Mam wrażenie, że czyn Breivika komentowali już wszyscy i wszyscy przedstawili już swoje diagnozy na temat tego, co właściwie było przyczyną jego patologicznych zachowań. Zaprzyjaźniony saudyjski publicysta zaczyna swój komentarz w „Arab News" na temat masakry w Norwegii tak:

Ta wiadomość byłaby czymś, co zdarza się codziennie na naszej planecie, ale te ataki nie były w Bagdadzie, Kabulu czy Mogadiszu. Te ataki nie zostały przeprowadzone przez typów z Al-Kaidy. Nie stało się to w jakimś biednym kraju, ataki nie zostały przeprowadzone w kraju, w którym rząd nie ma kontroli na sytuacją. Te koszmarne masakry nie miały miejsca w kraju pozbawionym wolności, ani w kraju, w którym na czele kraju stoi dyktator. Zamachowiec nie przyszedł z obozu dla uchodźców ani ze slumsu. Więc dlaczego to się stało?

Szukając odpowiedzi na to pytanie, Jacek Żakowski zwrócił się do socjologa, Rafała Pankowskiego. Pankowski koncentruje uwagę na neonazistach, mówi o kolejnym sezonie skrajnych nacjonalistów, zastanawia się jak szeroki jest ten margines, czy jeszcze jest marginesem i natychmiast łączy to z antyislamizmem.

To jest stosunkowo nowy fenomen. Antyislamizm połączył tradycyjne europejskie skrajne nacjonalizmy w coś, co chyba przybrało już formę ksenofobii paneuropejskiej albo paneuropejskiego szowinizmu. Dotychczas europejski szowinizm reprezentował wynaturzoną tożsamość narodową. Polaków wobec Żydów i Niemców, Litwinów wobec Polaków i Rosjan. Teraz najgorętszy szowinizm i ksenofobia powołują się na tożsamość europejską wobec przybyszów spoza Europy i kultur pozaeuropejskich.

Poważnym brakiem tej analizy jest pominięcie ideowej bliskości szowinizmu islamskiego i szowinizmu europejskich czy amerykańskich neonazistów. Wywiad Żakowskiego jest w wersji on-line ilustrowany zdjęciem amerykańskich neo-nazistów z wyraźną swastyką. Nie wspomina się tu jednak, że nazistowska symbolika jest dziś najsilniej wykorzystywana w ruchach islamistycznych, że bojownicy Hezbollahu czy Hamasu używają zarówno tradycyjnego „rzymskiego salutu" jak i symbolu swastyki, że „Mein Kampf" nie jest dziś nigdzie tak często wznawiana jak w krajach arabskich. Obydwie wersje tego szowinizmu odwołują się do poczucia wyższości, obiecują zdobycie świata i wzywają do bezwzględnej walki o supremację. Nie ma tu miejsca na poszanowanie zasad demokracji, ani na kompromisy.

Nowym pokarmem ruchów nacjonalistycznych w Europie jest faktycznie niechęć do imigrantów z krajów o tradycji muzułmańskiej (nie całkiem nowym, bo obserwowałem tę niechęć na Zachodzie na długo zanim Rafał Pankowski został socjologiem). Nie tylko ta kategoria imigrantów rośnie najszybciej, ale islamistyczny radykalizm jest silnie obecny na ulicach wielu europejskich miast, demonstracyjnie odrzucając hasła integracji i demokrację jako taką. Co więcej radykalizm islamistyczny jest powiązany z islamskim terroryzmem. Zdaniem Rafała Pankowskiego to powiązanie jest mitem.

Zachód chętnie w to wierzy. — mówi Rafał Pankowski -Ale fakty mówią co innego. Europol, unijna agencja bezpieczeństwa wewnętrznego, w zeszłym roku zarejestrował w całej Europie 249 ataków terrorystycznych. Grupy islamskie przeprowadziły trzy z nich. Praktycznie codziennie gdzieś w Europie ma miejsce jakiś akt przemocy ze strony skrajnej prawicy. Często ze skutkiem śmiertelnym. Wiele instytucji, organizacji i osób od lat przestrzegało przed zbliżającą się falą prawicowego terroryzmu. Ale nie sposób było się przebić przez islamofobiczny dyskurs. Aż pełzający prawicowy terroryzm stał się w Unii obecny na co dzień. I jest ważną częścią tej coraz popularniejszej oficjalnie głoszonej ideologii w jej różnych lokalnych odmianach.

Po pierwsze socjolog nie powinien mówić, że „Zachód wierzy" w to czy tamto, bo Zachód to nie jest jeden pan w kapeluszu. Taka retoryka poważnie utrudnia dyskusję o faktach. Po drugie, spadek liczby zamachów terrorystycznych ze strony organizacji islamistycznych typu Al-Kaida nie jest w krajach zachodnich wynikiem braku chęci, a skuteczności prewencji, o czym wiemy z działań organizacji zajmujących się prewencją. (Zdecydowana większość zamachów terrorystycznych organizacji islamistycznych przeprowadzana jest obecnie w krajach trzeciego świata, uderza w muzułmanów i nie należy zapominać, że informacje o tym docierają również na Zachód .) Po trzecie, spójrzmy co dokładnie mówi cytowane przez Pankowskiego źródło: Europol: Mniej zamachów terrorystycznych, ale zagrożenie atakami w UE ciągle duże — Dyrektor Europolu Rob Wainwright podczas spotkania w Parlamencie Europejskim 19 kwietnia 2011 tłumaczył, że za większością zamachów w UE stali ekstremiści islamscy, separatyści i anarchiści (wytłuszczenie moje -A.K.). Z 249 zamachów w 2010 r. trzy były zorganizowane przez grupy ekstremistów islamskich, a dwa z nich miały spowodować dużą liczbę ofiar śmiertelnych. (Więcej na ten temat w wątku na forum założonym przez Mariusza Agnosiewicza.)

To co Pankowski nazywa „islamofobicznym dyskursem", to z jednej strony bardzo poważna krytyka islamu jako religii, islamskiego radykalizmu, a z drugiej nurt ksenofobiczny w organizacjach neonazistowskich. Brak rozróżnienia tych zjawisk może być bardzo kosztowny i niebezpieczny.

Próby lekceważenia islamskiego radykalizmu, udawania, że jest on przesadzony czy zgoła wymyślony, mogą wyłącznie prowadzić do skutków odwrotnych od zamierzonych. Zamiast kroków pozwalających na złagodzenie problemu można go w ten sposób tylko zaostrzyć.

Samo słowo „islamofobia" uderza jak bumerang, w tych, którzy islamofobią straszą. Islamofobia oznacza irracjonalny i pozbawiony podstaw lęk. Tymczasem problemy są wystarczająco realne, aby o nich mówić i ci, którzy twierdzą, że mówienie o nich jest zaledwie „islamofobią" stają się poniekąd wspólnikami przeciwników demokracji i częścią problemu.

Nasilenie się imigracji z krajów świata muzułmańskiego spowodowane jest zapaścią cywilizacyjną tego świata, połączoną z radykalizacją ideologiczną i polityczną zarówno w samym świecie islamu, jak i w zachodnich centrach uciekinierów z  świata islamu. Polityczny islam jako odpowiedź na wyzwania współczesnego świata pojawił się w latach dwudziestych ubiegłego wieku i czerpał wzory z nazizmu od chwili jego powstania. Problem islamistycznego terroryzmu zdecydowanie nasilił się po roku 1979, wraz z powstaniem Islamskiej Republiki Iranu.

Powstanie w Iranie pierwszego współczesnego państwa wyznaniowego było inspiracją tak dla egipskiego Bractwa Muzułmańskiego, jak i dla tradycyjnie bardzo religijnego reżimu w Arabii Saudyjskiej. (Z czasem miał tu ponownie narosnąć odwieczny konflikt między islamem szyickim i islamem sunnickim). Procesy islamizacji polityki w muzułmańskim świecie bardzo szybko zaczęły się przekładać na nasilenie się imigracji do krajów europejskich i np. islamizacja Pakistanu wywołała duży napływ Pakistańczyków do Wielkiej Brytanii i silną niechęć do imigrantów z tego kraju już w początkach lat osiemdziesiątych.

Katalizatorem nowego radykalizmu ruchów muzułmańskich w świecie sunnickim było zwycięstwo nad armią radziecką w Afganistanie. W świadomości muzułmańskiej było to pierwsze zwycięstwo nad niewiernymi od stuleci i spotykamy się tu z bardzo głębokim przekonaniem, że to afgańscy talibowie obalili komunizm, a nie jak się Polakom wydaje „Solidarność" wraz z Papieżem i Lechem Wałęsą. Nie tylko Al-Kaida była bezpośrednim efektem tego zwycięstwa, ale i islamskie umiędzynarodowienie konfliktu w Czeczenii, a następnie w byłej Jugosławii. Islamski radykalizm złapał wiatr w żagle i stał się modny nie tylko wśród młodzieży w krajach muzułmańskich, ale i wśród młodzieży z muzułmańskich rodzin na Zachodzie (często wśród ludzi na Zachodzie urodzonych i wykształconych). Jedną z konsekwencji tego odrodzenia był silny zastrzyk petrodolarów dla radykalnych ruchów w rodzaju Al-Kaidy i potężna radykalizacja muzułmańskiego duchowieństwa.

Rafał Pankowski informuje nas, że muzułmanie zajmują dziś miejsce, które w tradycyjnym skrajnie prawicowym dyskursie jako centralny obiekt nienawiści zajmowali Żydzi. Nie wydaje się, aby była to rzetelna analiza socjologiczna. (Ciekawą ilustracją podważającą jego wniosek są dane dotyczące „przestępstw nienawiści". Wg. U.S. Departament of Justice  w 2009 r. było 107 incydentów antyislamskich „przestępstw nienawiści". Stanowiło to 8% wszystkich przestępstw nienawiści związanych z religią i tylko 2% wszystkich przestępstw nienawiści w tym roku — w tym także wobec ludzi innej rasy lub orientacji seksualnej. Dla porównania w tym samym roku było w USA 931 przestępstw nienawiści wobec Żydów. Nie inaczej wyglądały dane za rok 2008: 1013 przestępstw antyżydowskich i 105 antymuzułmańskich. Nie wygląda na to, by muzułmanie w jakikolwiek sposób zastąpili Żydów jako obiekt nienawiści. Jest to po prostu bardzo wygodne przekłamanie rzeczywistości.)  Aby uświadomić różnicę przypomnijmy zamieszki w Los Angeles w 1992 roku, kiedy to czarna ludność zaatakowała sklepy koreańskie. Podłożem tych zamieszek była zazdrość o szybki sukces. Dziewiętnastowieczny europejski antysemityzm powiązany był nie tyle z lękiem przed fizyczną agresją ze strony Żydów, co z lękiem przed ekonomicznym i społecznym sukcesem. Tak popularna dziś w krajach muzułmańskich fałszywka carskiej ochrany — „Protokoły mędrców Syjonu" znakomicie ukazywała istotę antysemityzmu w początkach europejskiej industrializacji.

Przed drugą wojną światową w polsko-żydowskich miasteczkach wszyscy żydowscy chłopcy umieli czytać i pisać i znali często po dwa lub trzy języki, podczas gdy dzieci polskie były albo analfabetami, albo miały bardzo marne wykształcenie. Prawdopodobieństwo, że żydowskie dziecko zostanie lekarzem czy prawnikiem było wielokrotnie wyższe niż, że podniesie się status jego polskiego rówieśnika. Ruchliwość społeczna była prawdopodobnie częściej źródłem zazdrości i nienawiści niż sama zamożność (gdyż ta nienawiść nie kierowała się wyłącznie przeciw zamożnej części żydowskiego społeczeństwa.)

Antagonizm środowisk muzułmańskich i niemuzułmańskich w wielkich miastach dzisiejszej Europy wydaje się mieć zupełnie inne podłoże niż miał europejski antysemityzm sto lat temu. Umiarkowani muzułmanie ze Stanów Zjednoczonych, Kanady czy Wielkiej Brytanii zupełnie nie podzielają poglądu polskiego socjologa na temat tego, że mamy tu wyłącznie do czynienia z efektem fobii białych prawicowych ekstremistów.

Tarek Fatah, przewodniczący Kanadyjskiego Kongresu Muzułmanów mówił w 2008 roku:

To właśnie nasze życie, jako muzułmanów na Zachodzie, zmusza nas do wystąpienia przeciwko dwulicowości Organizacji Konferencji Islamskiej, organizacji która szuka sposobu, by stonować Deklarację Praw Człowieka ONZ, i zastąpić ją tzw. Islamskimi Prawami Człowieka. Niepokoi nas nie tylko sposób w jaki Deklaracja jest atakowana, ale także fakt, iż Sprawozdawca ds. wolności słowa jest proszony o to, aby zbierać informacje o ludziach na tyle odważnych, by kwestionować średniowieczne przesądy, które naruszają elementarne normy racjonalizmu i rozsądku. Pozwolenie rządom reprezentowanym przez OIC na nadzór nad indywidualnymi prawami człowieka, to jak danie lisowi roli strażnika kurczaków. [ 1 ]

Tych wypowiedzi umiarkowanych muzułmanów jest sporo, ale jest bardzo wiele powodów do zastanawiania się jak szeroki jest margines muzułmańskiego radykalizmu, tak w samych krajach muzułmańskich, jak i w środowiskach muzułmańskich imigrantów na Zachodzie.

Rafał Pankowski wydaje się świadomie i z premedytacją unikać wszelkich informacji o zaniepokojeniu umiarkowanych muzułmanów i o wypowiedziach tych mniej umiarkowanych muzułmanów. Stąd na przykład do głowy by mu nie przyszło cytowanie londyńskiego duchownego Abu Waleeda, którzy w kwietniu br. mówił:

Jak wszyscy rozumiecie my, jako muzułmanie, nie jesteśmy tymi typami czekoladek kokosowych — umiarkowanych muzułmanów — tych, którzy pochylają głowy przed rządem. My jesteśmy tymi, którzy chcą działać dla Allaha, ustanowić obecność islamu i zapewnić, że David Cameron przychodzi na czworakach i daje nam dżizja — tak, racja — i zakrywa wszystkie kobiety i nakłada im na twarze nikab, włącznie z królową Elżbietą i Kate Middleton, tą kurwą, tą rozpustnicą. [...]

Od wielu lat obserwuje się poważne trudności asymilacji imigrantów muzułmańskich na Zachodzie, które są nie tylko większe niż w przypadku innych grup, ale zwiększone celowymi działaniami ze strony przywódców religijnych. Multikulturowość jest wartością, może ona jednak w miarę sprawnie funkcjonować w oparciu o poszanowanie wartości demokratycznych pozwalających na pokojowe istnienie etnicznej i kulturowej różnorodności. Akceptacja różnych fanatyzmów (chociażby w formie odwracania głowy od rzeczywistych problemów i udawania, że nic się nie dzieje) w imię pseudomultikulturowości może wyłącznie prowadzić do sytuacji jeszcze bardziej wybuchowej niż obecnie.

Rafał Pankowski dociera do końcowego wniosku swojego wywodu stwierdzając że:

Skrajnie prawicowe organizacje nowego typu różnią się od swoich poprzedniczek tym, że, po pierwsze, są organizacjami jednego tematu, skoncentrowanymi na krucjacie antyislamskiej, a po drugie, z różnych względów są luźno zorganizowane. Nie mają składek ani legitymacji. Ale w Anglii Liga Obrony potrafi regularnie zbierać na demonstracjach po kilka tysięcy osób. Głównie kibiców piłkarskich.

Zdawać by się mogło, że polscy kibice krzyczą „Żydzi do gazu", a nie muzułmanie do gazu, że znacznie częściej okazują swoje rasistowskie namiętności w stosunku do czarnych, a nie do muzułmanów, jednak metodyczny socjolog mógł tego nie zauważyć lub abstrahować w oparciu o sobie tylko znaną metodologię.

Problem jest oczywiście poważny zarówno ze skrajną prawicą, z populistycznymi partiami politycznymi odwołującymi się chętnie do postaw ksenofobicznych, jak i z ludźmi wspierającymi te tendencje przez odmowę zauważania rzeczywistości.

Globalizacja z jej łatwością przemieszczania się  ludzi i informacji prowadzi z konieczności do coraz większego etnicznego, religijnego i kulturowego wymieszania. Ten ogólnoświatowy melting pot, by ustawicznie nie przekształcał sie w beczkę prochu, wymaga czegoś więcej niż sentymentalnej paplaniny. Jesteśmy świadkami jak zarówno migracje, jak i inne formy kontaktu kultur wyzwalają reakcje obronne często w formie bardzo fanatycznych ruchów. Demokracja nie jest dla wszystkich oczywistą wartością, wręcz przeciwnie jest przez wielu odbierana jako śmiertelne zagrożenie. Poszukując drogi do pokojowego współżycia najgorszą rzeczą jaką możemy zrobić, to zamknąć oczy na realnie istniejące problemy .

Czyn taki jak  Breivika w Kabulu czy Bagdadzie jest wydarzeniem na porządku dziennym, a wywołał nasze nadzwyczajne reakcje, bo zdarzył się w Norwegii i zaburzył nasze poczucie normalności. Już po czynie Breivika znacznie więcej ludzi zginęło zmasakrowanych na ulicach syryjskiego miasta Hama i nie widać specjalnego zainteresowania tymi wydarzeniami ze strony naszych dziennikarzy i socjologów. 

Teraz będziemy mieli nowy wysyp pospiesznych dziennikarsko-socjologicznych analiz na marginesie zamieszek w Londynie. Czy znajdziemy tu porównania do tak niedawnych zamieszek w Grecji i Hiszpanii, czy tamte zamieszki okażą się zbyt odległe w czasie? Jak bardzo będziemy dezinformowani w imię wyższych antydemokratycznych wartości?

Londyński „Guardian" opisując nam londyńskie zamieszki trzyma się swojego kodu etycznego: 

Na ogół nie informujemy o rasie pochodzeniu etnicznym lub religii chyba, że taka informacja jest istotna dla danej sprawy. Nie informujemy o rasie podejrzanych o przestępstwo, chyba, że pochodzenie etniczne jest częścią opisu pozwalająca na identyfikację, lub jako ważna część opisu (kiedy na przykład przestępstwo jest przestępstwem nienawiści).

Bardzo to piękne, ale na nasze nieszczęście próby rozwiązania problemów społecznych wymagają spojrzenia prawdzie w oczy, a nie tylko chowania głowy w piasek, a takie „informowanie" wyłącznie zwiększa popularność grup populistycznych oraz ugrupowań ksenofobicznych.

Nawiasem mówiąc, żeby paranoja osiągnęła swoje pełne apogeum, to londyński „Guardian" uznał, że nie wolno informować o rasie i pochodzeniu etnicznym rabusiów, natomiast uważał, że istotne jest poinformowanie, iż wśród osób patrzących na akty podpalenia i grabieży była grupa ortodoksyjnych Żydów. (h/t CiF Watch)


 Przypisy: