Jak czytamy na stronie Wolna Palestyna:

"Ze względu na popularność IAW (Israeli Apartheid Week), który odbywa się już siódmy rok z rzędu, jego organizatorzy wydłużyli okres jego trwania, by umożliwić wzięcie w nim udziału uczestnikom z różnych regionów o różnych harmonogramach imprezy.

Jak pisze witryna IAW, tym razem impreza będzie trwała od 7 do 20 marca na całym świecie, i od 21 do 26 marca w Wlk. Brytanii.

Oczekuje się, że Izrael będzie musiał stawić czoła międzynarodowej krytyce przed i podczas trwania imprezy."

Oczywiście pojawia się pytanie — dlaczego tylko Izrael ma stawiać czoła, czy kłamstwo musi być zwalczane wyłącznie przez tych, którzy są szkalowani? Kłamstwo jest szkodliwe niezależnie czy dotyczy mnie, czy kogoś innego, człowiekowi szkalowanemu wyrządza bezpośrednią krzywdę, człowieka postronnego oburza, a jeśli nie oburza, niszczy jego psychikę.

Izrael leży w samym środku wielkiego arabskiego świata tak daleko od nas, tak mało kogokolwiek interesuje, w końcu to semici i to semici, co nas to obchodzi? Kibice mają swoje kluby, więc jeśli krzyczą coś o Żydach, to jest  to tylko taka tradycja, folklor można powiedzieć.

Apartheid mocne słowo, pamiętamy je z Republiki Południowej Afryki. To ten kraj, w którym w roku 1993 polski emigrant Janusz Waluś powodowany rasizmem zastrzelił czarnoskórego polityka Chrisa Haniego. W okresie stanu wojennego spora grupa polskich emigrantów trafiła do RPA, wielu z nich podjęło pracę w policji.

Ktokolwiek czytał biografię Mahatmy Gandhiego, autobiografię Nelsona Mandeli, książki Nadine Gordimer, ten wie mniej więcej co oznaczało słowo apartheid. Ciekawe co też ludzie, którzy walczyli z prawdziwym apartheidem, sądzą o nazywaniu w ten sposób ustroju w Izraelu.

Rhoda Kadalie, z RPA, która nie tylko doświadczyła apartheidu, ale i narażała się walcząc z tym obrzydlistwem, z jakiegoś powodu twierdzi, że Izrael nie jest państwem apartheidu, że apartheid to były dyskryminujące prawa zakazujące czarnym siadania na ławkach w parku, zabraniające czarnym dostępu do szkół, do niektórych dzielnic, zakazujące małżeństw między ludźmi o różnym kolorze skóry. Jakoś tej czarnej aktywistce na rzecz praw człowieka z apartheidem Izrael się nie kojarzy. Jej zdaniem: 

„Izraelskie szkoły, uniwersytety i szpitale nie robią różnic między Żydami i Arabami. Obywatel, który jest Arabem, który występuje ze sprawą do izraelskiego sądu ma gwarancję, że sprawa będzie rozpatrywana w oparciu o dowody, a nie pochodzenie etniczne. Tak nigdy nie było w apartheidzie."

Apartheid ma długą historię, wśród bojowników walki z apartheidem bodaj najbardziej znany jest Martin Luther King , Jr., który pisał:

"Pokój dla Izraela oznacza bezpieczeństwo, musimy z pełnym zdecydowaniem opowiedzieć się za osłoną jego prawa do istnienia i jego terytorialnej integralności. Uważam Izrael, i nie obawiam się tego głośno powiedzieć, za jeden z wielkich filarów demokracji w świecie, wspaniały przykład tego co można osiągnąć, jak pustynia może być zmieniona w oazę braterstwa i demokracji. Pokój dla Izraela oznacza bezpieczeństwo i to bezpieczeństwo musi być realne. (A Testament of Hope: The Essential Writings of Martin Luther King Jr., HarperCollins 1991, pg. 670)

O.K. czasy się zmieniły zapomnijmy o tym jak definiowano apartheid w Ameryce i w RPA, spójrzmy na dzisiejszy Izrael.


Simon Deng stoi w środku.

Simon Deng, Sudańczyk, który jako dziecko był niewolnikiem, też nie jest pewien, czy Izrael na pewno jest państwem apartheidu. Wręcz pisze, że nie jest: 

„Wiem o tym, gdyż piszę te słowa z Jerozolimy, gdzie widziałem arabskie matki spokojnie spacerujące ze swoimi rodzinami — chociaż również jechałem po izraelskich drogach osłoniętych murami i płotami przed arabskimi kulami i kamieniami. Wiem, że Arabowie chodzą do izraelskich szkół i mają najlepszą opiekę medyczną na świecie. Wiem, że mają prawo głosu i swoich przedstawicieli w izraelskim parlamencie. Widzę nazwy ulic po arabsku, który tu jest urzędowym językiem. Nic z tych rzeczy nie było w systemie apartheidu Południowej Afryki biskupa Tutu."

Biskup Tutu nie został tu wymieniony przypadkiem. W odróżnieniu od Rhody Kadalie, dobry biskup Tutu odnalazł podobieństwa między znanym mu dobrze apartheidem w RPA a systemem politycznym w Izraelu. Simon Deng twierdzi, że jego kraj, Sudan, zapewne znajduje się na czele listy państw, które mają prawa apartheidu i prosi, aby nie porównywać cierpień Palestyńczyków do cierpień jego narodu.

„Dziś — pisze — czarne dzieci są w Sudanie niewolnikami, jest to ostanie miejsce w Afryce, gdzie ludzie są posiadani przez innych ludzi…"

Simon Deng nie rozumie, dlaczego w tej sprawie nie słychać głosu biskupa Tutu. 

"Rzeź, ludobójstwo i niewolnictwo dręczą dziś Afrykę. Gdzie pan jest w sprawie Sudanu, biskupie Tutu? Jest pan zajęty walką z izraelskim państwem. Dlaczego? " (The Jewish Advocate, Nov. 16, 2007)

Miało być o dzisiejszym Izraelu, a cofnęliśmy się o całe cztery lata. To jest najwyraźniej próba odwracania uwagi. Ten Sudańczyk jest zdecydowanie stronniczy i próbuje upiec przy tym ogniu swoją pieczeń. Ja też bywam stronniczy i wyraźnie ciągnie moją uwagę w inną stronę niż wielu moich rodaków. W Internecie mój wzrok przyciągnęła strona ze zdjęciem pokazującym meczet Al.-Aqsa będący tłem Ściany Płaczu. Napis na zdjęciu głosił: „Reprezentujemy umiarkowanych muzułmanów działających na rzecz demokracji i wolności na Bliskim Wschodzie." Podpis: British Muslims for Israel.

Badania nad procesami emocjonalnymi i kognitywnymi niemowląt prowadzi się mierząc, ile uwagi niemowlak poświęca jakiemuś bodźcowi. Nie inaczej jest z młodzieżą i dorosłymi. Im bardziej ich coś interesuje, tym dłużej na to patrzą. Tak czy inaczej, ci muzułmanie zatrzymali moją uwagę na dłuższą chwilę.

"My, Brytyjscy Muzułmanie dla Izraela jesteśmy przekonani, że dialog wokół Izraela staje się coraz bardziej durny i zwracający się coraz gwałtowniej przeciw jedynej demokracji na Bliskim Wschodzie.

Jesteśmy przekonani, że kampania delegitymizacji Izraela, tak zwana akcja 'Solidarności z Palestyną'" reprezentuje wyłącznie prywatę i nienawiść do Izraela. Te grupy okazywały poparcie dla Hamasu, organizacji prześladującej palestyńską ludność w Gazie, której statut wzywa do mordowania Żydów i popularyzuje islamistyczna ideologię- ideę, która kładzie kres wszelkiej nadziei na wolność i demokrację, na swobodę jednostki, niezbędnych dla pokoju i rozwoju."

A ci skąd się wzięli? Pewnie jakiś żydowski podstęp i rzucanie piaskiem w oczy. Poszukiwanie podobnych grup muzułmanów w innych miejscach na świecie wcale nie jest jednak skazane na klęskę.

Być może warto zatrzymać się na chwilę przy stronie internetowej Amerykańskiego Islamskiego Forum na Rzecz Demokracji.

W swojej prezentacji piszą, że ich misją jest obrona fundamentalnych zasad konstytucji Stanów Zjednoczonych, swobody i wolności , poprzez rozdział meczetu i państwa. Piszą również, że są jedną z najbardziej znaczących organizacji muzułmanów w Stanach Zjednoczonych.

Nie wiem, różne badania dają nieco odmienny obraz. Zainteresowanie demokracją i jej wartościami w środowiskach imigrantów z krajów muzułmańskich wydaje się być ograniczone. Na domiar złego zwolennicy demokracji szybko asymilują się i przestają być aktywni w środowiskach swoich rodaków. Czasem możemy również pomylić ogładę z umiarkowaniem. Pupilem zachodnich mediów jest muzułmanin urodzony w Szwajcarii Tariq Ramadan, który do umiarkowanych nie należy, ale żeby to zrozumieć, trzeba słuchać długo i uważnie, bo doskonale wie, co chcemy usłyszeć i doskonale umie zaspokoić potrzeby zachodnich słuchaczy.

Jeszcze piękniejszym przykładem człowieka, którego uznawano za wzór umiarkowanego muzułmanina, jest jeden z czołowych przywódców Al-Kaidy, szejk Al-Awlaki.

Urodził się w Stanach Zjednoczonych, gdzie jego ojciec był pracownikiem naukowym na Uniwersytecie w Minnesocie. Rodzina powróciła do Jemenu, gdyż ojciec został ministrem rolnictwa w rządzie jemeńskim. Al.-Awlaki wrócił na studia do USA i zdobył kwalifikacje inżyniera, a po studiach został duchownym muzułmańskim. Bezpośrednio po zamachu 11 września 2001 roku, „New York Times" przeprowadził z nim wywiad, aby dowiedzieć się czegoś o stanowisku umiarkowanych muzułmanów. W prasie amerykańskiej nazywany był „budowniczym mostów między islamem i Zachodem".

Wiadomo, że Al.-Awlaki miał ogromny wpływ na rekrutowanie do politycznego islamu mieszkających na Zachodzie i w dużym stopniu zasymilowanych muzułmanów. Obecnie mieszkający w Jemenie duchowny uważany jest za jedną z najgroźniejszych postaci w kierownictwie Al.-Kaidy.

Kiedy studiujemy stronę internetową Amerykańskiego Islamskiego Forum na Rzecz Demokracji i wydawany przez Al.-Awlakiego „Inspire", angielskojęzyczny magazyn Al-Kaidy, znajdujemy się w dwóch różnych światach, które teoretycznie odwołują się do tej samej religii, lecz wywodzą z niej całkowicie odmienne systemy wartości.

Wiele książek i artykułów napisano, próbując zrozumieć mechanizmy odwołującego się do nienawiści politycznego islamu. Głęboka frustracja spowodowana zapóźnieniem cywilizacyjnym tworzy bez wątpienia mechanizm błędnego koła, ciągłe zagrożenie tożsamości oraz poczucie alienacji inteligencji tych społeczeństw, która albo decyduje się na ucieczkę z własnej kultury, albo na przewodzenie fanatyzmowi. Równie trudne, albo trudniejsze jest zrozumienie szukających pociechy w nienawiści tak wielu przedstawicieli cywilizacji zachodniej.

Dlaczego tak często mamy kłopoty z uwierzeniem w to, co niektórzy ludzie mówią i piszą na temat Izraela? Dlaczego przesądy na temat Żydów są integralną częścią cywilizacji europejskiej od jej zarania? Skąd wzięła się skłonność do dawania wiary w rytualne zabijanie chrześcijańskich dzieci na macę i jak wiele z tej trwającej przez stulecia gotowości uwierzenia w każdą plotkę na temat Żydów pozostało w mentalności społeczeństw europejskich do dnia dzisiejszego? Dlaczego artykuł w bulwarowym szwedzkim piśmidle o rzekomym zabijaniu Palestyńczyków, żeby pobrać od nich organy, obiegł cały świat i był niezliczone razy cytowany pod hasłem: „prasa szwedzka informuje"? Dlaczego wreszcie … no właśnie, może zatrzymamy się raczej przy jakimś konkretnym przypadku. Kto chce, może wbić w wyszukiwarkę hasło: „Tydzień izraelskiego apartheidu". Pierwsza strona z długiej listy: „Stop Syjonizmowi". Teksty: Przedsiębiorstwo Holocaust, Holo propaganda, Mit holocaustu, Ręka w rękę z Hitlerem, Słowiańskie niewolnice w rękach żydowskich panów, Korzenie współczesnego żydostwa, Judeofaszyzm… i tak bez końca. Szpital wariatów? Zapewne, kolejne strony stopniowo przechodzą w łagodniejsze formy schizofrenii.

Podróże po podobnych stronach w innych językach pokazują, że i na tym polu niczym szczególnym się nie wyróżniamy.

Tegoroczny „Tydzień izraelskiego apartheidu" zaznaczyły dwa wydarzenie: mord rodziny Fogel, który miał miejsce w osadzie izraelskich osadników Itamar, i narodziny arabskiej dziewczynki w tej samej żydowskiej osadzie.

O tym drugim wydarzeniu czytałem w doniesieniu za dzisiejszym Ynet na stronie internetowej CIFwatch. Ciekawa strona koncentrującej się na antysemickich wypowiedziach brytyjskiego „Guardiana". Tym razem  jednak, autorzy strony przewidują, iż „Guardian" nie poinformuje swoich czytelników o tym , że „ekstremiści" z tej samej osady właśnie teraz, tuż po tym strasznym mordzie,  uratowali rodzącą palestyńską kobietę i jej dziecko.

Zaledwie kilkadziesiąt metrów od domu, w którym zebrali się żałobnicy po piątkowym mordzie, pod przychodnię gwałtownie podjechał samochód, w którym wojskowi paramedycy zobaczyli młodą, owiniętą kocem kobietę. Kobieta rodziła dziecko, ale pępowina owinęła się wokół szyi noworodka i zaczęła je dławić. Błyskawiczna akcja paramedyków uratowała sine już dziecko. Główną rolę przy porodzie i przywracaniu życia dziecku odegrał dziewiętnastoletni kapral Haim Levin.

Kierujący przychodnią Gadi Amitu, poinformował, że nie jest to pierwszy raz, kiedy udziela się pomocy potrzebującym Palestyńczykom. „Wiedzą, że mamy tu zespół fachowych medyków i w razie wypadku, czy zranienia przyjeżdżają po pomoc."

W doniesieniu czytamy, że grupa Palestyńczyków z sąsiedniej wioski Nabi Salah zebrała się wokół  medyków, dziękując i mówiąc, że dziewczynka będzie miała na imię Jude.

Na marginesie tego „światowego tygodnia nienawiści do Izraela" i na marginesie tego mordu czytałem wiele wypowiedzi świadczących o tym, że nienawiść zabija rozum i zdolność myślenia. Narodziny tego arabskiego dziecka wydają się być głębszym symbolem niż wszystko inne. Nie zmienią świata, nie zmienią poglądów cieszących się swoją głęboką nienawiścią. Może niektórym pozwolą zatrzymać dłużej uwagę na informacjach o tych muzułmanach, którzy poszukują innej drogi do pokoju, niż tej, która obiecuje, że drzewa i skały wydadzą ostatniego ukrywającego się za nimi Żyda.


Kapral Levin z małą Jude: "To było niesamowite uczucie,
trzymać w ramionach właśnie narodzoną dziewczynkę
 i wiedzieć, że w tym potwornie  złożonym świecie
zrobiliśmy coś dobrego."