Wygląda na to, że po raz pierwszy od 1409 roku Dobrzyń nad Wisłą znów zainteresował mieszkańców naszego kraju. Tym razem za sprawą Jacka B., który wymalował na szkolnym budynku słowa „J..ć rząd".

Sąd Rejonowy w Lipnie skazał 19-letniego wandala na karę 10 miesięcy pozbawienia wolności, z zawieszeniem na lat trzy.

Pojawia się tu cała moc pytań, począwszy od pytania, dlaczego o Dobrzyniu mówi się tak rzadko, a skończywszy na pytaniu, o kim wolno bezkarnie pisać na murach? Pośrodku mamy całą gamę problemów: Kiedy wandalizm w postaci pisania na murach należy ścigać? Które mury są ważniejsze? Czy kara 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na lat trzy jest karą łagodną, czy surową?

Ze sprawą zetknąłem się przypadkiem, kiedy do furtki zadzwonił dziennikarz „Gazety Polskiej". Powiedział, że jest z „Gazety Polskiej" a moje zdumienie, rozbawienie i obrzydzenie musiało być na tyle wyraźne, że stwierdził, że nie przepadam za „Gazetą Polską". Zgodziłem się z nim całkowicie i zapytałem w czym mogę pomóc.

Nie znałem wcześniej sprawy Jacka B. i poinformowałem, że nie mogę go o niczym poinformować. Tak więc, mieszkając w miasteczku liczącym 3 tysiące mieszkańców zapoznałem się z tak wielką sprawą lokalną poprzez krajowe środki masowego przekazu, z których dowiedziałem się, że sprawa była komentowana przez Stowarzyszenie Wolnego Słowa i Komitet Obrony Wolności Słowa, w którym to stowarzyszeniu działa m.in. Robert Frycz, twórca strony internetowej AntyKomor.pl., oraz, że wypowiedział się na ten temat sam były minister Ziobro, który stwierdził, iż „nastolatek z Dobrzynia nad Wisłą został potraktowany jak przestępca, a zarzuty prokuratora i ogłoszony wyrok przypominają praktyki stanu wojennego. — Młodemu człowiekowi niszczy się życie tylko dlatego, że w emocjach wyraził swoje niezadowolenie z rządu".

Okazuje się, że również Ryszard Kalisz zainteresował się wydarzeniami w Dobrzyniu i jako przewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, powiedział, że rażąca jest niewspółmierność kary do czynu, który popełnił Jacek B. — „Mimo, że chłopak wypowiedział się w sposób wulgarny, taka krytyka rządu jest jak najbardziej dopuszczalna i mieści się w ramach konstytucyjnej wolności słowa".

Mam pewne wątpliwości, czy wymalowane słowa na murze były autentyczną i szczerą krytyką rządu, czy raczej pewnym artystycznym wyrazem podyktowanym samą potrzebą artystycznej ekspresji. Z tego punktu widzenia wydaje mi się nadinterpretacją definicja motywacji wandala zarówno ze strony prokuratora, jak i obrońców młodego człowieka przypisujących mu znacznie głębszą analizę działań rządu, aniżeli przedstawił ją w rzeczywistości.

Odnoszę wrażenie, że artystyczna ekspresja młodego człowieka z Dobrzynia nad Wisłą nosiła pewne znamiona prowokacji skierowanej raczej na niższe szczeble władzy szkolnej i samorządowej niż na sfery rządowe i tu można domniemywać, że skuteczność prowokacji w pewnym sensie przerosła oczekiwania sprawcy.

Patrząc na to z tego punktu widzenia można również sądzić, że reakcja byłego ministra sprawiedliwości jest świadomą i instrumentalnie traktowaną nadinterpretacją w postaci przypisywania wyrokowi sądu w pierwszej instancji nadmiernego znaczenia cechy systemowej i przez rząd inspirowanej. Nie śmiem nawet pomyśleć, że ten znakomity prawnik mógłby wykorzystywać tak oczywistą nadinterpretację dla celów politycznych. Człowiek tak etyczny jak Zbigniew Ziobro nigdy by się do tego nie posunął.

Oczywiście pozostaje otwartym pytanie czy artysta otrzymał wyrok łagodny czy surowy? Dziesięć miesięcy pozbawienia wolności to wyrok bardzo surowy, jednak zawieszenie powoduje, iż zdaniem niektórych przedstawicieli władz samorządowych, mamy tu do czynienia zaledwie z pogrożeniem palcem „i dlatego z tym wandalizmem nigdy sobie nie poradzimy".

Spotykane w Dobrzyniu na murach napisy „J...ć policję" i podobne nie powodują ścigania, więc nie możemy powiedzieć czy ten sędzia za taki napis nałożyłby karę analogiczną, czy niższą. Czy autorów napisów „"J...ć policję" nie ściga się z powodu znikomej szkodliwości społecznej czynu, czy z braku doniesień o przestępstwie? Tego nie udało się ustalić, chociaż niepotwierdzone źródła twierdzą, że raczej to drugie w przewidywaniu tego pierwszego. Namalowanie na stosunkowo niedawno odmalowanej szkole napisu „"J...ć rząd" mogło skłonić składającego doniesienie o popełnieniu przestępstwa do wniosku, że sama treść napisu może skłonić policję, a następnie prokuraturę, do podjęcia czynności służbowych mimo trwałej niechęci do podejmowania tychże.


W środku dobrzyńskie gimnazjum i szkoła podstawowa

Treść napisu mogła być również motywująca dla samej policji, która aż nazbyt często spotyka się z informacją z prokuratury, iż dany czyn, aczkolwiek karalny, jest jednak znikomo szkodliwy społecznie i tym samym złapanego na przestępstwie delikwenta nie należy dłużej niepokoić. W trudnej grze między policją, a światem przestępczym są to sytuacje, których policja z wiadomych względów stara się unikać, gdyż w wyniku takich przypadków policjant stoi przed pokusą sięgnięcia po puszkę farby i wymalowania napisu „J...ć przestępców".

Ostatnio na temat znikomej szkodliwości społecznej czynu rozmawiałem z burmistrzem Dobrzynia z okazji napadu wściekłości na wyrzucane przez mieszkańców śmieci na skarpę. Burmistrz poinformował mnie, że nawet kiedy wiemy kto to zrobił, policja odmawia ścigania, bo prokuratura sprawę oddali.

Śmieci wysypywane na brzeg rzeki, popaćkane ściany świeżo odmalowanych budynków, czy przystanków autobusowych, połamane kosze na śmieci wywołują głęboką potrzebę domagania się kar dla wandali. Doświadczenie innych uczy, że najbardziej skuteczne są kary mniej surowe, ale natychmiastowe. Im wyższa wykrywalność i szybsza kara tym niższa przestępczość zarówno drobna, jak i poważna.

Osobnym problemem jest pytanie, w wyniku jakiego procesu w umyśle młodego człowieka pojawia się hasło „J...ć rząd"? Większość tych młodych ludzi ma silne postawy roszczeniowe, głębokie przekonanie, że tu się nic nie dzieje i nie ma gdzie iść, zaś zdolność własnej inicjatywy wyczerpuje się na wymalowaniu napisu lub dokonaniu innych zniszczeń, jak na przykład połamanie świeżo zasadzonych drzewek w parku.

Dobrzyń nad Wisłą ma bardzo atrakcyjne warunki i bardzo smutną historię miasta, które przegrywało na każdym zakręcie historii kraju. Wysoki procent bezrobotnych (często już w drugim pokoleniu) powoduje zdominowanie części młodzieżowych środowisk przez marazm i alkohol (dla pozostałej młodzieży miasteczko jest tylko sypialnią). Najważniejsza jest czystość, władze samorządowe robią co w ich mocy, żeby to miasteczko było schludne, ale nie mając szans na ściganie wandali stoją przed beznadziejnym wyzwaniem. Zaś wandali z jakiegoś powodu kusi świeżość — świeżość farby na budynku, nowy kosz na śmieci, odmalowany przystanek, czy bajecznie piękny widok.

Jak twierdzą psychologowie ewolucyjni mamy wdrukowany zachwyt dla zielonej doliny przez którą płynie rzeka. Takie miejsce przyciąga jak magnes również  wandali, żeby zostawić tam po sobie kilka celowo rozbitych butelek, opakowania po pizzy, butelki po wodzie mineralnej i (koniecznie osobno) plastikowe torby. Psychologowie ewolucyjni nie są w stanie wyjaśnić tej potrzeby zostawiania po sobie śmieci, ale najwyraźniej część społeczeństwa ją odczuwa, a druga część czuje się troszkę nieszczęśliwa z powodu rzekomo znikomej szkodliwości czynu. Domyślamy się nawet, że możemy mieć tu do czynienia z pewną kwadraturą koła, bo w końcu wszyscy odczuwają potrzebę pisania na murach.


Na widocznym w oddali wzgórzu stał zamek 
spalony przez Krzyżaków, a w dolinie był cmentarz żydowski,
po którym nie został ani jeden kamień.

P.S. W roku 1409 Dobrzyń nad Wisłą został spalony przez Krzyżaków.

*zdjęcia Dobrzynia, Piotr Truszyński.

Dobrzyń nad Wisłą, 15 czerwca 2011r.