Jak donosi prasa BBC World News oraz News Channel zamierzają nadać pierwszego stycznia debatę miedzy Christopherem Hitchensem a Tony Blairem. Sama debata odbyła się 26 listopada (w ubiegły piątek), a na salę w Toronto udało się wejść 2600 osobom. Jak głosi wieść gminna, koniki sprzedawały bilety po 500 kanadyjskich dolarów.

Chwilowo można obejrzeć tę debatę na Munk Debates website, za $2.99.,  można również przeczytać jej transkrypt zamieszczony przez Jona Bernsteina w sobotnim New Statesman. (Wczoraj wieczorem pojawiła się również na YouTube.)

Christopher Hitchens mocował się na słowa z Tony Blairem, byłym przywódcą brytyjskich socjalistów i byłym brytyjskim premierem w debacie zatytułowanej: „Rozstrzygnijmy, czy religia dobrze światu służy?"

Już przed debatą widać było, że zgromadziła ona specyficzną publiczność, gdyż 57 procent orzekło, że religia nie służy światu dobrze, a tylko 22 miało w tej kwestii pozytywną opinię. Po debacie było jeszcze gorzej, bo 68 procent zgodziło się z Hitchensem, ale wzrosła również (do 32 procent) liczba przekonanych o tym, że religia jednak służy światu dobrze.

Dyskutujący mieli po siedem minut na otwierającą prezentację swoich stanowisk, a następnie dyskutowali w czterominutowych odcinkach czasowych. Pierwszy prezentował swoje stanowisko Christopher Hitchens. Rozpoczął od cytatu z dopiero co kanonizowanego angielskiego kardynała Newmana, który stwierdzał, że dla Kościoła lepiej żeby słońce i księżyc spadły z nieba na ziemię i żeby miliony ludzi zginęły w strasznej agonii niż żeby jedna dusza... powiedziała jedno kłamstwo lub ukradła jeden grosz bez powodu.

Ten cytat dobrze pokazuje zakorzeniony w religii fanatyzm. Czy dobrze służy światu nauczanie o grzechu tkwiącym w każdym akcie seksualnym, straszenie dzieci obrazami piekła, czy nauczanie, że kobieta jest gorszym stworzeniem?

„Kiedy się raz uzna, że istnieje jakiś stwórca i jakiś plan — mówił Christopher Hitchens - zmieniamy się w przedmioty, w okrutny eksperyment, w którym stworzeni jesteśmy chorzy i nakazuje nam się, żebyśmy byli zdrowi. Powtarzam, stworzeni chorzy i potem nakazuje nam się być zdrowymi. A nad nami, pilnuje tego wszystkiego niebiański dyktator, taka święta Korea Północna. Chciwy, wymagający, żądający bezkrytycznych pochwał od świtu do zmierzchu i skory do karania za grzech pierworodny, w który z taką czułością nas wyposażył."

Ten obraz Boga jest mniej ważny, ważniejsze jest to, jak te wyobrażenia wpływają na świat, jak uniemożliwiają rozwiązywanie konfliktów, jak pchają do fanatyzmu.

Tony Blair nie udawał, że nic nie wie o okrucieństwach religii. Z wprawą parlamentarnego mówcy przedstawił swoje punkty na rzecz religii. Po pierwsze, przyznał, że w imię religii dokonuje się czynów strasznych, ale powiedział, że nie ma również wątpliwości, że religia inspiruje do czynienia dobra. Przypomniał, że połowa opieki medycznej w Afryce prowadzona jest przez organizacje religijne, Jedna czwarta organizacji opiekujących się chorymi na AIDS to organizacje katolickie, religia może być i bywa destrukcyjna, ale jest również źródłem współczucia. Religia inspiruje pomaganie innym, bo to jest właśnie samą istotą religii.

Tak rozumiana wiara to nie tylko pociecha w chwilach potrzeby, bezmyślna tradycja, przesąd czy wyjaśnianie przyrody. To:

„...odpowiedź na głęboką duchową potrzebę, coś co instynktownie wyczuwamy. To duchowa obecność, większa, ważniejsza, mająca głębszy sens niż my sami, ma swoją własną moc, oddzieloną od naszej mocy, która w obliczu cudów świata, skłania nas aby uklęknąć w pokorze, a nie nadymać się dumą."

Po tym klarownym wyjaśnieniu Tony Blair mógł już zapewnić publiczność, że religia i nauka nie są niekompatybilne i nie muszą ze sobą walczyć „by w końcu chłodny rozum nauki zgasił fanatyczne płomienie religii". Nauka ma nam opowiedzieć o fizycznym świecie, a religia o tym, jak z tej wiedzy korzystać i jak żyć.

„Pytanie - mówił na zakończenie swojego wstępu Tony Blair — czy przy wszystkich złych stronach religii jest w niej również coś, co pozwala światu być lepszym, co popycha ludzi do czynienia dobra?  Ja uważam, że jest."

Hitchens, mając cztery minuty na odpowiedź, poprosił publiczność, żeby sobie darowała oklaski i najpierw zapewnił, że nikt przecież nie żąda aby religie wymarły i że to o czym mówi to, że byłoby lepiej, gdyby było dużo więcej sekularyzmu i dużo mniej religii. Zdaniem Hitchensa jesteśmy pierwszym pokoleniem, które wie, gdzie ukrywa się lekarstwo na biedę. Tym lekarstwem jest przyznanie równych praw kobietom. Kiedy oddaje się kobietom kontrolę nad reprodukcją, kiedy wyrywa się kobietę ze zwierzęcego cyklu, na który skazują ją natura i religie, a potem, jeśli dorzucimy garść ziarna, zacznie znikać nie tylko bieda, ale pojawi się opieka zdrowotna i edukacja. Czy próbujemy tej metody w Bangladeszu, czy w Boliwii nieodmiennie jest skuteczna. Pokażcie mi jedną religię, która się za tym opowiada.

Nie potrzebujemy, żadnego boskiego przyzwolenia — mówił Christopher Hitchens — żeby odróżniać zło od dobra, mamy rozumowanie i moralną argumentację Sokratesa, mamy własne zdolności rozpoznawania i nie potrzebujemy dyktatury, która nam powie, co jest słuszne, a co złe.

Tony Blair odpowiedział, że chociaż możemy wskazać na przesądy praktykowane w imię religii, to przecież nie wszelkie przesądy i zło płynie z religii. Krótko mówiąc nie wszystko co przedstawiciele religii robią jest dobre, ale to i owo im się udaje i na przykład kościoły optowały za umorzeniem długów krajom afrykańskim. (I jak przypomniał, to dzięki temu afrykańskie dziewczynki mogły otrzymać darmową edukację na poziomie szkoły podstawowej.) Powtarzając wielokrotnie o znaczeniu religijnej działalności charytatywnej Tony Blair powiedział:

„Jest wiele sytuacji, w których wiara wyrządzała zło, ale jest wiele sytuacji, w których czyniono zło bez żadnego udziału religii i nie potępiajmy wszystkich wierzących za bigoterię i przesądy części wierzących i przynajmniej przyznajmy, że religia przynosi jakieś dobro i to powinniśmy docenić."

Debata trwała 90 minut, a jej szczególnie ciekawą częścią była dyskusja o rozdziale państwa i kościoła oraz o amerykańskim doświadczeniu na tym polu.

Obserwując Christophera Hitchensa podczas takich debat i, pamiętając o tym jak bardzo jest chory i jak intensywną terapię w międzyczasie przechodzi, odczuwam dla niego ogromny podziw i szacunek. Ale również jakąś fascynację, jaką budzą ludzie nadzwyczajni.