Opublikowaliśmy trzeci z kolei tekst Macieja Kochanowicza pod pięknym i jakże prawdziwym tytułem Także muzułmanie pragną wolności. Pierwszy tekst Kochanowicza, pod tytułem Dialog muzułmanów i krytyków islamu — wnioski osobiste ukazał się u nas 17 lutego 2012 roku i stał się początkiem trwającej do dziś wymiany listów między nami. Dialog między muzułmaninem a niewierzącym z pewnością łatwy nie jest. Okazało się jednak, że nie tylko studiowaliśmy socjologię na tym samym uniwersytecie, ale na dodatek jesteśmy spokrewnieni, a łączy nas osoba Bronisława Koraszewskiego, dziennikarza, który założył „Gazetę Opolską", ale i wychodzącego do dziś „Gościa Niedzielnego", a który był moim stryjecznym dziadem, a jego pradziadem.

Uciekliśmy z Maćkiem w zacisze prywatnej korespondencji, zdając sobie sprawę z tego, jak trudna jest taka rozmowa i jak bardzo mogą jej przeszkadzać światła reflektorów. Licząca dziś grubo ponad sto stron korespondencja zbliżyła nas, pozwoliła na zbudowanie przyjaźni, na zdefiniowanie tego co nas łączy, ale i na ujawnienie ogromnych obszarów, gdzie zapewne na zawsze pozostaniemy istotami z różnych planet.

Najnowszy tekst Macieja Kochanowicza jest dla mnie kontynuacją tej rozmowy i odpowiadam na niego w jej kontekście. Zaczęliśmy nasz dialog od pytania Maćka — „Czy islam jest zagrożeniem?" i stąd tytuł mojej odpowiedzi. Odpowiadam tu jednak przede wszystkim na tekst zatytułowany „Także muzułmanie pragną wolności".

Otwiera moją odpowiedź zdjęcie z demonstracji, na której jej uczestnik prezentuje plakat z napisem „Freedom go to Hell". Nie jest to oczywiście żadna złośliwość, ponieważ doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że tytuł tekstu Maćka jest również prawdziwy i że miliony muzułmanów też pragną wolności i że różnimy się tylko w ocenie tego, co właściwie stoi na ich drodze do wolności.

Z ostatnich dwóch tekstów Kochanowicza opublikowanych w Racjonaliście wynika jednoznacznie, że łączy nas głębokie poszanowanie praw człowieka tak rozumianych, jak są one zapisane w „Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka".

Maciek, doskonale zdając sobie sprawę z istnienia i działania sił ekstremistycznych, stara się przekonać nas (podejrzewam, że również samego siebie), że siły te są mimo wszystko marginalne, a sam islam jako taki nie musi być, a wręcz nie jest z prawami człowieka sprzeczny. Jego najnowszy artykuł ma trzy podstawowe tezy: że świat islamu nie jest żadnym monolitem, że religia jest drugorzędną zmienną i właściwie nie różnicuje, ważniejsza jest geografia i historia regionów, w których dane kraje się znajdują, że jesteśmy świadkami pozytywnych przemian w muzułmańskim świecie w postaci przyspieszonego rozwoju gospodarczego i stopniowego zbliżania się do demokracji i poszanowania praw człowieka.

Oczywiście trudno nie zgodzić się z twierdzeniem, że islam nie jest żadnym monolitem. Konflikty między krajami muzułmańskimi pochłonęły w ostatnich dziesięcioleciach miliony ofiar, muzułmański terror uderza przede wszystkim w samych muzułmanów, różnica poziomu zamożności między mieszkańcami Kuwejtu czy Arabii Saudyjskiej a Jemenu czy Somalii pozwala mówić o zupełnie różnych światach. Jest to bowiem różnica między złotymi kranami w wannach i ciągłym balansowaniem na pograniczu śmierci głodowej.

Znacznie bardziej kontrowersyjna jest teza, iż religia jest zmienną drugorzędną. Prezentując tę tezę Kochanowicz zaczyna od przypomnienia, że do początku lat osiemdziesiątych w analizach rzadko lub wcale nie pisano o islamie.

Obserwacja częściowo poprawna, istotnie w czasach zimnej wojny większość socjologów (świat obywał się jeszcze szczęśliwie bez politologów, których zrodziła dopiero osobista tragedia poszukujących zajęcia tabunów sowietologów) porzuciła tradycję weberowską i żyła sobie szczęśliwie w głębokim przekonaniu, że religie są przeżytkiem, a jedyną godną zainteresowania osią sporu jest konflikt między kapitalizmem i socjalizmem. Teokrację traktowano jak dawno pogrzebanego smoka wawelskiego, zaś zainteresowanie wpływem kultury na rozwój gospodarczy i polityczny pozostawiono „nudnym" historykom gospodarki i antropologom.

Nic dziwnego, że socjolodzy nie przewidywali żadnych problemów, jakie mogły by wyniknąć z poparcia przez postępowy Zachód Chomeiniego, a amerykańscy analitycy nie widzieli powodów do nawoływania do ostrożności w zbrojeniu talibów do walki z Czerwoną Armią.

Czy zatem religia jest znaczącą zmienną w rozwoju gospodarczym i społecznym, czy wręcz przeciwnie? Maciej Kochanowicz pragnąc pokazać nam rozmiary zróżnicowania muzułmańskiego świata, jak i powody swojego optymizmu na temat jego rozwoju, prezentuje cały szereg wskaźników ukazujących większe podobieństwa regionalne niż te, które wynikają z wspólnoty religijnej.

Co prawda tak tego nie formułuje, w zasadzie jednak przyznaje, że świat islamu cierpi na głęboką zapaść cywilizacyjną, nie szuka jednak odpowiedzi na pytanie, jaką rolę w powstaniu tej zapaści mogła odegrać religia, przeciwnie, podejmuje wysiłki, żeby tę rolę zminimalizować i pomija całą ideologię ruchów politycznych opartych na przekonaniach religijnych, dążących do władzy pod hasłem „islam jest rozwiązaniem", które twierdzą przemiennie, że materialny dobrobyt nie jest ważny, oraz że islam może dostarczyć ram rozwoju pozwalającego na dogonienie i przegonienie.

Badacze wierni weberowskiej tradycji istnieli przez cały czas i zwracali (oraz nadal zwracają) uwagę na te czynniki, które Kochanowicz całkowicie pominął w swojej analizie. Pierwszym z nich i najważniejszym jest edukacja i ruchliwość społeczna.

Analizując przyczyny, dla których Europa wysforowała się przed cywilizację chińską i muzułmańską, Niall Ferguson [ 1 ] kładzie nacisk na europejskie rozbicie, na decentralizację, która w okresie Renesansu pozwoliła na osłabienie wpływów religijnych i na radykalny wzrost swobody badań. Początek rozwoju nowoczesnej nauki zaczyna się w Europie w czasach, w których cywilizacje chińska i muzułmańska były zamożniejsze, a ich społeczeństwa lepiej zorganizowane i technicznie znacznie bardziej zaawansowane. Gdyby ktoś w czasach Kopernika powiedział, że barbarzyńska Europa przez kolejne 500 lat będzie hegemonem w rozwoju nauki i kolebką rozwoju społecznego, wywołałoby to w Pekinie i Damaszku śmiech pusty. Czasy Kopernika to również czasy Lutra, nie tylko dalszego osłabienia jednolitego religijnego centrum, ale Reformacji domagającej się, by każdy chrześcijanin umiał czytać i samodzielnie studiował Biblię.

Maciej Kochanowicz szuka początków praw człowieka w Europie wracając do Magna Carta. Słusznie, ale były to również czasy początków przechodzenia na czynsze i rozwoju miast, i długiej drogi do likwidacji społeczeństwa stanowego. Współczesna zapaść cywilizacyjna świata muzułmańskiego ma swoje główne źródło w zjawiskach przez Kochanowicza pominiętych.

Ostatnie zdanie jego artykułu przywołuje cytat z Koranu:

Stajemy jednacy w swojej godności, gdyż — co zawarto w pierwszych słowach Koranu i co dodaję na końcu jako człowiek religijny On „stworzył człowieka [każdego człowieka!] z grudki krwi zakrzepłej".

Aisha Stacey pisze: 

Kiedy Koran został objawiony pierwszym słowem było słowo iqra — czytaj, ucz się, próbuj zrozumieć. W jaskini nieopodal Mekki anioł Gabriel dotknął piersi Proroka Mahometa i nakazał mu czytać. Nie umiejąc czytać ani pisać Prorok odpowiedział: 'Nie umiem czytać'

Czytaj w imię Pana, który stworzył wszystko (co istnieje). Stworzył człowieka z grudki zakrzepłej krwi. Czytaj! Twój Pan jest najbardziej szlachetny, uczył przez pióro. Nauczył człowieka tego, czego nie wiedział."

Prorok Mahomet nigdy nie nauczył się czytać ani pisać — pisze Aisha Stacy — ale rozumiał znaczenie tych umiejętności. [ 2 ]

Nie wiem dlaczego w tłumaczeniu angielskim mamy słowo „czytaj", a w polskim „głoś". Istotne jest co innego. Gdzie i kiedy nastąpiła zmiana dążenia do nauki, którą obserwowaliśmy w świecie islamskim, na blokowanie nauki?

Znamy efekt końcowy. W artykule Kochanowicza brak mi było statystyk analfabetyzmu. Dramatycznych w porównaniu z resztą świata zaniedbań edukacyjnych. W Indiach muzułmanie mają większe zaniedbania edukacyjne niż hindusi, w Wielkiej Brytanii i we Francji badacze zastanawiający się nad problemami integracji wskazują na dramatyczne braki kwalifikacji.  [ 3 ]

Cywilizacja zachodnia długo i w bólach uczyła się mądrości, że istnieje tylko jedno liczące się bogactwo — ludzki potencjał. W trzech głównych odłamach chrześcijaństwa obserwowaliśmy istotne różnice tempa rozumienia tej mądrości. Najbardziej oporne w przyjmowaniu tej wiedzy okazało się prawosławie, tu chłop najdłużej był praktycznie rzecz biorąc niewolnikiem, tu ruchliwość społeczna była najdłużej blokowana, tu los kobiety był najgorszy, tu również nauka była zabawą wybranych i obiektem pożądania generałów, ale na jej produkty nie było i nie mogło być popytu w społeczeństwie jako całości. Katolicyzm z jego ze wszech miar udaną Kontrreformacją, skutecznie powstrzymał edukację ludu, znoszenie pańszczyzny, nadawanie praw mieszczaństwu i chłopom, a wreszcie emancypację kobiet. Zapłacił za to zapóźnieniem cywilizacyjnym i licznymi kęskami na polach bitew.

Rewolucja Francuska nie była niczym innym jak próbą wygrzebania się z zapaści cywilizacyjnej uczciwie zarobionej przez Kontrreformację. Podobnie Rewolucja Październikowa miała nadrobić zapóźnienia, tak w stosunku do protestanckiej, jak katolickiej Europy, (przez nieudolne naśladowanie rewolucji amerykańskiej z „Manifestem Komunistycznym" w garści). Rosyjscy komuniści-ateiści, ze Stalinem włącznie, byli dziećmi prawosławia.

Religia to kultura wspierająca taką lub inna strukturę społeczną, niebywale silnie wpływająca na sposób myślenia władców i pozbawiająca lud nie tylko prawa, ale i ochoty do myślenia. Kiedy Kochanowicz dzieli w swoim artykule kraje muzułmańskie na teokracje, monarchie i rządy świeckie, zdaje się zapominać, jak bardzo wtopiony w muzułmańską mentalność był Kadafi, Nasser, Mubarak czy Assad, jak bardzo religijna jest monarchia Saudów czy monarchia Jordanii.

Są muzułmańskie kraje, które są bajecznie bogate, ale w OECD jest tylko Turcja przyjęta tam raczej z przyczyn politycznych. Większość państw muzułmańskich określa się jako rolnicze, kryterium tej kwalifikacji to udział w zatrudnieniu (jeśli jest ponad 50 procent zatrudnionych w rolnictwie to uważa się, że jest to kraj rolniczy).

Kiedy oglądamy statystyki wykształcenia, nie zawsze widzimy powiązanie zaniedbań edukacyjnych ze strukturą społeczną, wiemy jednak i bez tego, jak bardzo są one związane ze strukturą klasową, wieś jest zniewolona nie tylko przez strukturę władzy i własności, ale przez świadome i celowe odcięcie jej od edukacji i tu religia jako zmienna wchodzi z całą mocą.

Rewolucja Francuska i Rewolucja Październikowa zwracały się brutalnie przeciw religii z pełną świadomością roli, jaką religie odgrywały w konserwowaniu struktury społecznej i blokowaniu ruchliwości społecznej. Wielka Brytania, a następnie Stany Zjednoczone znalazły drogę do wypchnięcia religii ze sceny politycznej bez ograniczania swobody sumienia, a wręcz poprzez jej pełne zagwarantowanie.   

Współczesna, tak niedawna, atrakcja socjalizmu w krajach Trzeciego Świata była również w niemałym stopniu skierowana przeciw religii, co przy kompletnie niespełnionych nadziejach przyniosło efekt w postaci wzrostu religijności, a w przypadku krajów muzułmańskich, radykalnego wzrostu siły ruchów islamistycznych, głoszących „islam jest rozwiązaniem", powracających do marzeń o kalifacie i o podboju świata.

Twierdzenie, że religia jest źródłem wszelkiego zła, jest absurdalne, ale równie groźne jest twierdzenie, że religia jest zmienną bez znaczenia.

Można by powiedzieć, że współcześnie jedynym państwem wyznaniowym sensu stricte jest tylko Iran, a i on ma jakieś tam fasady pseudo demokracji. (Można nawet zasadnie twierdzić, że w Iranie jest więcej demokracji niż w Arabii Saudyjskiej.) Pytanie, gdzie swoje nadzieje plasuje społeczeństwo, klasy polityczne, inteligencja społeczeństw muzułmańskich?

Maciej Kochanowicz z nadzieją patrzy na Arabską Wiosnę. W egipskich wyborach do parlamentu zwyciężyli islamiści, Bractwo Muzułmańskie oraz salafici. I znów odmiennie postrzegamy tu poziom zagrożenia dla wartości propagowanych przez Powszechną Deklarację Praw Człowieka. Zarówno historia Bractwa Muzułmańskiego, jak i współczesne wypowiedzi jego przywódców w żaden sposób nie upoważniają do optymizmu. Równocześnie należy pamiętać, że obserwujemy grę polityczną i że te wypowiedzi są zupełnie odmienne we własnym gronie i zupełnie inne, kiedy są przeznaczone na użytek publiczny, a w szczególności, kiedy są adresowane do publiczności zachodniej.

We wszystkich krajach, w których miała miejsce Wiosna Arabska, widzimy (całkowicie demokratyczny) radykalny wzrost islamistycznych, a więc i antydemokratycznych sił politycznych i katastrofalną przegraną inicjującej te przemiany liberalnej młodzieży. W wolnych wyborach społeczeństwa muzułmańskie całkowicie demokratycznie opowiadają się nie za prawami człowieka, a za obietnicami władzy sprzężonej z religią. Jako pierwsza zostaje skreślona z listy potrzeba wolności sumienia. Prąca do wolności opozycja w Syrii w zdobytym mieście jako priorytet uznała wygnanie chrześcijan. [ 4 ] W oficjalnych wypowiedziach przedstawicieli tej opozycji jednym z głównych zarzutów pod adresem Assada jest paranoiczny zarzut współpracy z Izraelem.

Świat muzułmański nie jest monolitem, właściwie jest tylko jedna sprawa, która łączy cały świat muzułmański bez wyjątku — antysemityzm. Czasem nazywany antysyjonizmem. Wezwania do zniszczenia Izraela słyszymy z Teheranu, Islamabadu, Chartumu i Somalii. Jest to jedyna sprawa, która włączy wyznawców Mahometa na całym globie.

Na wiecu z 20 maja 2012r. w Tunezji słyszeliśmy hasła: „Obama, Obama, wszyscy jesteśmy Osamą, Chajbar, Chajbar, o Żydzi, armia Mahometa powraca."

Na wiecu 31 maja 2012r. w Stambule wzywano do wyzwolenia Palestyny.

 

Tydzień wcześniej pakistański doradca do spraw bezpieczeństwa publicznego Zaid Hamid mówił: Pójdziemy na Indie, a potem dalej na Izrael.

Środa 30 maja 2012r, Jakarta (AFP), mówi marszałek parlamentu w Indonezji: 

Nie ma dnia bez rozlewu krwi niewinnych ludzi w Palestynie. Izraelscy żołnierze planowo i systematycznie mordują i niszczą Palestynę. Wioski są bombardowane, domy demolowane, pola palone" — ogłosił Agung Laksano.    

Prezydent Sudanu Omar Hassan Ahmed al-Bashir oświadczył, że doniesienia w zachodniej prasie o setkach tysięcy zabitych podczas wojny domowej w jego kraju to część brudnej ogólnoświatowej konspiracji organizowanej przez Izrael (listopad 2011r.) 

W kampanii wyborczej na rzecz najpoważniejszego kandydata do urzędu prezydenta Egiptu, na wiecu w Kairze prowadzący ten wiec duchowny tak prezentował Muhammada Mursiego:

Widzimy, jak realizuje się marzenie o Kalifacie Islamskim, z wolą Allaha, przez dra Muhammada Mursiego i jego braci, jego zwolenników i jego partię polityczną. Widzimy, jak wielkie marzenie, podzielane przez nas wszystkich — Stany Zjednoczone Arabów… Stany Zjednoczone Arabów zostaną przywrócone, z wolą Allaha. Stany Zjednoczone Arabów zostaną przywrócone przez tego człowieka i jego zwolenników. 

Stolicą Kalifatu — stolicą Stanów Zjednoczonych Arabów — będzie Jerozolima, z wolą Allaha."

Ten wiec, który można obejrzeć na wideo, to informacja o tym, czym kierowali się wyborcy oddając w pierwszej turze swoje głosy na kandydata z ramienia Bractwa Muzułmańskiego.

Przegnajcie sen z powiek wszystkich Żydów. Dalej, miłośnicy męczeństwa, wszyscy jesteście Hamasem. Mówimy to głośno i wyraźnie: Tak, Jerozolima jest naszym celem. Będziemy modlić się w Jerozolimie lub zginiemy jako męczennicy na jej progu. Miliony męczenników maszerują na Jerozolimę.

Więc nie obietnice lepszych szkół, nie obietnice zrównania praw kobiet, nie obietnice tolerancji i wolności słowa, nie obietnice ułatwienia przedsiębiorczości, ani poprawy sytuacji rolników są głównymi hasłami Arabskiej Wiosny, ale obietnica wojny i wymordowania Żydów.

Zarówno w naszej korespondencji, jak i w swoim ostatnim artykule Maciej Kochanowicz przedstawiał Bractwo Muzułmańskie jako umiarkowaną formację, która może przybliżyć Egipt do demokracji. Różnimy się tu w ocenach w sposób zasadniczy.

17 maja 2012r. kierujący Bractwem Muzułmańskim Mohammed Badie wydał oświadczenie upamiętniające napaść połączonych armii arabskich na Izrael w 1948 roku, (nazywaną przez muzułmanów Dniem Nakby).

W tym dniu, podobnie jak co roku, narody arabskie i muzułmańskie wspominają najgorszą katastrofę, jaka kiedykolwiek spotkała ludzkość na tej ziemi. Żądamy aby międzynarodowa społeczność naprawiła historyczną niesprawiedliwość [1948] i wywarła nacisk na twór syjonistyczny aby wycofał się z ziemi palestyńskiej.

Zdaniem przywódcy ruchu, który zdominował egipski parlament, a którego drugą siłą jest jeszcze bardziej radykalny ruch salaficki: „Arabska Wiosna wykazała wolę ludu obalenia skorumpowanego reżimu, który był na kolanach u stóp syjonistów".

Więc nie opresja własnego społeczeństwa, nie brak wolności, nie brak chleba, a zawarcie pokoju z sąsiadem okazuje się największym grzechem obalonego dyktatora. I nie jest to retoryka wiejskiego duchownego, ani przywódcy partii, która jest całkowicie ignorowana przez wyborców, przeciwnie, to właśnie wydaje się przemawiać do egipskiego wyborcy najsilniej.

Egipski filozof Murad Wahba uważa, że: „Bractwo Muzułmańskie jest ideologicznie zobowiązane do rozpoczynania wojen". W wywiadzie dla telewizji egipskiej (20 kwietnia br.) powiedział między innymi:

Zawsze zwracam uwagę na wyrażenia, jakich używają, kiedy mówią o swoich zobowiązaniach wobec umów międzynarodowych. Zawsze dodają zastrzeżenie: „Ale jest to kwestia do zmiany i dyskusji". To jest ich taktyka. Zauważyłem, że zawsze kończą z „ale" — „honorujemy porozumienia międzynarodowe, ale lud się wypowie". "Jeśli zmienią się okoliczności, może być konieczne zrewidowanie [traktatu]". To te wyrażenia umożliwią im w przyszłości wysłanie armii egipskiej na rozpoczęcie wojny z Izraelem. [...]

Jeśli armia powróci do koszar i Bractwo Muzułmańskie przejmie instytucje państwowe, będzie to oznaczało islamizację kraju i społeczeństwa. Kiedy to się zdarzy, armia, która jest instytucją państwową, chcąc nie chcąc ulegnie islamizacji. W takiej sytuacji nie będzie mogła trzymać się z boku. [...] Jeśli Bractwo Muzułmańskie przejmie prezydenturę, będzie to zapowiedź początku wszechstronnego procesu islamizacji, od góry do dołu. [...]

Pojawia się oczywiście pytanie, dlaczego Wiosna Arabska, która rozpoczęła się od tragicznej samobójczej śmierci człowieka, który utracił środki do życia, która wydawała się być buntem przeciw dyktatorskim metodom rządzenia społeczeństwami arabskimi, ujawniła głównie oczekiwania islamizacji polityki i paranoiczną obsesję antysemicką?

[ 5 ]

Religia, a nie nauka czy prawa człowieka, jest główną wartością społeczności muzułmańskich.

Według informacji z 27 maja opublikowanej na popularnej egipskiej stronie internetowej, El Bashayer, Muhammad Mursi, który wygrał pierwszą turę wyborów prezydenckich, zapowiedział: „drugi islamski podbój Egiptu i zmusimy wszystkich chrześcijan, żeby się nawrócili lub płacili dżizja".

Czy zatem islam jest zagrożeniem i dla kogo? Wydaje się, że islam jako ruch polityczny jest w pierwszym rzędzie zagrożeniem dla samych muzułmanów, wydaje się być obietnica przekierowania pragnienia wolności w stronę państwa wyznaniowego i nietolerancji. Być może zapowiedź tego znajdujemy w islamskiej kontrreformacji, którą zapoczątkował Al-Ghazali (1058-1111), w którego dziełach głównym motywem było przekonywanie o wyższości wiary i tradycji nad ludzkim rozumem i który odradzał dążenia do wiedzy. Wszelkie nauczanie miało być podporządkowane religii, tej najwyższej i najbardziej wartościowej formy mądrości. Dobry muzułmanin powinien wyrzec się badania natury i wszelkiego kwestionowania Koranu lub hadisów; ci którzy oddalają się od czystej wiary w Allaha i jego Posłańca dla poszukiwań naukowych, ryzykują piekło. W swoim autobiograficznym dziele Al-Munkidh min ad-dalal (Wybawiciel z błędu), oskarżył dwóch najbardziej cenionych myślicieli muzułmańskich Avicennę i al-Farabiego o szerzenie niewiary i popularyzowanie myśli pogańskiej (Platona, Sokratsa, Arystyotelaesa). [ 6 ]

Od tego czasu idea, że ludzki rozum może być źródłem prawa i etyki, traktowana jest w islamie jako bluźniercza.

Jeśli muzułmanie też pragną wolności, to większość z nich  najwyraźniej dość osobliwie ją definiuje i nie jest to ich wina.

Pozostaje inne pytanie — czy islam jest zagrożeniem dla Zachodu? Islamizacja sceny politycznej krajów muzułmańskich, z hasłami „islam zdominuje świat" wpycha Zachód w zbędny i kosztowny konflikt, którego dalszy rozwój jest nieprzewidywalny. Zamiast kooperacji obserwujemy wzrost antagonizmu, obserwujemy tu również moralnie odrzucający i groźny dla racjonalistycznego myślenia import islamskiej obsesji antysemickiej, którą z radością podchwytuje tak zachodnia lewica, jak i prawica; kręgi religijne i pseudohumanistyczne ruchy postmodernistyczne.

Coraz częściej na Zachodzie widzimy hasła takie jak to z Austrlii: 

I to z Londynu:


Czy to:


W żaden sposób nie przybliża nas to do respektowania praw człowieka i współżycia opartego na wzajemnym szacunku.


 Przypisy:
[ 1 ] Niall Ferguson, Civilization, The West and the Rest, The Penguin Press, New York 2011
[ 6 ] Ibn Warraq Why the West Is Best, Encounter Books, New  York - London 2011r.