Stare jak świat spory o Boga po każdym wielkim odkryciu wchodzą w nową fazę. Dowiedzieliśmy się więcej i z konieczności Bóg zmienia oblicze. Właśnie dostałem list od starego przyjaciela, który broni idei Boga starając się nie kwestionować wiedzy nagromadzonej przez współczesną naukę. Ani ewolucja, ani Wielki Wybuch nie stanowią dla niego poważnego problemu. Zastanawia się natomiast co było siłą sprawczą owego Wielkiego Wybuchu oraz (sprawa dla niego centralna) czym jest świadomość.

Czytałem uważnie jego długi i mądry list i, jak można się było spodziewać, z tych samych przesłanek wyciągałem odmienne wnioski. Zgadzamy się obaj, że religia poczęła się z fascynacji (i lęku) przed niepojętym i niewyobrażalnym. Dziś, dzięki nagromadzonej wiedzy i instrumentom dającym tysiąckrotną moc naszym zmysłom, to niewyobrażalne rozszerzyło się niemal do absurdu. Odległe o miliony lat świetlnych galaktyki, zakrzywiona przestrzeń i zakrzywiony czas — człowiek zastanawia się, czy ci, którzy wiedzą o czym mówią, wiedzą o czym mówią.

Ten wielki Wszechświat, w którym nasza Ziemia jest zaledwie absurdalnie małym punkcikiem, miał swój początek. Mój przyjaciel zastanawia się nad pytaniem, czy Big Bang miał jakąś (inteligentną) siłę sprawczą? A ja zastanawiam się nad tym, jak się ma to pytanie do Starego Testamentu i do faktu, że kulturowo nasze umysły, nasz język, nasza logika kształtowały się od dziesiątków pokoleń w cieniu tej księgi? Jak się ma pytanie o Big Bang do „wyssanej z mlekiem matki" opowieści o stworzeniu świata przez dobrego Boga? Już wiemy, jak wiele się w tej opowieści nie zgadza, wiemy, że tamta opowieść oparta była na spekulacjach ówczesnych ludzi, którzy wówczas nie mieli szans zobaczyć więcej. Feler wszelako w tym, że podparli się kłamstwem o informacjach z pierwszej ręki. Ta dziennikarska nierzetelność w imię wyższych celów trochę niepokoi.

I wówczas, i dziś obcujemy ze spekulacją, z nagim pytaniem o siłę sprawczą, której nie znamy. Ale za tym pytaniem nieodłącznie kryje się nasze niespokojne ego. Nie chcemy być kwarkami na ziarnku piasku krążącym w kosmosie. Świadomość płata nam paskudnego psikusa. Jesteśmy cząstką materialnego świata, zbiorem atomów, który nie tylko stanowi diablo skomplikowany mechanizm, ale na dodatek myśli sobie bóg wie co.

Mam cię bratku — odpowiada mój przyjaciel — no właśnie, myśli; myślenie jest dowodem, jeśli nie niezbitym, to przynajmniej dającym powód do dalszej dyskusji. Jak materia może produkować myśl?

Przez stulecia zastanawiano się nad tym dziwnym fenomenem, ale w ostatnich latach mamy na tym polu do czynienia z eksplozją nowych odkryć. Podobnie jak z astrofizyką i na tym polu jestem mocno zagubionym czytelnikiem. Bo też najnowsza wiedza o świadomości powstaje na skrzyżowaniu wielu dziedzin, a każda z nich z osobna dawno uciekła obserwacjom czynionym gołym okiem i wnioskowaniu w oparciu o sam zdrowy rozsądek.

Czy jest możliwe życie bez świadomości? Zdawać by się mogło, że tak, że to zgoła absurdalne pytanie, ale życie jako taka forma zorganizowanej materii, która zdolna jest do samoreprodukcji, popycha nas do dziwacznych definicji. Najbardziej prymitywne stwory (uwaga na słowo stwór, stworzenie, które na końcu etymologicznej gumki ma stwórcę) wydają się być jakoś „zaprogramowane", mają co najmniej swoje RNA, pobierają i przetwarzają jakąś energię, dzielą się dając nowe życie i umierają. W wielogeneracyjnym trwaniu ewoluują.

Z wielu względów trudno nam uciec od pytania kto stworzył, kto zaprogramował. Nawet akceptując wiedzę o ewolucji wielu wierzących odczuwa tu jakiś niepokój. W liście mojego przyjaciela pojawia się interesujący sprzeciw wobec selekcji naturalnej. Jeśli naturalna, to nie selekcja powiada, chociaż ta zbitka u większości biologów nie budzi najmniejszego niepokoju. Selekcja naturalna to opis genialnego w swej prostocie mechanizmu, w którym nie ma żadnej z góry założonej celowości. Jak wirówka oddziela tłuszcz od mleka, tak przypadkowe mutanty, jeśli mogą zdobyć więcej pokarmu lub w inny sposób lepiej wykorzystać środowisko, rozmnażają się lepiej, zostawiają więcej potomstwa, wypierają tych co zostali w tyle. Słowo selekcja staje się w tym procesie zrozumiałe dopiero w połączeniu ze słowem naturalna, właśnie dlatego, iż jest to selekcja bez świadomych decyzji, bez elementu wyboru. Można dać tu dziesiątki innych przykładów selekcji przez siły natury. Fala morska selekcjonuje różnej wielkości kamyki i ziarnka piasku, wiatr oddziela ziarna od plew.

Odtwarzamy dziś proces ewolucji w specjalnych komputerowych programach i program działa bez pudła, mechanizm większej sprawności selekcjonuje. (W tym samym sensie w jakim wirówka selekcjonuje śmietanę.)

Dla wielu ludzi centralnym dowodem istnienia wyższej inteligencji jest ludzka świadomość. Rzeczywiście przez długi czas badania nad świadomością dreptały w miejscu. Długo nie dawało się do mózgu zajrzeć i odpowiedzieć na pytanie, co też to robi, że myśli. Opór pofałdowanej materii skłaniał do jałowych spekulacji. Chcieliśmy plasować czucie w sercu, a myśl w duszy. Wygląda jednak na to, że Kartezjusz był w błędzie i próby oddzielenia uczuć i rozumu wpuszczają nas na zły trop. To uczucia są naszym „gadzim rozumem".

Mówiąc „uczucia" odruchowo uświadamiamy sobie głód, zimno, przyjemność, agresję, pożądanie. Uczucia, które dzielimy ze zwierzętami. Jakie „uczucia" mają rośliny, czy organizmy jednokomórkowe? Czy ich reakcje na światło, ciepło i inne źródła energii można nazwać zalążkiem świadomości? Pytanie nie od rzeczy. Zgoda na ewolucję jest również zgodą na ewolucję umysłu i to nie od małpy do człowieka, a od najprymitywniejszej bakterii do Einsteina.

Czy patrząc na kota zastanawiasz się nad pytaniem co się dzieje w jego umyśle, czy tylko, co się dzieje w jego mózgu? Czy kotka, która celowo gasi mi lampę kiedy czytam książkę śmieje się w duchu? Żarty na bok, gdzie zaczyna się świadomość? Oglądałem niedawno zdjęcie chłopca z szpakiem na dłoni. Wychowany przez niego szpak żyje wolno i kiedykolwiek widzi swojego przyjaciela sfruwa z drzewa i siada mu na palcu. Czy to świadomość?

Niedawno odkryto, że pszczoły rozpoznają twarz swojego pszczelarza. Eksperyment był dość prosty, uczyły się rozpoznawania fotografii ludzkich twarzy. Nie zdziwiło mnie to, w końcu lata temu czytałem o przekazywaniu osobliwym tańcem informacji o żerowiskach. Jeśli potrafią poinformować, że 450 metrów na południowy-wschód od gospodarstwa Kwiatkowskich jest całe pole kwitnących słoneczników, to dlaczego mają nie rozpoznawać twarzy pszczelarza? Nie zdziwiło by mnie gdyby plotkowały, że te zdziry z sąsiedniego ula obrobiły wszystkie jabłonki u proboszcza. Czy przekazujący informację taniec pszczół jest objawem świadomości?

Rzuć liść na wodę, a ławica żerujących u brzegu rybek rozpierzchnie się w popłochu. Czy są one świadome, czy zgoła niczego nieświadome? Jak biolog ma definiować świadomość?

Biologia uczuć była dla badaczy łatwiejsza. W ostatnich latach w znacznym stopniu uczeni rozgryźli chemię uczuć. W reakcji na bodźce zewnętrzne mózg albo sam wydziela, albo wysyła stosowne instrukcje do innych organów, te produkują różne świństwa i zaczyna się opisywana przez poetów burza uczuć. Świadomość jest tu zazwyczaj zepchnięta na tylne siedzenie i sonety zaczynamy produkować później. Krótko mówiąc, nasz boski umysł, w reakcji na zagrożenie najpierw kłapie zębami, a dopiero potem zdobywa się na uczucia patriotyczne.

Owa świadomość, z którą nauka miała (i nadal ma) taki kłopot, wymagała dość obszernych magazynów pamięci i samej możliwości porównywania danych z różnych obszarów mózgu. Tę ewolucję umysłu bardzo obrazowo opisywał Steven Mithen, brytyjski archeolog, który zapuścił się na obszary psychologii ewolucyjnej i porównuje umysł ludzki do wspanialej katedry podzielonej początkowo na oddzielone od siebie nawy. Dopiero połączenie tego wszystkiego dało nam szansę na zdolność analitycznego myślenia. Ta zdolność wydaje nam się tak naturalna i oczywista, jak to, że Słońce wschodzi i zachodzi, że Ziemia jest płaska, a my znajdujemy się w samym pępku kosmosu. Dzięki tej zdolności analitycznego myślenia wyszliśmy z siebie, stanęliśmy obok i spojrzawszy na siebie, wpadliśmy w zachwyt. Fakt, że w naszych oczach wyglądaliśmy bosko. Pewną troską napawał nas jednak nadmiar niewiadomych, ale i tu nasz analityczny umysł pomagał nam poradzić sobie z niewiedzą przy pomocy spekulacji. Ta zaś, od czasu kiedy przestała służyć wyłącznie odpowiadaniu na pytanie, gdzie może się ukrywać obiad, pozwoliła nam poszybować w przestworza. Jak raz zaczęliśmy bujać w obłokach, zaczęliśmy fantazję traktować jak narkotyk i nie dziwota, bo dostarcza całkiem sporo przyjemności.

Krótko rzecz biorąc, ta świadomość, która ma być dowodem na istnienie Boga, to świadomość ludzka. Psycholodzy mają ogromny kłopot z odpowiedzią na pytanie gdzie zaczyna się ta szczególna i wyłącznie ludzka jakość. Badający rozwój dziecka długo zatrzymywali się przy zdolności wyobrażenia sobie co myśli inna osoba. Między trzecim a czwartym rokiem życia dziecko zaczyna być świadome stanu świadomości innych. Zaczyna być świadome, czy osiąga zdolność werbalnego poinformowania o tej swojej świadomości? Mój kot oszukuje mojego psa. Ma dwie możliwości dotarcia do kuchni, biegnie jedną drogą, zatrzymuje się i patrzy czy pies wybiegł mu naprzeciw, jeśli to zrobił, cofa się i biegnie inną drogą. Jeden z moich psów uwielbia uciekać, kiedy wyprowadzam samochód chowa się przede mną i czeka aż otworzę bramę i wsiądę do samochodu (jest świadomy, że jestem nieświadomy jego obecności) wtedy błyskawicznie wymyka się z podwórka. Badania nad szympansami dostarczają niezliczonych dowodów świadomości stanu świadomości innych osobników w stadzie. Najpiękniejszy, o którym czytałem (oczywiście niezastąpionego Fransa de Waala) to historia szympansiego brzdąca, który bawił się za skałą niewidoczny dla swojej matki. W pewnej chwili zobaczył swojego rówieśnika ze smakowitym kąskiem i zaczął natychmiast wydawać siebie żałosne piski, tak, jakby go ktoś skrzywdził. Jego matka przybiegła, odebrała przysmak drugiemu i dała swojemu dziecku. Dziś wiemy, że i ludzkie niemowlęta są bardzo wcześnie zdolne do manipulowania świadomością dorosłych.

Długo sądzono, że to co nas różni od świata zwierzęcego to zdolność posługiwania się narzędziami, co oczywiście jest również powiązane ze świadomością, ze zdolnością wyobrażenia sobie jak to będzie działać, jeśli użyję przedmiotu. Okazało się jednak, że posługiwanie się narzędziami znane jest nie tylko ludziom, ale również małpom, a co gorsza, że narzędziami mogą posługiwać się nawet ptaki.

Gdzie jest więc ta świadomość, która różni nas definitywnie, nie tylko od świata zwierząt, ale również od świata hominidów? Wydaje się, że tę cezurę stanowiła zdolność tworzenia sztuki i religii, a więc zdolność abstrakcyjnego myślenia przy pomocy symboli. Z ewolucyjnego punktu widzenia mówimy o wydarzeniach, które mogły się zaczynać 70 — 100 tysięcy lat temu, chociaż może się zdarzyć, że odsuniemy tę granice o jeszcze kilkadziesiąt tysięcy lat. W historii życia na Ziemi czas nie dłuższy niż wytarcie nosa.

Ta boska świadomość jest rzeczywiście dowodem na istnienie boga, niezbitym dowodem, gdyż przed jej pojawieniem się nic na jego (ich) obecność nie wskazywało. Od tamtej jednak pory cała nasza kulturowa ewolucja, rozwój języka, sposobu myślenia, ba, sposobu patrzenia na świat spleciony był z tą techniką myślenia spekulacyjnego oraz z nieprzepartą potrzebą szukania odpowiedzi na pytanie, kto zrobił tę górę, to jezioro, ten wszechświat?

Wiemy już, że materia może produkować świadomość, że myślenie nie znajduje się w zasadniczej sprzeczności z materią, ale duch w nas nie ginie i ducha szukamy dalej.

Mój przyjaciel, kończąc swój list, cytuje początek Ewangelii według św. Jana:

"Na początku było słowo,
a słowo było u Boga,
i Bogiem było Słowo..."

Tak, ta specyficzna ludzka świadomość wymagała połączenia naw katedry ludzkiego umysłu. Nie wiemy nadal, jak tworzyły się nowe kanały komunikacyjne między poszczególnymi obszarami mózgu, nie wiemy, w którym momencie zdolność analitycznego myślenia wsparł język, prowadzący do rewolucji w komunikacji interpersonalnej. Możemy być jednak pewni, że jeśli idzie o religię i sztukę, bez wątpienia na początku było słowo i z niego zrodził się Bóg i artystyczny opis tego co odczuwamy jako piękno.

Wraz z postępującą wiedzą Bóg zmienia oblicze, ale wielu nadal Go szuka. Rozumiem tę tęsknotę, ale wracam uporczywie do nie przeze mnie wymyślonego argumentu: hipoteza Boga nie jest mi do niczego potrzebna. Ta hipoteza niczego nie wyjaśnia, a sprawdzić jej się nie da. Świat jest zachwycający, chociaż ostatnimi dniami, ze względu na przemienną odwilż i przymrozki, jest okropnie ślisko.