Czasy straszne, a będzie jeszcze gorzej, jak tu życzenia noworoczne składać. W moim miasteczku, które do zamożnych nie należy (zgoła przeciwnie, ubogo tu i jakby bez perspektyw), ponuro jak w całym kraju. Pracy na miejscu tyle co na lekarstwo, a jednak coraz więcej ludzi się buduje, nawet ci, co mieszkają w komunalnych blokach, kupują samochody i coraz częściej stoją przed poważnym dylematem czy kupić butelkę wódki, czy raczej zachować pieniądze na benzynę. Straszliwy konsumeryzm zaczyna ludzi od alkoholu odciągać, a i na tacę mniej chętnie dają. Konsumpcja usług edukacyjnych też wzrosła, co też stanowi poważne zagrożenie dla tradycyjnych wartości chrześcijańskich, bo młodzi jakby mniej chętnie do kościoła chodzili, a już tego co o proboszczu mówią to lepiej nie słuchać. Nie można powiedzieć, żeby kościół opustoszał, ale pielgrzymki nie takie jak dawniej bywało i z tej strasznej Europy okrutny przykład idzie. Najstraszniejsze rzeczy opowiadają ci, co to z Irlandii na święta przyjechali. Tam ludzie żadnego szacunku dla kapłanów nie mają i w oczy im mówią co o nich myślą. Czas apokalipsy i rezygnacji biskupów, którym za wierną służbę tak paskudnie ludzie dziękują.

Wiele wskazuje na to, że w całej Polsce jest podobnie, wszędzie ludzie zły przykład z tej Europy widzą, więc biskupi postanowili powiedzieć w Boże Narodzenie co o tej Europie myślą. W dniu narodzin Pana Naszego Jezusa Chrystusa, krytycznie się biskupi wyrazili o zapłodnieniu pozaustrojowym, które do niczego dobrego nie może prowadzić. Wszyscy widzimy, do jakich to ponurych konsekwencji wiedzie.

Nowy prymas Polski powiedział nam, że "chyba nigdy życie dzieci, godność i rozwój nie były tak bardzo zagrożone jak właśnie dziś". Doprawdy straszne czasy idą. Nigdy jeszcze ten konsumeryzm tak dzieciom nie zagrażał jak obecnie. Dowiedzieliśmy się, że nowe możliwości nie respektują praw Boga i niosą ogromne zagrożenia. Po bożemu było, żeby dzieci rodziły się z gwałtu i po wódce i kiedy ludzie w kościele szukali jakiejś pomocy przed koszmarem życia. Nie dość, że dziś rodzice odważają się planować dzieci jak zakup jakiegoś przedmiotu, zastanawiają się czy ich stać i na kołyskę, i na wózek, i na własny pokój, i na wykształcenie dziecka, z bożym planem się nie godzą, to jeszcze kiedy natura nie pozwala im na posiadanie dzieci, naturę gwałcą.

Powiedział nam nowy prymas, że "człowiek XXI wieku chce być samowystarczalny, chce być panem swojego przeznaczenia i wyłącznym sprawcą wszystkich swoich sukcesów. Dlatego nie dopuszcza do głosu Boga".

Inny pasterz, biskup Stanisław Stefanek, wykpił ruchy feministyczne, które nazwał „sponiewieraną kobiecością", zarzucając im grzech popierania sztucznego zapłodnienia.

Doprawdy straszne to czasy. Na słowa prymasa (i innych pasterzy Kościoła) butnie odpowiedziała jedna z naszych czytelniczek:

Prymasie, my nie tylko dopuszczamy Boga do głosu , my go nawet błagamy o głos, a on milczy i tylko wy „urzędnicy Boga" za niego gadacie, zaś lekarze po nim poprawiają. Mamy XXI wiek; technikę, superkomórki, telewizory, a nawet in vitro, a wy ciągle przy tych dwóch patykach majstrujecie. (...) Kler jest autorytetem dla ludzi, którzy „używają głowy nie do myślenia, lecz do potakiwania".

Gdyby nie ta Europa, to nikt by w katolickim narodzie na takie słowa się nie odważył. Na smarkaczy byłby bat, a nie żeby do nich ludzie listy z gratulacjami pisali. Trzeba strzec moralności przed zarazą dzieci chcianych i kochanych, bo to widać co z tego może wyrosnąć. Czy takie dziecko z probówki Matkę Boską uszanuje?

Dzisiaj młodzi języków się uczą, po świecie jeżdżą, komputery mają, internet prawie w każdym domu, cały czas konsumeryzm i zły przykład. Bo co oni z tego Zachodu przywożą? Opowieści o pustych kościołach, o ludziach żyjących bez Boga, bez żadnego sensu, w pogoni za materialnymi dobrami.

Co nam przyniesie najbliższy rok i następne? Jakich klęsk, jakich nieszczęść możemy się spodziewać? Czy doczekamy tego, żeby jak w Irlandii seminaria były bez kandydatów, żeby klasztory trzeba było sprzedawać na odszkodowania, albo tego, żeby było jak w Szkocji, gdzie kościoły idą pod młotek z braku wiernych?

Kościoły, w których przez stulecia odbywały sie śluby i chrzczono dzieci, w których ludzie modlili się o poprawę swego losu, teraz są zamieniane na hotele i kawiarnie. Jest jeszcze gorzej — w Inverness, na dalekiej północy Szkocji kościół zamieniono w antykwariat. Spójrzcie sami, komu może być potrzebny taki wielki antykwariat? Jakie szatańskie siły pozwalają utrzymać się tej pozbawionej wszelkiego ducha, wszelkiej duchowości książnicy w byłym Domu Bożym? Czy to jest przyszłość, która czeka polskie kościoły?

Konsumeryzm za to winić trzeba, bo najpierw komputer i internet, samochód, pralka, lodówka, a potem ich wykształcone dzieci z nudów po książkę zaczynają sięgać. Czy takiej Polski chcemy, czy o taką Polskę walczyliśmy? Dawniej bywało, że dziecko boso do kościoła przychodziło i trzeba było chudzinę wyganiać, żeby Bogu tymi bosymi nogami nie ubliżała. A teraz, co? Kościoły pustoszeją, ludzie samochodem na zakupy jadą, jakby wołających ich dzwonów nie słyszeli. A w takim Inverness kościół znów pełen, ale jakże inaczej. O tempora, o mores!

Do zobaczenia w nowym, straszniejszym roku.

P.S. Zdjęcie na początku tego tekstu to właśnie kościół w Inverness, przy ulicy Kościelnej, pozbawiony ducha kościół, w którym sprzedaje się książki.