do dołu, starsze kobiety podzieliły ich los, ponieważ odważyły się protestować.

Kiedy sprawa przedostała się do prasy, członek senatu, Yasmeen Shah podjęła ją na forum parlamentu. Jej wystąpienie zostało natychmiast przerwane, ponieważ... jest to plemienna tradycja, której nie wolno szkalować.

W więzieniu w Lashkar Gah w Afganistanie większość kobiet odsiaduje dwudziestoletnie kary więzienia za to, że zostały zgwałcone. Jak powiedział w wywiadzie dla brytyjskiej gazety odpowiedzialny za bezpieczeństwo w tym regionie pułkownik afgańskiej armii: „Nie ważne czy te stosunki seksualne były wymuszone, czy nie, były przestępstwem, ponieważ tak stanowi islam."

Jak piszą autorzy książki: „To właśnie czyni prawa religijne tak nieznośnymi: prawa religijne są 'święte' i jako takie są ponad ludzkimi potrzebami i pragnieniami. Są święte, a tym samym nienaruszalne: niezmienne, kategoryczne. Nie ma znaczenia jak niesprawiedliwe i irracjonalne jest karanie kobiet za to, że zostały zgwałcone; popełniły przestępstwo, ponieważ tak stanowi islam."

Jesteśmy oburzeni zapominając, że również dziś, w Polsce, kobieta zgłaszająca na policji gwałt jest trochę podejrzana, że w instytucjach i w swoim środowisku często spotyka się z nieukrywanym podejrzeniem, że prowokowała, że „sama o to prosiła". Przepaść między nami, a społeczeństwami muzułmańskimi jest wielka, ale całkiem niedawno była znacznie mniejsza.

Na pierwszych siedmiu stronach omawianej książki mamy szereg przykładów z muzułmańskiego świata, dalej przenosimy się do Jerozolimy, gdzie w czerwcu 2008 roku banda ultra-ortodoksyjnych Żydów wtargnęła do mieszkania młodej kobiety, gdzie bijąc ją i kopiąc zażądali, żeby wyprowadziła się z dzielnicy, gdyż widziano ją w towarzystwie żonatego mężczyzny. Jeden z uczestników tego napadu był już wcześniej oskarżony o atakowanie kobiet i o próbę potrącenia dziewczyny samochodem. Grupa ta stanowiła jeden z tzw. „patroli przyzwoitości", które grasują w niektórych dzielnicach Jerozolimy na ulicach i w autobusach. W Teheranie 55-letnia kobieta pakowała zakupy do bagażnika samochodu, zsunęła jej się chustka z głowy i jej włosy były widoczne. Została zaaresztowana i dowiedziała sie, że kara za niewłaściwy hidżab to miesiąc do dwunastu miesięcy aresztu lub chłosta, lub jedno i drugie (w zależności jak sędziemu serce dyktuje). W tym przypadku kobieta została skazana na 80 batów w trybie natychmiastowym.

W północnej Ghanie jeśli wydarza się cokolwiek złego, najprostszym rozwiązaniem jest znalezienie jakiejś kobiety, którą można oskarżyć o czary. Zatłuczenie takiej „czarownicy" na śmierć jest na porządku dziennym. W Indiach nie pali się już wdów, przestaje się im dawać jedzenie, wyrzuca się na ulicę, żeby żebrały.

Z Indii przenosimy się do Afganistanu pod rządami talibów, gdzie uczestnictwo w tajnym kółku miłośniczek książek kończy się krwawym mordem, z Afganistanu przenosimy się do społeczności mormonów w Stanach Zjednoczonych, w której kobieta ma tylko jedna rolę- rodzić dzieci, potem znów Afryka i Ameryka Południowa z totalnym zakazem aborcji, również w przypadkach gwałtu na nieletnich.

Po trzydziestu stronach przykładów traktowania kobiet w różnych krajach autorzy powracają do tytułowego pytania czy Bóg nienawidzi kobiet? Trudno o wątpliwości — religijne instytucje i ich kapłani różnej maści nieodmiennie składają hołdy okrutnemu i mściwemu bogu. Jest to Bóg gwałcicieli i alfonsów.

Modlą się do niego, dokładając do tego zakłamaną retorykę o sprawiedliwości i współczuciu. Jest to Bóg stający zawsze po stronie silniejszego przeciw słabszym, chwalący przywileje i ganiący żądania egalitaryzmu. Jest to Bóg, który jest mężczyzną, zrzeszonym z innymi mężczyznami przeciw kobietom. Modlą się do Boga, który wierzy, że małe dziewczynki mają być wydawane za starców. Dlaczego ludzie to znoszą? Dlaczego kobiety to znoszą? Bóg jest miłością. Te słowa powtarzają również ofiary i szukają pociechy w religii, która usprawiedliwia ich prześladowanie.

Odnosi sie wrażenie, że niezależnie od wyznania istnieje między duchownymi ekumeniczna zgoda — mężczyźni i kobiety są równi, ale różni, uzupełniają się, ale mają różne role do spełnienia — świat jest dla mężczyzn, dom, kuchnia, łożnica i wychowanie dzieci dla kobiet.

Jak pisał w liście do kobiet Mulieris Dignitatem Jan Paweł II:

Dlatego też słuszny sprzeciw kobiecy wobec tego, co wyrażają biblijne słowa „on będzie panował nad tobą" (Rdz 3,16), nie może prowadzić pod żadnym warunkiem do „maskulinizacji" kobiet. W imię wyzwolenia się od „panowania" mężczyzny, kobieta nie może dążyć do tego, by — wbrew swojej kobiecej „oryginalności" — przyswajać sobie męskie atrybuty. Zachodzi uzasadniona obawa, że na tej drodze kobieta nie „spełni siebie", może natomiast zatracić i wypaczyć to, co stanowi o jej istotnym bogactwie.

Uważna lektura tego niesłychanego dokumentu nie pozostawia wątpliwości — godność kobiety ukrywa się w akceptacji jej podrzędnej roli. Autorzy zwracają uwagę, że Watykan nie odważyłby się na publikowanie dokumentów zalecających akceptację podrzędnej roli jakiejś rasie czy narodowi, deprecjacja kobiet jest jeszcze dozwolona i wywołuje tylko ograniczone protesty.

Zaledwie kilka dni temu czytałem doniesienie o kilku żonach francuskiego muzułmanina, które pobierały zasiłki na siebie i dzieci jako samotne matki, ślubów cywilnych nie było, a prawo nie przewiduje ile kochanek może mieć Francuz. Okazuje się, że tego rodzaju praktyki wykorzystywania systemu opieki społecznej były znane dużo wcześniej. Amerykańscy mormoni stosowali je już w czasach Wielkiej Depresji. Niektóre z tych „żon" miały mniej niż 15 lat. W 2007 roku w sprawie o poligamię mormońskiego przywódcy zeznawała Elissa Wall, jak mówiła przed sądem od najwcześniejszego dzieciństwa uczono ją, że karą za nieposłuszeństwo wobec przywódców religijnych jest piekło, że duchowy przywódca jest przedstawicielem „Boga na ziemi" .

Oczywiście nie tylko dzieci w zwariowanych sektach uczone są starannie, że kapłani są przedstawicielami Boga na Ziemi, ta śpiewka powtarzana jest nieodmiennie we wszelkich religiach i pozwala na dowolną prezentację oczekiwań „Boga".

Żyjemy w świecie, w którym nie wypada mówić, iż nie ma żadnych powodów do wiary w jakiegoś boga, nie wypada mówić, że bóg w większości religii jest istotą okrutną i niesprawiedliwą. Nietaktowne jest stwierdzanie, że ludzie mają dziwną słabość do boga mściwego, który tylko udaje miłosiernego. Gwałcimy nasze normy „szacunku" i „tolerancji" mówiąc otwarcie, że istniejące koncepcje Boga z reguły zakładają nierówność, nieuzasadnioną niczym nienawiść, i różne formy ksenofobii — czytamy na ostatnich stronach tej książki. 

Wbrew oporom władczych instytucji religijnych (ale przy znaczącym udziale myślących i czujących wierzących) udało się odrzucić niewolnictwo, wbrew oporom władczego kościoła udało się odrzucić pańszczyznę i prawną dyskryminację chłopów (chociaż pogarda i lekceważenie mieszkańców wsi tkwi nadal w kulturze), powoli uświadamiamy sobie, że nie ma wolnego społeczeństwa bez równości kobiet. Zapisanie tej oczywistej zasady w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka obudziło demony w świątobliwych mężach. Im więcej dziewcząt trafia do szkół i na uniwersytety, tym częściej słyszymy o upadku wartości. Wspomniany tu egipski kapłan w swoim telewizyjnym kazaniu mówił:

Zwolennicy praw kobiet w Europie i w Ameryce wszyscy są oszustami. Nie robią żadnej z rzeczy, o których mówią. Ich kobiety są jak towar. Mówią o prawach kobiet i mówią, że dają kobietom wolność, ale zabierają je z domów i zamieniają w towar w rękach szumowin. Używają kobiet do reklam. Używają ich jako prostytutki. Ich kobiety są w rynsztoku. Są obnażone, żeby każdy mógł je zobaczyć. Ich kobiety stały się towarem. Kiedy robią reklamę kremu do golenia, kładą obok niego nagą kobietę. Co kobieta ma wspólnego z czymś takim? W reklamie kawy, stołu albo samochodu wstawiają obok tego nagą kobietę.

Nasz dobry biskup Pieronek ujmuje to troszkę inaczej, ale sens jest nad wyraz podobny. Bóg nienawidzi kobiet, a kobieta mająca takie same prawa jak mężczyzna czyni mu wyjątkową krzywdę. Nie jest to na domiar złego żadna przenośnia, Pełnia praw kobiet prowadzi nieodmiennie do przyspieszonej laicyzacji, a świątobliwi mężowie nie mogą tego lubić.