70 lat temu — 24 lutego 1942 r. — 19-letni David Stoliar przerażony czepiał się rozhuśtanych szczątek na Morzu Czarnym. Początkowo słyszał krzyki w lodowatej wodzie, ale głosy zamarły. Stoliar był jedynym, który ocalał ze „Strumy", niezdatnego do żeglugi statku, wypchanego po brzegi zrozpaczonymi żydowskimi uchodźcami.

Druga wojna światowa szalała. Wobec potworności dziejącego się Holocaustu śmierć na morzu 768 Żydów (103 z nich to były niemowlęta i dzieci) została niefrasobliwie przeoczona jako marginalny przypis.

Ponadto, chociaż ci Żydzi uciekali przed nazistami, w dosłownym tego słowa znaczeniu nie zostali zgładzeni przez katów Trzeciej Rzeszy.

Ta potworność była dokonanym z zimną krwią dziełem Wielkiej Brytanii (zaangażowanej w walkę z Niemcami, ale bez żadnego współczucia dla ich żydowskich ofiar), zrealizowana przez rzekomo neutralną Turcję (której tak zwane niezaangażowanie nie rozciągało się na pariasów — uchodźców żydowskich), przez Arabów (którzy byli jawnymi kolaborantami nazizmu i którzy naciskali na Londyn, by odmówił zagrożonym Żydom azylu w żydowskiej ojczyźnie) i wreszcie Rosji, która wycelowała torpedy w unieruchomione pudełko sardynek z Żydami, którym nikt nie pozwolił postawić stopy na terra firma.

Cały świat wydawał się zjednoczony w pokazywaniu Żydom, jak bardzo są niechciani.

Ta obojętność połączona z wrogością bynajmniej nie zniknęła. Tylko jej forma i treść podległy mutacji, ale zasada jest nadal w pełni stosowana wobec państwa żydowskiego. Nadal grozi nam anihilacja. Niemniej, mimo jednoznacznych gromów ciskanych z Teheranu, społeczność międzynarodowa niepokoi się możliwością wyprzedzającego ataku Izraela — nie niepokoi jej perspektywa ludobójczego ataku na Izrael.

Mówiąc bez ogródek, nasz los interesuje dzisiaj inne narody tyle samo, co los Żydów ze „Strumy" interesował je wtedy, czyli (mówiąc oględnie)  niewiele.

Dzisiaj nieszczerym pustym słowom po Holocauście nieodmiennie towarzyszy załamywanie rąk nad brakiem uprzedniej wiedzy o diabelskim planie Niemiec systematycznego wytępienia bezbronnego narodu żydowskiego (mimo jednoznacznych słów padających wówczas w Berlinie).

Tym, co wyróżnia „Strumę" i nadaje jej nadzwyczajne znaczenie, jest fakt, że od 16 grudnia 1941 r. aż do popołudnia 23 lutego 1942 r. jej dramat rozgrywał się na oczach całego obserwującego to wydarzenie, ale niewzruszonego świata. Żaden kraj nie może zaprzeczyć, że wiedział o nadchodzącej katastrofie, a jednak wszystkie kraje pozwoliły, by stało się to — na oczach wszystkich.

„Struma", licząca sobie wówczas 115 lat barka do przewożenia bydła po Dunaju, była żałosną skorupką od orzecha i została wypakowana niemal po brzegi 800 uchodźcami z Rumunii. Kierując się do Ziemi Izraela, rozpaczliwie uciekali przed piekłem Hitlera i koszmarem faszystowskiego reżimu w Bukareszcie. Pogromy i potworności już dotknęły miasta takie jak Iasi, gdzie tysiące Żydów zgromadzono na placu targowym i skoszono salwami karabinów maszynowych. Sędziwi rabini i przywódcy społeczności byli wbijani na haki rzeźnicze w centrum miast.

„Struma" nie zatonęła nagle. Jej pasażerowie byli powoli torturowani, podkreślając z diabelską ostentacją, jak zbędni byli Żydzi, w tym właśnie czasie, kiedy ludobójstwo wchodziło na najwyższe obroty. Ten 75-dniowy dramat na pokładzie statku podkreślał totalną bezbronność i poniżenie bezsilnych Żydów.

Pasażerowie „Strumy" zebrali się w rumuńskim porcie Konstanca 8 grudnia 1941 r. Przez cztery dni rumuńscy urzędnicy celni „badali" ich dobytek. W rzeczywistości kradli wszystko, co zobaczyli — ubranie, bieliznę, biżuterię i, co najważniejsze, żywność. Uchodźcy wyruszyli w niebezpieczną drogę pozbawieni zapasów żywności i leków. Ale na „Strumie" było 30 lekarzy, 10 inżynierów i 15 prawników.

12 grudnia rozklekotany statek wypłynął na morze. Po czterech jeżących włosy na głowie dniach (zamiast rutynowych 14 godzin) „Struma" chwiejnie wpłynęła do portu w Stambule. Nie mogła płynąć dalej. Jej prowizoryczny silnik zadławił się po raz ostatni. Nie było paliwa, żywności ani wody.

Kilku pasażerów miało ważne wizy do Izraela sprzed czasów niepodległości. Wszyscy pozostali byli „nielegalni". Mieli jednak nadzieję, że jak już dostaną się do Turcji, dostaną pozwolenie dalszej podróży do wybranego miejsca. W końcu Europa była pogrążona w wojnie i tysiące żydowskich certyfikatów imigracyjnych (pozwoleń wjazdu do Mandatu Brytyjskiego) pozostawały bez wykorzystania.

Brytyjskie władze odmówiły jednak stanowczo. Arabowie oburzali się i wiecowali przeciwko udzieleniu schronienia żydowskim uchodźcom. Zawsze gotowa do ugłaskania pro-nazistowskiej arabskiej opinii publicznej Wielka Brytania surowo oznajmiła, że pod żadnym pozorem ludzie ze „Strumy" nie mogą postawić stopy na Eretz Yisrael.

Ponadto Wielka Brytania naciskała na Turcję, by nie pozwoliła nikomu z tego całkowicie niesprawnego statku zejść na ląd. Premier turecki argumentował, że "Nie można oczekiwać od Turcji, iż będzie służyła jako schronienie lub zastępcza ojczyzna dla ludzi niechcianych nigdzie indziej".

Tak więc setki ludzi pozostały uwięzione w ciasnych, niewentylowanych pomieszczeniach między burtami statku. Z jednej burty „Strumy" zwieszono wielki napis „Pomocy!". Jeden z posiadaczy wizy, któremu po tygodniach pozwolono zejść na brzeg, opisał statek jako „pływającą trumnę".

Lodowate pomieszczenia pod pokładem cuchnęły, ale nie było wystarczająco miejsca dla wszystkich na pokładzie. Uchodźcy zmieniali się, by móc zaczerpnąć powietrza. Nie było miejsca do spania dla wszystkich, nie było izby chorych, nie było kuchni, żadnych możliwości umycia się ani toalet. Minimalne racje żywności, dostarczane przez miejscowych Żydów, szmuglowano na pokład po nasmarowaniu wystarczającej liczby tureckich dłoni.

Oficjalny apel Agencji Żydowskiej, przekazany Brytyjczykom w styczniu 1942 r., podkreślał, że „Struma" transportuje uchodźców uciekających przed bardzo realną groźbą masakry. Władze Mandatu nawet nie zaszczyciły Agencji Żydowskiej odpowiedzią.

Następnego dnia, trzydziestego piątego dnia „Strumy" w Stambule, na przedmieściu Berlina rozpoczęła się Konferencja Wannsee, żeby formalnie postanowić o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej". Hitler z pewnością nie przeoczył tego najnowszego pokazu całkowitej bezduszności świata wobec bezradnych Żydów.

Brytyjczycy nie pofatygowali się odpowiedzieć na emocjonalne błagania Agencji Żydowskiej z 30 stycznia i 10 lutego. Zgodzili się tylko na wjazd czterech posiadaczy wiz, którym dopiero wtedy pozwolono zejść na ląd. Opowiedzieli oni o koszmarnych warunkach panujących na „Strumie". Brytyjczycy zajęli nowe stanowisko, twierdząc że uchodźcy na „Strumie" są podejrzanymi agentami nazistów, ponieważ przybyli z terytorium wroga. Twierdzenie, że najbardziej koszmarnie prześladowane ofiary są szpiegami swoich prześladowców, określono w rodzącym się Izraelu jako „szatańskie".

W bardzo długim piśmie do władz Mandatu z 13 lutego Agencja napisała, że Wielka Brytania, z wielką pompą pomaga przesiedlić na Bliski Wschód tysiące nie-Żydów — Greków, Jugosłowian, Polaków i Czechów — którzy wszyscy przybyli z kontrolowanych przez Niemcy terytoriów. Żydzi mieli większe powody lojalności wobec Aliantów niż ktokolwiek z nich.

15 lutego Brytyjczycy oznajmili, że zrobią wyjątek w sprawie „Strumy" wobec dzieci w wieku od 11 do 16 lat. Restrykcje wojenne podano jako pretekst zakazu wjazdu dla młodszych lub starszych dzieci. Agencja Żydowska gwarantowała utrzymanie dla wszystkich nieletnich więźniów ze „Strumy". Ostatecznie żadnemu z dzieci nie pozwolono zejść z pokładu.

Tymczasem Turcja, ośmielona przez Wielką Brytanię, zagroziła, że odholuje tę tonącą, śmiertelną pułapkę poza swoje wody terytorialne. Agencja Żydowska ostrzegała, że „statek jest w stanie całkowitej ruiny i nie ma wyposażenia ratunkowego. Każda podróż morska tego statku musi zakończyć się katastrofą".

Rząd turecki jednak rozkazał, by skazana na śmierć „Struma" została odholowana na Morze Czarne. 23 lutego setki wymachujących pałkami policjantów pojawiło się przy „Strumie". Brutalnie zagnali pasażerów pod pokład. Mimo oporu ze strony uchodźców przecięto kotwicę, odholowano „Strumę" i pozostawiono ją — sparaliżowaną, żeby dryfowała bez zapasów wody i żywności i bez kropli paliwa.

24 lutego rozerwała ją eksplozja.

Radziecka łódź podwodna, SZCZ-213, patrolowała północnowschodni Bosfor. Wyśledziwszy statek Osi, storpedowała tę chybotliwą barkę, która zatonęła w ciągu kilku minut. Szacuje się, że aż 500 osób zginęło bezpośrednio w wyniku wybuchu. Reszta szamotała się w falach, aż zginęli z powodu ran, zmęczenia i hipotermii. Jeden jedyny Stoliar trwał nadal, na wpółprzytomny.

W jeszcze nie państwie Izraelu zapanowały szok i żałoba. Organizowano demonstracje. Na jeden dzień stanęła wszelka praca i handel, a społeczność żydowska w proteście narzuciła sobie godzinę policyjną. Na wszystkich ścianach pojawiły się plakaty ze zdjęciem Wysokiego Komisarza Brytyjskiego Harolda Mac Michaela z oznajmieniem „Poszukiwany za morderstwo".

Rozdzierający serce koniec „Strumy" oznaczał skuteczny koniec wszystkich prób przełamania brytyjskiej blokady antyżydowskiej aż do zakończenia drugiej wojny światowej. Kilka łodzi rybackich i żaglówek sportowych próbowało przewieźć garstki uchodźców. Część z nich zatopiono. Żydzi europejscy nie mieli więcej żadnej drogi ucieczki. Walcząca Wielka Brytania oderwała się na chwilę od wojny, by to zapewnić.

Turcy uwięzili Davida Stoliara na sześć tygodni za przestępstwo nie utonięcia. Wpuszczono go wreszcie do Mandatu Palestyńskiego, mimo ostrzeżeń Mac Michaela, że „będzie to stanowiło precedens" i „całkowicie podważy całą naszą politykę w sprawie nielegalnych imigrantów".

Dzisiaj dla większości Izraelczyków „Struma" jest dziwną nazwą ulicy w kilku miastach. Izraelskie dzieci w szkole zaledwie natykają się na jej osobliwą historię. Politycznie poprawni pisarze i lewicowi filmowcy unikają tego tematu, woląc postmodernistyczne przedstawianie terrorystów arabskich jako ofiary syjonizmu.

Niepamięć jest, być może, największym grzechem przeciwko „Strumie", ale także przeciwko nam samym. Jeśli zapominamy „Strumę", zapominamy, dlaczego istnieje to państwo, dlaczego walczymy o jego przetrwanie. Zapominamy o sprawiedliwości naszej sprawy.

Przyćmiona pamięć i autodestrukcyjna, perwersyjna moralność hamuje naszą zdolność bronienia siebie przed potomkami i chorążymi tych samych Arabów, którzy skazali „Strumę". Nie zmienili swojego wrogiego programu. Po prostu nie dbamy już o to, by pamiętać.

Państwu, które stworzyli Żydzi, grozi zniszczenie, a jego populacji unicestwienie. Niemniej sympatia dla Izraela jest minimalna, a praktyczne wsparcie dla działań zmierzających do uniknięcia tragedii jest jeszcze mniejsze. Historia „Strumy" jest niezbędna dla zrozumienia, dlaczego możliwy był Holocaust i dlaczego nie można wykluczyć drugiego Holocaustu. Bardziej niż cokolwiek innego „Struma" pokazuje niesłychanie mocno, co dzieje się, kiedy Żydzi polegają na dobrej woli innych.

Tekst oryginału

Blog Sarah Honig, 24 lutego 2012r.