W grze „która religia jest najlepsza" przegrywają wszyscy

Pamiętacie, jak w przedszkolu regularnie ścieraliśmy się z kolegami na temat „mój tata jest lepszy niż twój"? A jeśli wygodnie zapomnieliście wstydliwe szczegóły z własnego dzieciństwa, to pewnie pamiętacie inne dzieci zaangażowane w tę sprzeczkę, która była dla uczestników kwestią życia i śmierci. Czy pamiętacie, kto wygrywał te porównania? Co do czyjego ojca wszyscy zgadzali się, że jest lepszy od innych? Oczywiście, nikt.

Uczestniczące dzieci będą twierdzić stanowczo, że pokazały wyższość własnego ojca, bo to przecież w końcu ich tata, a kto na całym świecie mógłby być lepszy niż ich tata? Nie zdają sobie sprawy z tego, że wcale nie znają ojca tego drugiego dziecka; że są oczywiście stronniczy w stosunku do własnego taty i w żaden sposób nie mogą zobaczyć jakichkolwiek wad w nim, skoro patrzą na niego przez różowe okulary. Walka o to, czyj ojciec jest lepszy, jest bezsensownym zajęciem — a wystawianie przeciwko sobie religii niczym się od tego nie różni.

Wyznawcy wierzą w nadrzędność własnych pism świętych, zanim przez nie rzeczywiście przebrną; wierzą w „bezdyskusyjną" wyższość każdego słowa, jakie głosi ich wiara, zanim wymówią swoje pierwsze, niemowlęce słowo — i są „całkowicie oświeceni" w sprawie boga ich rodziców i religii ich rodziny w wieku, w którym nie są jeszcze wystarczająco oświeceni, by kontrolować ślinę kapiącą im z ust.

I tak samo jak te dzieci przedszkolne większość przeciwników w przepychankach religijnych niewiele wie o religiach pozostałych uczestników konfliktu. Jedyna wiedza, jaką posiadają o własnej religii, jest w oczywisty sposób stronnicza, ponieważ ich historię spisali wyznawcy tej samej religii, wygodnie ukrywając czyny oburzające i gloryfikując wszystko pozostałe, na lewo i na prawo. Podobnie jak przedszkolaki dorastają wychwalając własnych ojców aż osiągną wiek, kiedy potrafią sformułować własną opinię o nim, brygada „religijna" spędza swoje wczesne lata na ślepym otaczaniu czcią własnej wiary — tyle tylko, że nigdy nie przychodzi dla nich moment dorośnięcia.

Wszystko, co zdarzyło się 21 września, było naturalną konsekwencją stałej odmowy dorośnięcia przez świat muzułmański. Ktoś marnie drwi sobie z waszej wiary, a wy palicie własny kraj? Na takie humory skrzywiłby się nawet przedszkolak.

Podczas gdy jesteśmy autodestrukcyjni, regularnie skandujemy antyamerykańskie hasła, a nasza globalna niedojrzałość i naiwność nie pozwalają nam zrozumieć, że USA i ich rząd nie mają żadnego powodu przepraszać za świętokradcze wideo na YouTube. Tylko to, że jakiś idiota nadużywa klauzuli o wolności słowa w konstytucji USA, nie oznacza, że to wideo było „finansowane przez państwo" lub w ogóle miało cokolwiek wspólnego z USA. Zgodnie z tą logiką wszyscy powinniśmy najpierw oficjalnie przeprosić Watykan za kościoły, które spaliliśmy w Mardan i Karaczi w imię miłości. Chodzi mi o to: kim jesteśmy, by obrzucać jadowitą krytyką konstytucję USA, czy nie zdajemy sobie sprawy z tego, że żyjemy w kraju, którego konstytucja deklaruje, że umniejszanie „chwały islamu" jest bluźniercze, ale palenie kościołów nim nie jest?

A potem nasi „wolnomyślący" muzułmanie pokazali swoją niedojrzałość krytykując podwójne standardy Zachodu w sprawie wolności słowa, kiedy reklama lodów z ciężarną zakonnicą została niedawno zakazana w Wielkiej Brytanii. Jestem pewien, że większość z nas wie, iż Wielka Brytania i USA to dwa różne kraje. Klauzula „wolności słowa" w konstytucji amerykańskiej, która pozwala na krytykę przekonań religijnych, nie istnieje w prawie brytyjskim — Wielka Brytania nie ma osobnej konstytucji ani Karty Praw — i dlatego także wypowiedzi antyislamskie mogą być (i są) zakazane w reklamach brytyjskich. Podobnie jest z argumentem używanym przez wielu przywódców muzułmańskich — a szczególnie przez prezydenta Egiptu Muhammada Mursiego — o tym, że negacja Holocaustu jest nielegalna na Zachodzie — no cóż, nie jest nielegalna w USA. W Niemczech, z oczywistych przyczyn, jest nielegalna, ale Niemcy nie pozwalają także obrażać religii.

Kraje zachodnie mają konsekwentne konstytucje. Nawet jeśli mają klauzule, zakazujące pewnych rzeczy, które dotykają jedne społeczności nieco bardziej niż inne, jest to nadal ta sama reguła dla każdego — nie jest tak, że kraje takie jak USA mają całkiem inny zestaw reguł dla mniejszości. Nie są jak Arabia Saudyjska, zakazująca mniejszościom budowania własnych świątyń lub w ogóle nie pozwalająca nie-muzułmanom na wjazd do dwóch Miast Świętych. Nie są jak Pakistan, deklarujący, że wypowiedzi przeciwko islamowi są bluźnierstwem, a równocześnie otwarcie szerzący jad przeciwko hinduizmowi, chrześcijaństwu i judaizmowi w swoich podręcznikach szkolnych.

Tak więc, wbrew powszechnej opinii, Zachód nie spiskuje przeciwko muzułmanom, ponieważ — a to zaboli — mają ciekawsze rzeczy do roboty. Zajęci są wysyłaniem Curiosity na Marsa i dowiadywaniem się o możliwym życiu na tej planecie, podczas gdy my próbujemy wykopać dowody w naszych pismach świętych, żeby pokazać, iż Marsjanie — jeśli istnieją — powinni być muzułmanami; oni pracują nas analizowaniem chmur, podczas gdy my robimy zdjęcia chmur na niebie, zestawiamy je w photoshopie, żeby wyglądały jak święte wersety, dowodząc w ten sposób „autentyczności" naszej religii.

Czy naprawdę wierzymy, że Zachód w ogóle potrzebuje spiskowania przeciwko muzułmanom? Gdyby naprawdę chcieli nas zniszczyć, wystarczyłoby, gdyby zamieścili coś absurdalnie obraźliwego w sieci, a my posłusznie zniszczymy się sami. Nie potrzebują arsenału nuklearnego do zniszczenia krajów islamskich, wystarczy, że zdubbingują po arabsku epizod South Park o superbohaterze i zobaczą kraje muzułmańskie płonące — całkiem dosłownie — oburzeniem.

Pozbądźmy się więc tej paranoi o spiskach zachodnich i syjonistycznych przeciwko islamowi i nauczmy się nieco od Zachodu, tak jak oni nauczyli się od cywilizacji islamskiej, kiedy ta była w swoim apogeum. Porzućmy nieuzasadniony kompleks wyższości i bezsensowne starcia religii, które odsuwają nas od krajów rozwiniętych i nie pozwalają nam na wspólną pracę dla lepszego świata. Dorośnijmy, ponieważ naprawdę, w zawodach „która religia jest najlepsza" wszyscy są przegrani.

  Tekst oryginału

Pakistan Today, 28 września 2012r.