Maćku,

Rzeczywiście ta rozmowa pokazuje jak trudno rozmawiać. Zacznijmy od końcowej partii Twojego listu, czyli od mojego ateizmu. Zaczął się od trzynastego roku życia przy jakimś kolejnym parsknięciu śmiechem na opowiadane przez księdza androny. Czytałem z zapałem Walkę o ogień Rosnego, zacząłem wchodzić w książki popularnonaukowe i opowieści o cudach przestały mnie bawić. Ten ateizm dojrzewał, umacniał się powoli i szybko stał się pewnym problemem związanym z datą urodzenia. Mój kryzys wiary zaczynał się w czasach stalinowskich, politycznego ateizmu narzucanego przez państwo i stanowiącego część komunistycznej doktryny, na którą nauczono mnie w domu patrzeć z najwyższą podejrzliwością. Więc mój prywatny ateizm wyrastał obok ateizmu łajdackiego, prześladującego. Z jednej strony był zabobon i bigoteria ludzi spotykanych w kościele, z drugiej zagrażający bandycki, ateistyczny aparat władzy. W domu wspaniała matka mówiąca głupstwa, że Jezus był socjalistą, antyklerykalna, ale szukająca własnych racjonalizacji, żeby jej niechęć do Kościoła nie skłoniła do rozstania z Bogiem, z drugiej ojciec agnostyk, unikający jakichkolwiek wypowiedzi na temat religii jako takiej, ale zbywający niektóre pytania i dający do zrozumienia, że religia jest sprawą, na którą szkoda czasu. Do kościoła nie chodzili, ale matka chciała, żebym chodził na religię, jednak kiedy powiedziałem dość, nie było protestów.

Ówczesne polityczne implikacje odrzucenia wiary religijnej skłaniały do poszukiwania ludzi, którzy przynosili swój ateizm z innej strony niż komunizm. Śmierć Stalina i stopniowa odwilż stwarzały atmosferę niesłychanie wciągającą w politykę. Cały okres szkoły średniej to były nieustanne dyskusje i poszukiwania, które i tak są normalne dla okresu dojrzewania, ale myśmy żyli w nadziei, że właśnie kończy się piekło i trzeba urządzić świat na nowo. Potem to wszystko zbladło, studia, praca, emigracja. Intensywność filozoficznych poszukiwań odpływa z wiekiem, ateizm został raczej jako jakaś oczywistość niż centralny filar światopoglądu. Narodziło się natomiast zawodowe zainteresowanie religią jako zjawiskiem niebywale silnie wpływającym na postawy ludzi, na akceptację zmian, strukturę społeczną i całą kulturę jako taką.

Podsumowanie tamtych lat znajdziesz w wydanej przez PWN książce Wielki poker, w której próbowałem opowiedzieć o nieudanych reformach nie tylko w Polsce i o udanych reformach nie tylko w Szwecji. Jedną z kluczowych spraw jest tu dla mnie struktura społeczna. W Polsce Kościół i szlachta jak źrenicy oka strzegł feudalnej, stanowej struktury społecznej, skutecznie blokującej rozwój rynku i strzegący zacofania lwiej części społeczeństwa. Czytając niezliczone dokumenty kościelne o tym, dlaczego nie wolno znosić pańszczyzny i dlaczego należy trzymać lud z dala od oświaty, liczne potępienia heretyków nawołujących do zmiany tego stanu rzeczy, trudno o sympatię do tego towarzystwa. Wtórowała Kościołowi nasza szlachta folwarczna, egoistyczna, i łajdacka ale oczywiście nieskończenie patriotyczna i zawsze gotowa do umierania za prawo do zniewalania innych. W tych studiach ateizm był mniej ważny niż religia jako taka, jako narzędzie utrzymywania ludu w ciemnocie i zabobonach.

W Europie do późnych lat 70. ubiegłego wieku struktura zatrudnienia w rolnictwie była silnie skorelowana z dominującą religią. Najszybciej, jeszcze w okresie poprzedzającym rewolucję przemysłową, zatrudnienie w rolnictwie redukowały kraje protestanckie, znacznie wolniej robiły to kraje katolickie, kraje prawosławne miały tu obraz skrzywiony przez komunizm i kolektywizację, ale mimo tego widać było, że sytuacja jest tu jeszcze gorsza niż w krajach katolickich, zaś znajdująca się na samym dole europejskiej tabeli Turcja miała nadal 80 procent zatrudnienia w rolnictwie, kiedy zachodnia, protestancka, Europa spadła już znacznie poniżej 10 procent, zaś będące w Unii Europejskiej kraje katolickie gwałtownie upodobniały się w swojej strukturze zatrudnienia do krajów protestanckich.

Wybór Polaka na szefa Watykanu połechtał oczywiście również moją dumę narodową, ale jak wielu patrzyłem na to początkowo głównie z punktu widzenia tego, jak bardzo to wzmocniło antykomunistyczne morale w Polsce. Jak bardzo to był konserwatywny pontyfikat zaczął mi dopiero pokazywać mój głęboko wierzący przyjaciel, Antoni Pospieszalski (stryj Jana). Antek był korespondentem BBC w Watykanie podczas soboru, był autorem stałej rubryki w „Kulturze" paryskiej — „O religii bez namaszczenia". Był głęboko zniesamaczony ucieczką Kościoła od pierwszych postanowień soborowych i doskonale rozumiał od pierwszego dnia, że Wojtyła został wybrany ze względu na swój konserwatyzm. W pewnym sensie Antkowi zawdzięczam kolejny etap zainteresowań, jakim była sprawa stosunku Kościoła do środków antykoncepcyjnych, planowania rodziny, aborcji i wszystkiego, co Kościół nazywa „cywilizacją śmierci".

Moja kolejna książka pisana na emigracji, ale wydana w Polsce, traktowała o stosunku kościoła do seksu, małżeństwa i planowania rodziny. Po zbrodni trzymania przez wieki ludu w ciemnocie i zabobonach przyszła pora na zbrodnię zniewolenia kobiet.

Po powrocie do Polski osiedliśmy w małym miasteczku, bo nie interesowało nas inteligenckie getto, trochę zająłem się pracą z młodzieżą i oglądaniem zmieniającej się Polski od podszewki.

Po śmierci Giedroycia, kiedy skończyła się możliwość pisania dla „Kultury", któregoś dnia trafiłem na „Racjonalistę", portal redagowany przez studenta prawa, który sięgnął do tytułu pisma wydawanego przed wojną przez Tadeusza Kotarbińskiego. Spodobało mi się, że portal nie jest wyłącznie ateistyczny, że ateizm jest zaledwie ważną (niezbywalną) częścią racjonalizmu oświeceniowego, łączącego polityczny liberalizm z tropieniem tak pseudo nauki, jaki innych form postaw irracjonalnych.

Jak widzisz jest tu konsekwencja i kontynuacja. W pracy z młodzieżą nigdy nie namawiałem nikogo do ateizmu, a dziś, kiedy odwiedzają nas moi byli wychowankowie, (a robią to często, co jest fenomenalną nagrodą), większość z nich ma sceptyczny stosunek do religii, a wszyscy entuzjastyczny do nauki. Obserwuję również inny ciekawy fenomen, jak radzą sobie z zachowaniem miłości i szacunku do swoich wierzących rodziców, jak próbują unikać ranienia ich swoją innością, jak wyjaśniają im swoje odejście od wiary. Nie ma tu jednego wzorca, ale wszyscy są imponujący.

Tyle w największym skrócie, chociaż akurat o tej Polsce, o tych młodych ludziach z małego, zabitego dechami miasteczka, mógłbym opowiadać bez końca. To nie brak wiary skłonił mnie do zaangażowania się w „Racjonalistę", ale wiara w sens wyciągnięcia ręki do młodych ludzi chcących uwolnić się od zabobonu i wiedzących aż nadto dobrze dlaczego Rydzyk jest zagrożeniem i na czym ono polega. (Nie wykluczam, że dostrzeżenie tego wymagałoby wyjazdu do Polski, na co już niejednego warszawskiego inteligenta namawiałem.)

Z ulgą i zaciekawieniem przeczytałem punkt 7. Twojego listu:

„Teoria Inteligentnego Projektu to dla mnie taka sama bzdura, jak każdy inny kreacjonizm, choćby go inteligentni ludzie przedstawiali. Tak samo jak negowanie globalnego ocieplenia, głoszenie szkodliwości szczepień, skuteczności homeopatii, czy zakazywanie GMO."

Kolejne wielkie i ważne pole wspólnych poglądów i wartości. Oczywiście frapuje mnie kombinacja poważnego traktowania pism objawionych i nauki, (przede wszystkim) ewolucji. Znam biologów, którzy sobie z tym radzą, ale przyznasz, że wymaga to zarówno pewnej gimnastyki teologicznej jak i gimnastyki społecznej, jako że dla wielu współwyznawców jesteś w takim razie apostatą. Tu ponownie docieramy do pytania o islam, katolicyzm czy jakąkolwiek inną religię, którą każdy z wierzących jakoś tam dopasowuje sobie do swoich potrzeb i do swojego rozumienia świata. Religia przekazana przez poprzednie pokolenia nieodmiennie zawiera elementy, które dość trudno pogodzić ze współczesnym światem, to godzenie przyjmuje różne postaci, co powoduje nieuniknione spory o to, co jest dozwolone, a co jest zdradą, czasem wręcz karaną śmiercią.

Można powiedzieć, że teraz wiem nieco więcej na temat Twojego islamu, ale jakoś apofatycznie, wydaje mi się, że lepiej rozumiem czym on nie jest, a czym jest? Czym zdobył Twoją sympatię, nie tyko sympatię, zaangażowanie i poszukiwanie sensu życia właśnie w tej wierze?

Pozdrowienia

Andrzej

M.K.

Andrzeju,

List od Ciebie czytałem razem z zaległą lekturą, Twoją opowieścią autobiograficzną „Ojhyzna". Bardzo ciekawy ten opis własnej drogi, jakoś podobnej do dróg moich dziadków, choć oni starsi o pokolenie i — w części (akurat tej nie spokrewnionej z Tobą) — poszli w komunizm. Rozumiem teraz lepiej Twój wybór „Racjonalisty", choć wizerunek tego portalu jest chyba inny, bardziej płaski — stricte ateistyczno-agnostyczny.

W tym, co piszesz widać też różnicę perspektyw muzułmańskiej i katolickiej. W islamie nie za bardzo da się wadzić z Kościołem, bo nie ma takiej instytucji, a wadzić się z Panem Bogiem to już poważniejsza sprawa. To już nie walka społeczna, to metafizyczne zmagania. Choć oczywiście jest klasa funkcjonariuszy religijnych i struktury religijne są i wśród muzułmanów, jednak ich rola daleko mniejsza — nie kapłańska, czy eschatologiczna. Tak więc sprzeciw wobec tych funkcjonariuszy często po prostu prowadzi do powstawania alternatywnych struktur i form religii.

Tego mi zresztą czasem w polskim ateizmie — ostatnio chyba rozkwitającym (nie wiem, lepiej to umiesz ocenić: czy mam rację w takiej diagnozie?) — brakuje. Sporu z Bogiem, a nie tylko z Kościołem. Na przykład w wydanej jakiś czas temu książce Niezbędnik ateisty tego wymiaru mi brakło. Tylko Kościół to, czy tamto … trochę „zbędnik (bo te przywary wszyscy przecież znają) antyklerykała" wyszedł. A ten wymiar, „metafizyczny", że tak powiem, jest chyba — tak mi się okiem niefachowca zdaje — dużo bardziej obecny we współczesnym Nowym Ateizmie anglosaskim? Choć może w „Bez dogmatu" bywało tego więcej? Tak przynajmniej zapamiętałem z arcyciekawych zajęć na studiach z Bohdanem Chwedeńczukiem. Więcej tego sporu: „Czy Bóg może istnieć?", a nie „ile Kościół Katolicki nabroił?"

Bardzo ciekawie piszesz o „pracy z młodzieżą" w „małym miasteczku" (choć terminy trochę niedzisiejsze). Co to było? W wikipedi znalazłem, że prowadziłeś warsztaty dziennikarskie.

Masz rację Polska widziana z Warszawy nie jest prawdziwą Polską (już choćby ze względu na różnice ekonomiczne). Mnie trochę tę inną perspektywę daje praca z bibliotekami (to teraz już ponad 1000 gmina z „obszarów wiejskich"), choć więcej chciałbym „jeździć w teren", niż siedzieć za biurkiem, daje mi ją też rodzina żony, która jest spoza Warszawy i daje też … islam, bo daje kontakt ze światem poza warszawskim „salonem", choćby Tatarami z Podlasia, nie mówiąc już o muzułmanach spoza Polski. Z moim „oryginalnym" środowiskiem — warszawską inteligencją, znajomymi ze studiów choćby — mam mniejszy kontakt niż oni mają miedzy sobą i często też mam inną perspektywę.

Ale pewnie taki ogląd z odległości to co innego, niż przeprowadzka (choć my z żoną bardziej myślimy o wyjeździe na kilka lat za granicę, by dzieci mogły się nauczyć jakiegoś ciekawego języka). Jednak też słyszałem, że zawsze pozostaje ta bariera „napływowy" (szczególnie inteligent, „miastowy", jak mówią nasze bibliotekarki) i „miejscowy", która powoduje, że nawet po przenosinach życie toczy się trochę w dwóch światach.

Czy teoria ewolucja, a wiara w Boga wymaga gimnastyki teologicznej? Nie jestem pewien ...w każdym razie, tak czy siak, ja gimnastykę teologiczną bardzo lubię. Choć nie zawsze wiele ona wnosi, to jest i przyjemnością i przede wszystkim, jak każda gimnastyka umysłu, zwyczajnie jest rozwijająca.

Natomiast gimnastyka społeczna? Z uznaniem ewolucji nigdy się nie chowałem i nie wymagało to żadnej gimnastyki. To w ogóle ciekawe, ostatnio rozmawiając z krytykami islamu (nie tylko z Tobą), jestem uznawany czasem za jakiegoś innego muzułmanina niż reszta, niepasującego do ogółu — zaś nigdy inni muzułmanie mnie za takiego nie uznawali (a myślę, że w ciągu tych kilkunastu lat z kilkoma tysiącami osób miałem kontakt i nigdy niczego ze swych poglądów przed nikim nie ukrywałem).

A apostazja? Niby dlaczego? Jest 6 filarów wiary muzułmańskiej (Bóg, Prorocy, aniołowie, Święte Księgi, Dzień Sądu i qadr) i teorie nauki nie mają z nimi związku. Zresztą, nawet podważanie któregoś z filarów niekoniecznie jest uznawane za apostazję. A o samym stworzeniu Koran mówi w słowach ogólnych, a w szczególności nie zawiera odpowiednika Księgi Rodzaju. Więc gdzie tu pole do posądzenia o apostazję za teorię ewolucji? W ogóle nawet kreacjoniści muzułmańscy to są inni kreacjoniści niż protestanccy, nie tak „dosłowni", bym powiedział.

Dla mnie główne wyzwanie w kwestii religii to jest coś, o czym dowiedziałem się wiele lat temu (dzięki wspominanemu Chwedeńczukowi) z Cudu teizmu Johna Mackie'go, czyli argument zła niezawinionego: „dlaczego wszechmocny i miłosierny Bóg dopuścił do cierpienia niezawinionego?" Dlatego też napisałem list do GW w tej kwestii — inne wyzwania (na przykład wiara a nauka) są jak dla mnie cokolwiek pozorne.

W pełni natomiast zgadzam się z tym, co piszesz o ewolucji religii. Nasze rozumienie objawienia zmienia się z czasem, a proces to i twórczy i bywa, że bolesny. Właśnie ze względu na tę ewolucję tak ważna jest dla mnie kategoria interpretacji. W islamie widać ją najlepiej w obrębie prawa — a to nie było szkół prawa, a to one powstawały, a to zamykano bramy idżtihadu [twórczej interpretacji], a to je otwierano (o tu taki tekst, co go ostatnio czytałem — napisany, przez twórcę najważniejszego portalu muzułmańskiego w Rosji - "Ewolucja fiqh [prawa] i przyszłość mazhabów [jego szkół]", jak pamiętam znasz rosyjski). Ale dużo ważniejsza jest interpretacja na głębszym poziomie — rozumienia objawienia. Dlatego wielu ważnych uczonych pozostawiło po sobie jako główne dzieła komentarze do Koranu (tafsiry), a powrót do tego rodzaju refleksji był szczególnie widoczny w ciągu ostatnich 150 lat.

Na koniec stawiasz pytanie najprostsze, a zarazem najtrudniejsze „czym jest dla mnie islam"? Dużo poważniejsze od tych wszelkich spraw społeczno-politycznych. Nie wiem, czy zdołam wyczerpująco na nie odpowiedzieć, i pewnie będę musiał jeszcze dorzucać coś do tej odpowiedzi w kolejnych listach.

Najpierw jeszcze trochę apofatycznie: raczej bym nie powiedział, że islam to dla mnie „sens życia". Trochę może i tak (w takim prostym znaczeniu: sens życia — to czemu poświęcamy dużo czasu, hobby), ale z drugiej strony takie postawienie sprawy, to jednak byłoby instrumentalizowanie wiary/Boga dla jakiś tam potrzeb indywidualnych.

Ja w ogóle raczej cierpię nie na deficyt sensu życia, a na jego inflację, nadmiar: kino, podróże, rodzina, przyjaciele, lektury … „Sens życia" odnosi się zresztą do czegoś „tu", świata doczesnego (dunja), a wiara (iman) odsyła do czegoś tam, świata pozadoczesnego (achira). W „tym" świecie mamy wiele różnych kontekstów niezwiązanych z wiarą, które dają nam poczucie sensu, a wiara służy nam do więzi z pozadoczesnym, a nie do załatwiania spraw doczesnych.

A zatem, czym dla mnie jest islam? Trochę pisałem o tym na początku naszej korespondencji. To wiara w Boga — najbardziej wykrystalizowany monoteizm, co oczywiście oznacza, że jest ona też obecna w innych religiach. Bóg Koranu opisany przez asma ul-husna (99 pięknych imion/przymiotów), to dla mnie przy tym w wyraźny sposób ten sam Bóg, co Bóg/Absolut filozofii europejskiej.

Dalej mistycyzm, ale nie w sensie przynależności do tariqi (choć kto wie — może w przyszłości przyjmę taką decyzję?), ale w sensie wrażliwości na pewien typ ujmowania wiary właściwy irfan (mistycyzmowi) islamskiemu. Jaki? Opisać to ciężko, ale na koniec zacytuję jeden wiersz, który może to przybliży.

Wreszcie islam, to też ludzie, wspólnota (ta duża — umma, i ta mała — dżamaat), tudzież rodzina. Ale choć spędzam dużo czasu z muzułmanami (coraz więcej pewnie), to jednak coraz bardziej rozumiem, że to bycie we wspólnocie jest wtórne wobec samej wiary.

Oczywiście wiara — sama sobie — bez jakieś ziemskiej, doczesnej formy (wspólnoty, rytuału) jest chyba niemożliwa. Do tego by komunikować się (być w relacji) z ludźmi potrzebny nam jest język, do tego by być w relacji z Bogiem potrzebna są nam jakieś formy (religia — din). Zresztą obaj jako socjologowie z wykształcenia wiemy, że ludzie w ogóle żyją formami - nawykami, schematami, instytucjami. I zasadne jest pytanie, jak ma się więź z Bogiem do tych form, czy się jakoś na nie przekłada? Bo jeśli się nie przekłada na naszą codzienność, to czy nie jest to wiara pusta? Ale jeśli wiara sprowadza się do tych form i rytuałów, to tym bardziej jest pusta, pozbawiona treści.

Myślę, że gdyby te kilkanaście lat temu ktoś wymazał wszelkie dostępne informacje o islamie (jakby on zupełnie nie istniał), to i tak zaczął bym wierzyć w Boga nie „tak po prostu", ale w obrębie jakiejś religii (tak sądzę nie tylko post factum, ale i po części na podstawie swoich ówczesnych zapisków). Jaka to mogła by być religia? Może prawosławie — bo choć wizja Boga jest dość odmienna, to jednak ta liturgia! A może coś z protestantyzmu — na przykład kwakrzy? Tak myślę, że kwakrzy to byłby ciekawy kierunek poszukiwań.

Mogę też bliskie mi rozumienie islamu przedstawić poprzez książki, które są dla mnie ważne, które i kształtowały to moje rozumienie (choć nie wiem, czy wszystkie z nich dziś bym odbierał tak, jak wtedy, kiedy je czytałem). Poza Koranem ograniczam się wyłącznie do dzieł współczesnych (i na pewno nie jest to lista kompletna, nie znaczy to też, że poglądy wszystkich autorów, na przykład te wyrażane w innych dziełach, są mi w 100% bliskie).

Koran. Szczególnie „Wersety z Koranu" — tłumaczone przez przedwojennego polskiego muftiego Jakuba Szynkiewicza, a także angielskie tłumaczenie Arberry’ego (nie dziwne — w końcu tłumaczył perską poezję...). Ostatnio więcej czytam po arabsku korzystając jako pomocy w szczególności z — Corpus Quran.

Martin Lings (Abu Bakr Siraj Ad-Din) „Muhammad: his life based on the earliest sources". Najlepsza, najgłębsza, współczesna — i popularna w świecie muzułmańskim - biografia (sira) Proroka. Pokazuje znaczenie jego życia dla współczesnych muzułmanów.

Ismail Faruqi „Al Tawhid: Its Implications for Thought and Life". Poza najlepszym wykładem monoteizmu, dziś są dla mnie szczególnie ważne te fragmenty, gdzie Faruqi pokazuję relację między wiarą a sztuką (temat sam w sobie wart przedyskutowania).

Alija Izetbegovic „Islam between East and West". Oprócz kwestii „Islam a Europa", szczególnie ciekawa jest teza o zbieżności kultury anglosaskiej z islamem.

Muhammad Asad (Leopold Weiss) „The Road to Mecca". To chyba książka, którą każdy „konwertyta" ceni, nie tylko za jej walor literacki.

Ziauddin Sardar „Desperately Seeking Paradise: Journeys of a Sceptical Muslim". Tytuł oddaje wszystko. To chyba najciekawszy żyjący muzułmański intelektualista brytyjski.

„Liberal Islam", red. Charles Kurzman. Bardzo ciekawy wybór tekstów, który mnie na nurt zwany „liberalnym," bądź z amerykańska "progresywnym", islamem naprowadził. Inny tekst on-line w tym nurcie, indonezyjskiego myśliciela Ulil Abshar-Abdalla, ważny skoro wspominałem o wielości interpretacji w obrębie islamu: The Supermarket of tafseerand the Noahs Ark.

Asma Barlas „'Believing Women' in Islam: Unreading Patriarchal Interpretations of the Qur'an". Nie tylko było to moje pierwsze zetknięcie z muzułmańskim feminizmem, ale i z zastosowaniem hermeneutyki w teologii muzułmańskiej (oczywiście tu postacią absolutnie kluczową jest Fazlur Rahman (Malik)).

I aby było coś po polsku -Seyyed Hossein Nasr „Idee i wartości islamu".

Oczywiście tę listę postaci można by wydłużać o takie nazwiska jak Maulana Abul Kalam Azad, Malcolm X, Michael Muhammad Knight, Abdulkarim Soroush, Mahmoud Mohamed Taha, czy Nasr Abu Zayd. Do tego trzeba by dodać literaturę orientalistyczną i, przede wszystkim!, piękną. Jeden tytuł muszę wspomnieć: Meąa Selimović „Twierdza", którą przeczytałem wcześniej niż „Derwisza i śmierć". Dalej są postaci historyczne, które już niekoniecznie pozostawiły znaczące dziedzictwo literackie, ale samą swoją działalnością były dla mnie jakoś znaczące, jak Khan Abdul Ghaffar Khan („Gandhi pogranicza").

Nie mówiąc już o liście filmów — fabuł, a i dokumentów, utworów muzycznych, liście podróży i spotkań, wreszcie, pewnie najważniejszej, liście ludzi ...

I na koniec obiecany wiersz — gazal Rumiego:

Cóż mogę wam powiedzieć, o Muzułmanie?

Nie znam siebie.
Nie jestem chrześcijaninem, ni żydem, ani też czcicielem słońca czy muzułmaninem,
Nie pochodzę ze wschodu ni z zachodu, ani też z lądu ni z wody,
ani z pokładów ziemi ni ze sfer niebieskich
ani z życia ani z bycia.
Nie pochodzę z Indii, z Chin, z Ziemi Hunów ani z Saksinu,
nie z Iraku ani ziemi Khurasanu.
Nie jestem z tego świata, ani też z poza niego,
nie jestem z nieba ni z piekła.
Nie jestem od Adama, ani od Ewy, ani też z raju ani od Ridwana.
Na moje miejsce nie ma miejsca, mój ślad nie pozostawia śladu,
bez ciała i bez duszy, jestem duszą dusz.
Wyrzekłem się dwoistości, połączyłem dwie rzeczywistości w jedną.
Jedyny którego szukam, Jedyny którego znam,
Jedyny którego widzę, Jedyny którego wzywam.
On jest pierwszym i ostatnim,
on jest zarazem na zewnątrz i wewnątrz.
Poza nim i jego trwaniem nie znam niczego.
Gdy piłem z kielicha miłości mój wzrok zaćmiony zgubił dwa światy.
Nic mnie nie wzrusza poza tą hulanką i upojeniem.
Jeśli kiedykolwiek odważyłbym się żyć przez chwilę bez Ciebie,
musiałbym pokutować przez resztę mojego życia.
Jeśli kiedykolwiek dany by mi był czas sam na sam z Tobą,
rzuciłbym te światy pod własne stopy i tańczył poprzez wieczność.

Oraz Allah Hu w wykonaniu Nusrata Fateha Ali Khana, najsłynniejszego wykonawcy qawwali

Pozdrawiam i przepraszam za takie rozpisanie

Maciek

A.K.

Maćku,

Kiepskie samopoczucie i nacisk spraw nieznoszących zwłoki, ale i fakt, że Twój list jest tematycznie obszerny i pełen linków do dalszych lektur powodują, że odpowiadam z opóźnieniem, a i to nie będzie odpowiedzią wyczerpującą.

Racjonalista jako portal „stricte ateistyczno-agnostyczny". Chyba niezbyt uważnie go obserwujesz, bo jest w nim ogromnie dużo tekstów dotyczących nauki (głównie biologii, ale nie tylko), pseudonauki, walki z absurdami homeopatii, i całej medycyny alternatywnej, irracjonalizm antysemityzmu i jego współczesnej odmiany nazywanej chytreńko antysyjonizmem, konflikt religii z nauką, teorie spiskowe, czyli wszystko, co uznać można za irrcjonalizm w rozumieniu myśli oświeceniowej.

W dalszej części listu, pisząc o Niezbędniku Ateisty, stwierdzasz: „A ten wymiar, "metafizyczny", że tak powiem, jest chyba — tak mi się okiem niefachowca zdaje — dużo bardziej obecny we współczesnym Nowym Ateizmie anglosaskim?" Obawiam sie, że się mylisz. Nowy Ateizm reprezentują głównie tacy autorzy jak Richard Dawkins, Sam Harris, Christopher Hitchens, Daniel Dennett, ale również Ophelia Benson, Victor Stenger, Jerry Coyne, Eric MacDonald, PZ Myers i inni. Jedyne miejsce w polskim piśmiennictwie gdzie znajdziesz systematyczną prezentację poglądów tych autorów to właśnie „Racjonalista", bo też stanowimy odnogę owego Nowego Ateizmu na polskim gruncie. Nie ma w nim jednak cienia „wymiaru metafizycznego", przeciwnie zgoła, w odróżnieniu od bardziej filozoficznego dziewiętnastowiecznego ateizmu, ten „nowy" jest zdecydowanie silniej sprzężony z naukami ścisłymi, a jego czołowymi postaciami są naukowcy, którzy swoje życie zawodowe poświęcili poważniejszym sprawom niż metafizyka.

Chciałbyś więcej sporu o to, czy Bóg może istnieć? Może istnieć, ale jak dotychczas był oszczędny w dostarczaniu nam dowodów swojego istnienia, zaś spekulacje są mało płodne w sytuacji, gdy nasze istnienie liczy się na minuty i możemy w tym czasie zrobić coś pożytecznego. Pomyśl ile czasu będzie na takie spekulacje, kiedy będziemy już mieli do dyspozycji całą wieczność i żadnych szans na zrobienie czegoś pożytecznego, a i dowodów przydatnych dla tych spekulacji będzie pewnie więcej.

Pytasz o tę pracę z młodzieżą. Przez dziesięć lat współpracowałem z tutejszym gimnazjum i żałuję, że teraz zdrowie już mi na to nie pozwala. Prowadziłem kółko dziennikarskie, bawiliśmy się w teatr, nasz ogród był zawsze pełen tego towarzystwa. Przy okazji dotykasz tego ciekawego problemu „obcego", kogoś kto pojawia się z zewnątrz i nigdy nie będzie swój. Całe życie jestem „obcy", byłem obcy w Szwecji i w Anglii, jestem „obcy" w Dobrzyniu . Zdobywam przyjaciół i próbuję zrozumieć otaczający mnie świat, ale jest to nieodmiennie wizja „obcego".

Zabawna historia, przed dwoma tygodniami zmarł staruszek, który kiedyś był dyrektorem tutejszej szkoły. Rozmawialiśmy wiele razy, bo był zainteresowany historią tego miasta i napisał nawet kilka artykułów na ten temat. Jednej sprawy nigdy z nim nie poruszyłem i teraz tego żałuję — historii ostatnich dni dobrzyńskich Żydów. Przyjaciółka, nauczycielka, która była jego uczennicą, zapytana czy mógłby coś o tym opowiedzieć, odpowiedziała zdecydowanie, że nie, bo był „napływowy", a o tej sprawie nikt nigdy i z nikim nie mówi. Tu się urodziła i tu pracuje, ale nigdy nie słyszała jednego słowa opowieści o tamtych dniach. Zapewniła mnie, że „obcy", który przyjechał tu po wojnie, wiedział jeszcze mniej.

Nie wszystko jest jednak aż takim sekretem i sądzę, że moja obserwacja tego świata jest dość głęboka, jak również, że właśnie tu szczególnie ciekawie ogląda się przemiany, które dokonały się w naszym kraju po 1989 roku.

Teoria ewolucja, a wiara w Boga. Trudno o wątpliwości, że po odkryciach Kopernika jest to największe zderzenie czołowe nauki z Objawieniem. Moja wiedza o stosunku islamu do darwinizmu jest oczywiście z drugiej ręki i częściej dochodziły do mnie skargi liberałów z muzułmańskich krajów o jakości programów szkolnych, w których teoria ewolucji jest pomijana, lub prezentowana w najbardziej wypaczony sposób jako aberracja zachodniego materializmu.

W jednym z artykułów Richarda Dawkinsa publikowanym przez „Racjonalistę" pierwszy akapit brzmi:

"W 2006 roku byłem jednym z tysięcy naukowców z całego świata, którzy otrzymali niezamówioną i całkowicie darmową ogromną i bogato ilustrowaną książkę pod tytułem Atlas of Creation tureckiego apologety islamu Harun Yahya. Główną tezą tej opublikowanej w jedenastu językach książki jest, że ewolucja jest fałszem. Główny „dowód" składa się z wielu pięknych fotografii zwierząt kopalnych, każde w towarzystwie współczesnego odpowiednika, który rzekomo nie zmienił się ani trochę od czasów, w którym żyła skamielina. Jest to książka dużego formatu, nadająca się na stolik w salonie, z ponad 700 kolorowymi, błyszczącymi stronami. Koszt wydrukowania takiej książki musiał być niezmiernie wysoki i nie można nie zastanawiać się, skąd pochodzą pieniądze na opublikowanie jej i darmową dystrybucję w tak wielu egzemplarzach i tak wielu językach." (Jadowite węże, śliskie węgorze i Harun. Yahya )

Twoja relacja o niesprzeczności nie chce się zgadać z poglądem np. profesora Maqsooda Jafri, który w artykule „Islam i darwinizm" pisał:

„Islam wierzy w teorię stworzenia, a darwiniści wierzą w teorię ewolucji. W tym artykule prezentuję w skrócie tezę, że życie na Ziemi zostało stworzone przez Boga; nie jest ono przypadkiem. Ateiści i materialiści negują istnienie Boga i uważają ludzkie życie a nawet umysł jako formę materii. Darwinowska teoria ewolucji wpłynęła na umysły ludzi, ale również na ich charaktery. Tacy ludzie nie wierzą w boską moralność i wartości. Oni nie wierzą w Boga, w duszę, ani w życie pozagrobowe. Islam mówi, że Bóg stworzył wszechświat i człowieka w określonym celu. W Surze 117z rozdziału "Krowa" Koran mówi: „On jest Stwórcą niebios i ziemi. I kiedy On coś postanowi, to tylko mówi: "Bądź!" — i ono się staje." (Angielskie tłumaczenie Koranu brzmi nieco inaczej, ale podobnie) Podobnie w  surze 86 z rozdziału „Ja Sin" Koran oznajmia: „Jego rozkaz — kiedy On chce jakiejś rzeczy — zawiera się w słowie: "Bądź!" — i ona jest." Koran używa dwóch słów dla stworzenia „Khalq" i „Amr" to natychmiastowy rozkaz i natychmiastowe stworzenie."

Mamy tu również liczne wypowiedzi szejków i imamów. Chociażby Abd Al-Majid Al-Zindani, przywódcę Bractwa Muzułańskiego w Jemenie i wykładowcę uniwersyteckiego: który wygłosił niedawno płomienne przemówienie przeciw teorii ewolucji, przekonując nas, że zamknięta w kurniku kura, nawet po stu latach nie zmieni się w prosiaka.

Domyślam się, że podobnie jak w chrześcijaństwie, szczęśliwcy, którzy mogą zapoznać się z teorią ewolucji mimo jej nieobecności w szkołach, nie zawsze rezygnują ze swojej wiary i próbują lepiej lub gorzej połączyć wiarę ze zdobytymi z takim trudem faktami o świecie.

W maju ubiegłego roku „New Scientist" donosił o groźbach śmierci wobec londyńskiego imama, który otwarcie deklarował poparcie dla darwinizmu. 

Moje uwagi o apostazji związane są z tym, co czytam o Pakistanie czy Egipcie, bo oczywiście nie podejrzewam, żeby ktokolwiek miał do Ciebie pretensję o Twoje poglądy na ewolucję w Polsce. Tam jednak nie prowadzi się dyskusji o różnicach między starym ateizmem i nowym, ale częściej o podejrzeniach, że ktoś może mieć niezdrowe poglądy. Oczywiście Ислам для всех! ciekawy, ale cokolwiek odbiegający od głównego nurtu, przynajmniej tego na Bliskim Wschodzie.

Wreszcie sprawa, która interesuje mnie szczególnie, czyli Twój, prywatny, islam. Stwierdzenie, że: [islam] „To wiara w Boga — najbardziej wykrystalizowany monoteizm" należy do tych kategorii, które pozostaną w sferze nie dającej szans na wzajemne zrozumienie. Trzeba to zaakceptować i przejść nad tym do porządku dziennego.

Mistycyzm prawdopodobnie należy do tej samej kategorii, chociaż może jest tu jakieś niewielkie pole do dyskusji. Czym jest owe „doświadczenie religijne" "jednia" . doświadczenie Boga przez zachwyt otaczającym nas światem? W dyskusjach z wierzącymi nieustannie powraca pytanie o „duchowość", intuicyjnie wyczuwa się, że w ich wyobrażeniu racjonalista podobny jest do starej, kościstej i intelektualnie wyjałowionej zdrowaśkami przełożonej katolickiego zakonu.

Jeśli mistycyzm czy duchowość to zachwyt nad światem, to jest o czym mówić, jeśli ma to być zachwyt nad tajemnicą jako taką i przez swoją tajemniczość prowadzić do Boga, to ja dziękuję, wolę zachwyt połączony z chęcią wyjaśnienia tajemnicy, która jak zorza polarna, po wyjaśnieniu nie traci swojego piękna. Jednak wiersz, który miał mi przybliżyć Twoje rozumienie mistyki zmierza w jeszcze innym kierunku - poszukiwań definicji naszego miejsca wśród ludzi, wydaje się wyrzekać przypisania do grupy i miejsca, żeby uznać przypisanie do Boga, o którym czytelnik dowiaduje się zbyt mało, by wiedzieć cokolwiek.

Będziemy mieli tu obszar, na którym nie zdołamy się zrozumieć, bo zapewne mój brak jakiejkolwiek potrzeby wiary może być dla Ciebie niezrozumiały, brak potrzeby tego religijnego rytuału , odczuwanie potrzeby ludzkiej wspólnoty raczej na płaszczyźnie przyjaźni i komunikacji, niż na płaszczyźnie obrzędu , wspólnoty i poczucia przynależności. Moje poczcie obcości nie jest dla mnie dolegliwością, w szczególności, że liczne przyjaźni nie pozwalają na frustrację z tytułu osamotnienia.

Z biografią Proroka Mahometa mam kłopot, nie bardzo rozumiem jak może być inspiracją i jak ją można czytać i znajdować tam cokolwiek pozytywnego. Być może patrzę na tę postać nazbyt przyziemnie, widząc w nim przede wszystkim barbarzyńskiego wojownika z moralnością dość daleko odbiegającą od tego, co współcześnie jesteśmy w stanie zaakceptować.

Wspominasz kwakrów, których historia mnie fascynowała, a których ruch kompletnie się zdegenerował. Ich historia zarówno brytyjska, jak i amerykańska była moralnie inspirująca, odstraszająca jeśli idzie o zastosowania naiwnego pacyfizmu do polityki i niezwykle pouczająca dla ekonomisty, który chciałby pokazać jak uczciwość w handlu może prowadzić do gromadzenia fortuny.

Ismail Faruqi — rozważania o relacjach między wiarą i sztuką. Kolejny obszar, na którym trudno będzie o porozumienie, bo podziwiam czasem sztukę sakralną, ale już rozważania o wpływie wiary na kształt rzeźby mało mnie poruszają. Oczywiście doskonale rozumiałem entuzjazm znajomego rzeźbiarza marzącego o tym, żeby mu pozwolono zbudować kościół od pierwszej belki do ostatniej deseczki na dachu, ołtarza, ambony i ławek dla wiernych. Faruqi zaintrygował mnie swoją inną książką „Islam i Izrael", ale już na poziomie recenzji odniosłem wrażenie, że mamy tu klasyczne zakłócenia percepcji przez wiarę.

Na nieszczęście umysł ludzki, aczkolwiek bez wątpienia jako narzędzie imponujący, ma tendencję do lubieżnego wypaczania rzeczywistości, co bez wątpienia życia nam nie ułatwia, a zbędnych konfliktów przysparza.

Alija Izetbegovic cofa nas ponownie do problemu nauka i religia, humanizm, konsekwencje etyki świeckiej. Jego krytyka etyki świeckiej i głębokie przekonanie, że nie ma moralności bez Boga, przy całym jego cywilizowanym podejściu tak do polityki, jak i do kultury, jest dla mnie bardzo trudny do zaakceptowania. Problem z nim dość podobny jak z Tariqiem Ramadanem, gładkość, za którą człowiek aż nazbyt często odnosi wrażenie jakiejś nieszczerości i potomkinowskich mostów, które wcale nie są mostami.

Oczywiście rzuciłem się na link do Charlesa Kurzmana. W moim odczuciu, jeśli jest jakaś nadzieja na zmianę kolizyjnego kursu między islamem a Zachodem, to kryje się ona właśnie w liberalnym islamie. Wyniki wyborów w Egipcie, gdzie skłócone partie liberalne dostały mniej niż 7 procent głosów, nie nastrajają optymistycznie, ale warto śledzić i popierać każdy liberalny głos.

Czy jest dziś nadzieja na muzułmański renesans? Na reformację? Z Twoich listów odnoszę wrażenie, że tonujesz lub lekceważysz niebezpieczeństwo szalejącej kontrreformacji. Ja natomiast mam wrażenie, że mobilizacja sił przeciw liberalizmowi jest w krajach muzułmańskich tysiąckrotnie silniejsza niż liberalna oferta. Fanatycy (niezależnie od ich liczebności) są zawsze bardziej aktywni, bardziej bezwzględni, bardziej zjednoczeni), liberałowie są lepiej wykształceni, ale izolowani i z natury nieskłonni do przemocy. Czy jest nadzieja na przykład w Internecie? Widzieliśmy jak szybko młodzieżowy ruch w Egipcie został przechwycony i zepchnięty ze sceny przez islamistów. Mam wrażenie, że jesteś pełen optymizmu. Podziel się nim.

M.K.

Andrzeju,

Przede wszystkim mam nadzieję, że zdrowie u Ciebie w porządku i że bieżące sprawy zbytnio Cię nie przytłaczają. Odnosząc się do różnych wątków poruszonych w Twojej odpowiedzi:

1. Jak najbardziej zgadzam się, ze „Racjonalista" to nie portal tylko „ateistyczny". Pisałem jedynie, że taki jest jego „wizerunek". Aczkolwiek była to pewnie uwaga zbyt prędka, bo badań żadnych nie robiłem, ot tylko oddawałem wrażenia moich znajomych, czy też odczucia płynące ze wzmianek o Was w innych mediach. Jak najbardziej wiem też, że prezentujecie „czterech jeźdźców" Nowego Ateizmu i w Polsce brakuje mi właśnie naszych własnych „jeźdźców". A to co lubię w Nowym Ateizmie to m.in. ten „spór metafizyczny" (możesz go nazwać inaczej, jeśli słowo „metafizyka" jakoś Cię razi), czyli spór o istnienie Boga — także ten prowadzony z perspektywy nauki. I tegoż mi w Polsce brakuje — więcej u nas jakby "sporu o Kościół (i jego rolę)", sporu bardziej oczywistego (i ze zrozumiałych względów - jako niekatolika — nie aż tak mnie zajmującego).

A że Bóg nie dał nam dowodów na swoje istnienie? I bardzo dobrze! Nie daj Boże, dałby jakieś dowody i dopiero byłby problem… Przecież one by zakwestionowały sens wiary.

2. Też lubię uczucie „obcości", braku „przynależności". Inaczej przecież nie zostałbym w Polsce muzułmaninem ;-). Choć ja to poczucie określam innymi słowami — „fajnie jest być mniejszością".

3. Zderzenie czołowe nauki z wiarą... Tak wiem, że jest taka perspektywa, iż wiara i nauka poruszają się po wspólnym torze i mogą się zderzyć. Mnie ta perspektywa jest jednak całkowicie obca. W chrześcijaństwie, o ile wiem, to obecnie domena głównie niektórych nurtów protestanckich.

Harun Yahya (Adnan Oktar) to postać dość komiczna, osobliwie popularna w różnych krajach muzułmańskich, ale nie w swej ojczystej Turcji. Oprócz kreacjonizmu jest też miłośnikiem licznych teorii spiskowych, głównie — o ile pamiętam — z masonami i komunistami w roli głównej. Jego kreacjonizm jest o tyle zabawny, że jest w zasadzie kopią amerykańskiego (nawet niektóre rysunki - chyba ktoś to wykazywał — są wzięte od Świadków Jehowy). (Bliżej mi nieznany prof. Jafri z nieznanej mi fundacji w Indiach południowych zresztą się powołuje na Haruna Yahya i też jakby kopiował amerykańskie argumenty antyewolucyjne).

Jeśli chodzi o przyrównywanie poszczególnych wersów z Koranu do teorii naukowych, to jest to kierunek, który mi nie odpowiada, ale właśnie ten kierunek bywa obierany przez myślicieli wykazujących na niesprzeczność Teorii Ewolucji i Koranu (np. interesującego pakistańskiego komentatora Koranu Ghulama Ahmada Parveza). W szczególności wskazują oni na etapowość w opisie stworzenia człowieka w Koranie i użycie czasownika sawwa (ukształtować):

15: 28-29 … Ja stwarzam człowieka z suchej gliny, z uformowanego mułu. A kiedy go ukształtuję harmonijnie i tchnę w niego z Mojego ducha ...

32: 7-9 … On zaczął stworzenie człowieka z gliny, potem uczynił jego potomstwo z ekstraktu nędznej wody. Następnie ukształtował go harmonijnie i tchnął w niego nieco ze Swojego Ducha; i dał wam słuch, wzrok i serca.....

38: 71-72 … Ja stwarzam człowieka z gliny. Kiedy go ukształtuję harmonijnie...

75: 38 … On go stworzył i ukształtował.

82: 7-8 Tego, który ciebie stworzył i ukształtował cię harmonijnie, i wymierzył proporcjonalnie — ułożył cię w takiej postaci, w jakiej chciał?

87: 2 który stworzył i ukształtował harmonijnie,

Jeśli chodzi o społeczny aspekt tej kwestii — recepcję teorii ewolucji w krajach muzułmańskich dziś, to ciekawy artykuł zacnego komentatora z Wielkiej Brytanii Ehsana Masooda. A i jest tam przywołanych kilka przykładów z historii, m.in. pisma Jahiza z VIII w.

I na koniec (w tym kilkunastu z krajów muzułmańskich), w sprawie nauczania ewolucji apel kilkudziesięciu akademii nauk.

A i jeszcze — ja będąc w Pakistanie nie ukrywałem moich poglądów na temat ewolucji (w Egipcie chyba rzeczywiście nie zdarzyło mi się o tym rozmawiać) i z rozmaitymi ateistami też tam rozmawiałem. Zaś jeśli Abdulla Rinat Muchametow nie jest wystarczająco w „głównym nurcie" (choć w kontekście islamu w Europie twórca portalu islam.ru jest bardziej w „głównym nurcie" niż jemeński salafita Zindani, którego związek z BM jest zresztą taktyczny raczej) to wystarczy wspomnieć głównego zwolennika odejścia od taqlid w ramach mazahabów i otwarcia bram idżtihadu — Muhammada Abduha. Mam nadzieję, że jest on wystarczająco w „głównym nurcie" ;-).

4. Mistycyzm. Tu na pewno potrzebna byłaby daleko idąca klaryfikacja pojęć. Po pierwsze mistycyzm islamski to raczej nie jest „doświadczenie Boga przez zachwyt otaczającym nas światem" (aczkolwiek być może dałoby się tak interpretować doktrynę wahdat ul-wudżut ibn Arabiego — czy to jego masz na myśli pisząc o mistycyzmie?), tym bardziej pojęcie „jedni" chyba bliższe jest monizmowi. Po drugie nie do końca rozumiem analogii z przełożoną zakonu. Jak pisałem sens życia nie jest dla mnie związany z religią, także i „duchowość" (którego to pojęcia w ogóle nie cierpię) zaś nie wydaje mi się, iżby miała się wiązać tylko z wymiarem religijnym, a osoby niewierzące miałby być jej pozbawione. „Duchowość" (jakkolwiek by jej nie rozumieć) może przecież mieć i swoje miejsce w sztuce i też w kontemplacji przyrody, jak zaznaczyłeś.

W ogóle jeśli moją odpowiedź na pytanie o rozumienie islamu, odebrałeś jako jakąś krytykę ateizmu, to musiałem coś nieprecyzyjnie napisać, za co przepraszam. W ogóle nie chciałem się o poglądach nie-wierzących (czy też nie-muzułmanów) wypowiadać.

Jeśli chodzi o literaturę, a szczególnie poezję, to wydaje się ona kluczowa do rozumienia świata muzułmańskiego, w szczególności zaś Rumi, narodowy poeta czterech krajów. Niestety wiele z tekstów Mevlany na polski nie przetłumaczono, ale trochę jest on-line. Jeśli chodzi o mistycyzm muzułmański (sufizm), to nic zwięzłego on-line mi teraz do głowy nie przychodzi. Może po prostu klasyka: Annemarie Schimmel „Mystical Dimensions of Islam"?

5. „Najbardziej wykrystalizowany monoteizm" — być może taki przypis tu pomoże wyklaryfikować: chodzi o porównanie doktryny „tawhidu" z koncepcją Boga w judaizmie (na ile ją rozumiem — Boga bardziej osobowego) i w chrześcijaństwie (w większości nurtów koncepcji trynitarnej — choć były też ciekawe ruchy anty-trinitarne, np. Bracia Polscy). Może takie porównawcze wyjaśnienie religioznawcze jest bardziej zrozumiałe.

Przy tym — brak potrzeby wiary nie jest dla mnie niezrozumiały — pamiętaj, że przez ładnych kilka lat swojego dojrzałego życia byłem niewierzący. Co więcej, nie zamierzam nikogo do tej wiary przekonywać.

6. Dyskusja wokół konkretnych książek, które wspomniałem:

a. Można widzieć Mahometa jako wojownika, z tym że był to kiepski wojownik: kilka bitew (w których raczej nie brał bezpośredniego udziału w walce), więcej traktatów, a gros podbojów arabskich dokonanych przez późniejszych władców. Jakby go zestawić np. z Czyngiz Chanem nie wygląda to ciekawie, a jednak jego dziedzictwo cokolwiek więcej dziś znaczy. Głębiej trudno dyskutować — do tego trzeba by się odnieść do jakiejś prezentacji biografii Proroka — jest zresztą kilka wartościowych pozycji orientalistycznych po polsku np. Rodinsona, czy Cooka i przede wszystkim Gaudefroy-Demombynesa.

b. Faruqi. Tak był Palestyńczykiem i pewnie dzieckiem swych czasów, ale — jak pisałem - umieszczenie przeze mnie jakiejś książki na liście „nie znaczy … że poglądy … autora, na przykład te wyrażane w innych dziełach, są mi w 100% bliskie". Natomiast w przywołaniu w jednym zdaniu „wiary i sztuki" bynajmniej nie chodziło mi o sztukę sakralną. Raczej o to, że sztuka i jej przeżywanie jest wymiarem funkcjonowania człowieka w jakimś stopniu podobnym do wiary i jej przeżywania (tak samo zresztą jak przeżywanie uczuć - przyjaźni, czy miłości). A jeśli chodzi o wypaczanie percepcji przez wiarę, to różne zestawy poglądów mogą do takiego wypaczenia prowadzić. Także są i ateiści, którzy temu ulegają. Bo umysły wszyscy mamy takie same.

c. Izetbegović. Jak napisałem nie jego poglądy na etykę na mnie zrobiły wrażenie, a na cywilizację anglosaską. Z „wrażeniem nieszczerości" trudno mi polemizować, bo z wrażeniami polemizować się nie da ;-). Natomiast jeśli chodzi o etykę, tu miałbym jedno pytanie generalnie będąc przeciwnego zdania niż Izetbegović: moralność bez religii jest według mnie jak najbardziej możliwa (przywoływałem już w naszej korespondencji Nurcholis Majida, zresztą jego tekst na ten temat jest u Kurzmana).

A więc: istnieją rozmaite etyki świeckie, która jest Tobie bliska?

d. Liberal islam (zwany też z amerykańska Progressive Islam) — ze wspomnianych przeze mnie zaliczani do niego bywają też Sardar, Azad, Sorush, Fazlur Rahman, Abu Zayd, Mahmud Taha czy Shahrour. Skoro Ciebie zainteresował: Liberal islam, podaję inne linki: http://www.omidsafi.com/, http://altmuslim.com/, http://islamlib.com/en. Pamiętaj jednak, że to jest nurt raczej teologiczny, niż polityczny i wielu liberałów w sensie politycznym się z nim by nie utożsamiało, zaś zwolennicy tego nurtu są zwykle dość na lewo politycznie.

7. Tak jestem optymistą, w ogóle co do licznych spraw. Ale czy optymizmem można się podzielić? To chyba nastawienie do świata trudno przeszczepialne. A jeśli chodzi o świat muzułmański:

a. Pojęcia „renesans", „reformacja", „kontrreformacja", są zapożyczeniami i nie są moim zdaniem dobrymi kategoriami opisu. Np. „Renesans islamu" Mez użył jako tytułu książki dotyczącej wydarzeń sprzed tysiąca lat… Choć jeśli Ciebie to bliżej interesuje, to polecam ciekawą dyskusję o „reformie" islamu.

b. Jeśli ja coś widzę szalejącego w krajach Bliskiego Wschodu dziś, to jest to Arabska Wiosna.

c. Liberalizm w wąskim sensie w nielicznych krajach na świecie jest znaczącą opcją polityczną. Na ogółu są to zacne, ale małe partie. Natomiast szerzej - liberalno-demokratyczna kultura polityczna — rozwija się w krajach muzułmańskich całkiem dobrze. Taką transformację w 1998 r. przeszedł największy kraj muzułmański — Indonezja. Demokratyczne — mimo rozmaitych problemów — są też: trzeci Bangladesz (od 2007 r.), czwarty Egipt właśnie się demokratyzuje, dalej demokratyczna jest szósta Turcja (po serii puczów wojskowych) i dalej idąc listą największych mamy kolejne przypadki. Zaś największym wrogiem demokracji nie są reżimy religijne (raptem kilka, jak Arabia Saudyjska, czy Iran), ale liczne nadal autorytaryzmy świeckie. Proces tworzenia kultury demokratycznej mógłby oczywiście postępować szybciej, ale — jak porównamy z transformacją demokratyczną w np. Ameryce Łacińskiej swego czasu — nie wydaje mi się, aby były tu jakieś dramatyczne różnice.

d. Gdzie szukać źródeł optymizmu? Polecam sztukę: i film, i powieść, i muzykę, i sztuki wizualne — warto po prostu śledzić to, co jest dostępne z krajów muzułmańskich nawet w Polsce i to czytać, oglądać, słuchać...

Pozdrawiam i ponownie życzę zdrowia

Maciek

A.K.

Maćku,

Kolejna przerwa i list pisany w pośpiechu, czego nie lubię, bo ta rozmowa ma sens jeśli jest prowadzona z możliwością namysłu i uwzględnianiem obszarów, na których porozumienie jest szczególnie trudne, ze względu na odmienną wrażliwość. Całe pole mistyki jest dla mnie tak strasznie obce, że lepiej, żebym się na ten temat nie odzywał, bo z konieczności będę mówił jakieś głupstwa. Na religię patrzę okiem socjologa, a więc bardzo zewnętrznego obserwatora.

Wczoraj strasznie dużo czasu poświęciłem na tekst młodej autorki, która napisała długaśny artykuł o Hobbesie i jego wizji państwa. Najwyraźniej irytowała ją idea państwa postrzeganego niemal wyłącznie jako instytucji chroniącej nas przed anarchią. Poleciłem jej ostatnią książkę Stevena Pinkera The Better Angels of Our Nature: Why Violence Has Declined. Wyniki jego długoletnich badań ostro kontrastują z naszymi odczuciami. Oczywiście nasze odczucia na temat rozmiarów przemocy w naszym świecie są produktem nowoczesnych mediów, błyskawicznie dostarczających nam informacji o aktach przemocy w dowolnym punkcie naszego globu. Mamy tu sporą dozę tendencyjności w tym informowaniu, ale nie w tym rzecz. Przy tym nieustannym gradzie informacji o koszmarnych czynach ludzkiego gatunku, trudno nam pogodzić się ze stwierdzeniem, że w życiu społecznym jest coraz mniej przemocy. A jednak, w społeczeństwach pierwotnych, mężczyzna, który nikogo nie zabił nie jest mężczyzną. Wizja stanu naturalnego prezentowanego przez Hobbesa jest dziś doskonale potwierdzona, a koncepcja „dobrego dzikusa" Jean-Jacques Rousseau całkowicie zdyskredytowana.

Tę centralną rolę państwa chroniącego przed anarchią niezwykle lapidarnie podsumował wiele lat temu amerykański socjolog Mancur Olson, pisząc, że stacjonarny bandyta jest po stokroć lepszy od ruchomego, który gwałcił, rabował, palił i mordował, podczas gdy stacjonarny może cię traktować jako pewien zasób.

Historia religii jest niezbywalną częścią historii rozwoju społecznego, religie wzmacniały więź społeczną i władzę suwerena chroniącego przed anarchią. Poszukiwanie genu czy genów Boga nie przyniesie zapewne pozytywnych rezultatów, ale fakt istnienia jakiejś religijności we wszystkich formach społeczeństwa wcale nie musi dziwić, zgoła przeciwnie, wydaje się być naturalną konsekwencją pojawienia się gatunku Homo sapiens. Zwierzę zdolne do stawiania abstrakcyjnych pytań, a nie posiadające narzędzi pozwalających na poszukiwanie odpowiedzi, musiało odkryć metafizykę (jakkolwiek będziemy ją sobie definiowali).

Zapewne na długo przed pojawieniem się państwa, religia klanu i plemienia dawała jakąś ochronę przed chaosem i to zarówno w sensie tworzenia więzi i struktur organizacyjnych zmniejszających poziom agresji wewnątrz społeczności, jak i scalających społeczność w kolektywny system obronny przed innymi społecznościami. „Lepsze" religie nie tylko pozwalały przetrwać, ale i podbić wyznawców „gorszych" religii.

Psycholodzy ewolucyjni, wiedząc coraz więcej o społecznościach zbieracko-myśliwskich, spekulują o początkach religii i spekulują coraz ciekawiej. W rewolucyjnym tempie rozwija się nasza wiedza o mózgu, ale również nasz wiedza o naszych zwierzęcych kuzynach. O ile szympans jeśli idzie o narzędzia jest na etapie pięściaka (którego musi znaleźć, bo obrobić kamienia już nie potrafi), o tyle jego inteligencja społeczna i skomplikowane techniki budowania koalicji pozwalają na pisanie szekspirowskich dramatów.

Pytasz o moją etykę świecką. Jeździ ze mną po świecie wydana w 1956 roku w bibliotece „Po prostu" broszurka z tekstem Tadeusza Kotarbińskiego „Sprawy sumienia". Kotarbiński, Ossowscy i inni świeccy myśliciele, z których myślą spotykałem się w młodości, wyprowadzali uniwersalne zasady etyczne raczej z filozofii, sięgając głównie do myśli greckiej. Dziś znacznie bliższe są dla mnie poszukiwania psychologów ewolucyjnych poszukujących źródeł altruizmu i tego co nazywamy wartościami moralnymi w biologii i w ewolucji właśnie. Już Kropotkin spierał się z Darwinem o obecność altruizmu w naturze. Dla Darwina okrucieństwo natury było przerażające. Bez wątpienia trudno zaakceptować „dobrego Boga" tworzącego naturę będącą bezlitosnym łańcuchem pokarmowym, tworzącego osę składającą jaja w żywej gąsienicy, czy owada składającego jaja w ludzkim oku. Bezmiar okrucieństwa natury przeczy idei dobrego Stwórcy. Im bardziej jednak rozwinięte zwierzę tym częściej spotykamy wbudowaną w jego naturę opiekuńczość wobec młodych, skłonność do kooperacji (która sama w sobie z moralnością nie ma nic wspólnego, ale wydaje się być elementem fundamentu pozwalającego na empatię). Badania nad zwierzętami pokazują nam zdolność do przyjaźni, dzielenie się żywnością, poczucie sprawiedliwości. To dobro pochodzące z natury wydaje mi się znacznie ciekawsze, od tego pochodzącego od Boga, badania nad neuronami lustrzanymi są dla mnie po stokroć ciekawsze od badań nad Biblią czy Koranem. Książka Sama Harrisa o tym, czy nauka może badać, a nawet wskazywać dobro jest dla mnie ciekawsza od rozważań teologów.

Jednak świecka moralność, ani ta, której szukamy u filozofów, ani ta, którą próbujemy odkryć studiując biologię i nasz mózg, nie ma jednoznacznego i uniwersalnego kodeksu. Biblijny dekalog rozpoczyna się od słów, które mnie odrzucają - Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Na tym etapie mówię dziękuję, gdyż pierwsze przykazanie ogranicza wartość wszystkich pozostałych. Interpretujący dekalog nagminnie pozwalali okłamywać, okradać, gwałcić i zabijać tych którzy mieli „innych bogów". A jednak dekalog informuje nas o człowieku tęskniącym do świata bez chaosu. Wskazuje na pewne wartości uniwersalne, które od żadnego boga pochodzić nie muszą. Jest taka książka Matta Ridleya O pochodzeniu cnoty. Biolog, świetny popularyzator nauki, prezentuje spojrzenie psychologii ewolucyjnej na moralność i pochodzenie dobra, ale Matt Ridley ma jeszcze jedną pasję, a jest nią handel. Śledzi jak Homo sapiens odkrył ekumenizm racjonalizmu, większej opłacalności wymiany niż rabunku. Na dłuższą metę życzliwość przynosi stokrotnie większe zyski od egoizmu.

Tyle o mojej etyce świeckiej. Czy religie zachęcają do życzliwości, czy zgoła przeciwnie? Jeszcze 30-40 lat temu słuchając wiadomości częściej dowiadywałem się o zbrodniach motywowanych politycznymi ideologiami niż religijnymi. Dziś radykalnie nasiliły się statystyki zbrodni popełnianych pod wpływem indoktrynacji religijnej. Jaki wpływ mają tu systemy oświatowe?

Stosunek islamu do ewolucji to istotny wycinek pytania o zapaść cywilizacyjną muzułmańskiego świata i o strategie wychodzenia z tej zapaści. Przekonujesz mnie, że islam nie ma wrogiego stosunku do teorii ewolucji. Podejrzewam, że możemy prowadzić jałowy spór. Islam nie ma papieża, nie istnieje żadna jednolita nauka islamu i przy pomocy wypowiedzi tego czy innego duchownego możemy podpierać dowolne tezy. Problem polega na jakości szkół, na treściach w podręcznikach szkolnych, na jakości uniwersytetów. Tu zapewne łatwiej ustalić fakty dotyczące wpływu instytucji religijnych na system edukacyjny, ustawiczne priorytetowanie w oświacie indoktrynacji religijnej przed nauczaniem o stanie nauki, nieobecność lub wyłącznie krytyczna prezentacja tych tez współczesnej nauki, które owym instytucjom wydają się groźne dla wiary. Drenaż najlepszych umysłów z muzułmańskiego świata to czubek góry lodowej efektu owej zapaści cywilizacyjnej, stan oświaty od przedszkola do uniwersytetu i wykorzystywanie instytucji oświatowych raczej dla szerzenia fanatyzmu niż dla szerzenia wiedzy, to prawdziwy dramat, który chwilowo wydaje mi się bez wyjścia.

Mam nadzieję, że jestem w błędzie, ale patrząc na zdjęcia kolejnych roczników absolwentów uniwersytetu w Kairze, na których studentki zmieniają się w postaci w czerni, kiedy patrzę na zmieniający się wygląd ulic Istambułu, nie mogę doszukać się elementów skłaniających do optymizmu.

Serdeczności

Andrzej

M.K.

19 kwietnia 2012 19:47 Maciej Kochanowicz

Andrzeju,

Bardzo przepraszam za brak kontaktu. Dopadły mnie różne sprawy rodzinne (choroby dzieci, rodziców, niespodziewane wyjazdy) i zawodowe (jakieś piln